poniedziałek, 26 października 2015

Ech, ta jesień
















Ech, chciałoby się gdzieś odlecieć
z tym szalonym wiatrem jesiennym...
Zatańczyć z barwnymi liśćmi fokstrota,
uwierzyć w magię słonecznych promieni,
i babim latem szczelnie się omotać.

Jesienną szarugą nie smucić się wcale,
tylko wsłuchać się w symfonię deszczową.
Bez parasola spacerować starym parkiem,
uśmiechać się do siebie i pisać wiersze,
a w nich na radosną jesień rzucać dobre słowo.

Wskoczyć z impetem do takiego świata,
gdzie nie ma miejsca na chłód, czarne myśli,
jesienną melancholię i smutki dręczące,
gdzie słoneczna radość we włosy się wplata...

Oto moje marzenia, marzenia jesienią pachnące.

(Barbara Leszczyńska)







"Ech,  chciałoby  się  gdzieś  odlecieć"  bo  od  dwóch  tygodni  panuje  szara  i  deszczowa  pogoda... Bardzo  liczyłam,  że   jesień  pokaże  swoje  barwne,  różnokolorowe  oblicze jak  w  poprzednich  latach... Nie tracę nadziei...  W  tym  roku  coś  słabo  z  tymi  przebarwieniami...  Niektóre  drzewa  tylko  trochę  zażółciły  się... Codziennie,  spadają  kolejne  liście...   W większości  są  szare  jak  tegoroczna  jesień...











 Nie zaskoczył mnie chłodny niedzielny poranek... Zabrałam aparat i przez warzywnik poszłam do Małego Lasku...  Jesienna pora roku, nigdy  nie wywoływała u mnie uczucia radości bo jej po prostu nie lubię... Nawet o tym nie myślę, marzę by zaszyć się gdzieś w ciepłym miejscu, z miękkim kocem z wełny wielbłądziej, filiżanką gorącej czekolady lub herbaty i dobrą książce w ręku... Zbyt szybko robi się ciemno... A ja? zanurzam się w swoich czynnościach i nie widzę jak jest za oknem...       




Przestało padać... Dosłownie na moment wyszło słońce... Dzień dalej jest pochmurny... Zrywam do koszyka trochę  mokrych jabłek i wracam do domu... Podchodzę do okna i widzę baraszkujące sikorki i dzwońce... Są szczęśliwe bo od pewnego czasu regularnie je dokarmiamy... Przechodzę do kolejnego okna...

Na łące leży samotne sarnie źrebiątko... Przez ostatnie dwa tygodnie nie widziałam sarniej rodziny... Przypuszczałam, że podobnie jak w ubiegłym roku przeniosły się w wysokie trzciny...  Niechcący kilka dni temu, podsłuchałam jakieś plotki, gdy jedna pani do drugiej mówiła, że  ktoś strzelał do saren... Nie uwierzyłam... Polowania można urządzać w lesie... Czy ktoś jest aż tak głupi by  strzelać do bezbronnych saren, którym udało się przeżyć w niewielkim lasku lub w trzcinach? Dla mięsa, dla sportu? Kłusownictwo? Trochę trudno mi w to uwierzyć by ludzie byli tak okrutni... Teraz ten brak saren troszeczkę  mnie to niepokoi...Jednak wierzę, że się zjawią moje ukochane zwierzęta...









Zapada zmrok,  zapalam pachnące świece...  Dom lśni  blaskiem i przepełnia się ich zapachem... Robi się bardzo przytulnie a na dodatek pachnie cynamonem, wanilią, pomarańczą... Podchodzę do okna i patrzę na zachodzące słońce...  Niebo przybrało  kolor zachwycającego różu, przechodzącego w pomarańcz aż do czerwieni...  Niesamowite, będzie zmiana pogody... Jestem pewna, że jednak  będzie  kilka dni złotej, polskiej jesieni...















sobota, 24 października 2015

Wielki Meczet Mahmuda w Konstancy - Rumunia











Wrześniowy urlop był bardzo spontaniczny... Okazał się  jednak niebywale udany... Takie wyjazdy dosyć często bywają bezkonkurencyjne... Nasze plany i ustalenia były całkowicie inne... Z pewnych przyczyn skróciliśmy nasz pobyt w Serbii... 

Pojechaliśmy do Rumunii kompletnie nie przygotowani... Postawiliśmy na żywioł... O Konstancy, jej zabytkach, historii   właściwie, wiedziałam niewiele... Jakieś kilka lakonicznych zdań z przewodnika... Najważniejsza w tym przypadku była sprawa  hotelu... Całe szczęście, że jest po sezonie i  jeszcze w drodze, problem został rozwiązany... 

Dobrze, że żyjemy w dobie internetu... Głośno czytam wszystkie informacje dot. Konstancy... Po zameldowaniu się w hotelu w pobliżu Piaţa Ovidiu (Plac Owidiusza)  i szybkiej toalecie, ruszamy w miasto... 








Niemal na wyciągnięcie ręki mamy pierwszy zabytek - Wielki Meczet Mahmuda... Nazwa "Wielki" to za dużo powiedziane...  Widziałam kilka meczetów m.in. w Casablance, Damaszku i Aleppo, te śmiało mogę określić Wielkimi...

Lubię zwiedzać miejsca kultu religijnego... Meczety też... Mają w swojej architekturze zawsze coś  interesującego... Spiesznym krokiem zmierzałam do Wielkiego Meczetu Mahmuda w Konstancy... Często nazywany jest Meczetem Karola ponieważ powstał w 1910 roku  z inicjatywy króla rumuńskiego...

 Jest to stosunkowo młoda budowla...  Łączy styl bizantyjski z rumuńskimi elementami architektury... Do meczetu przylega wysoki  minaret, który jest  widoczny z dosyć daleka...  Do sali modlitewnej wchodzę  przez dziedziniec, który jest otoczony arkadami wspierającymi się na kolumnach z koryncko-jońskimi kapitelami... Salę modlitewną wieńczy ogromna kopuła wykonana z żelbeton...






Sala modlitewna została ozdobiona arabeskami w kolorze; zielonym żółtym, niebieskim i czerwonym... Moją uwagę przykuwa bardzo ładny mimbar (minbar)- kazalnica... Ma kształt wysokiego krzesła o schodkowej podstawie... Minbar ustawiony jest na prawo od mihrabu... Z tego miejsca wygłaszane jest kazanie przed modlitwą piątkową... Wzrok kieruję w stronę niszy w ścianie sali modlitewnej... To mihrab, który pochodzi jeszcze z poprzedniej budowli i wskazuje kierunek modlitwy, czyli Mekkę... Na uwagę zasługuje kobierzec modlitewny... Ciekawostką jest ogromny, cenny, turecki dywan... By nie został zniszczony przykryto go mniejszymi dywanikami...








Minaret przy Wielkim Meczecie  Mahmuda jest zbudowany w stylu mauretańskim... Mierzy 50 metrów... U góry ozdobiony jest galeryjką... Prowadzi na nią 140 schodów... Oczywiście wchodzę na balkonik by z góry popatrzeć na miasto... Widoki zachwycające... Morze aż po horyzont, ogromna kopuła meczetu, starówka, wieże cerkwi, kościołów, marina, port, blokowiska, uliczki na stare centrum...







 Lubię miejsca widokowe... Jeżeli jest taka możliwość zawsze z nich korzystam... Bardzo lubię patrzeć na miasta z góry, szczególnie gdy posiadają wiele zabytków i gdy są piękne... Po wielu minutach opuszczam meczet... W wielu krajach  są one  zamknięte dla niewiernych... A tutaj? mogłam oglądać wnętrze kultu muzułmanów i wejść na galeryjkę minaretu...  Zachęcam wszystkich do odwiedzenia tego miejsca gdy będą w Konstancy bo to jedna z wielu atrakcji tego miasta...








Dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę miłego weekendu...
Pozdrawiam wszystkich serdecznie...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...