środa, 23 września 2026

Zawitała jesień

 









To już jesień... fioletowieją wrzosy
i poranna mgła popielem się ściele...
To już jesień... rudzieją maślaki pod drzewami
i dawno ucichły ptaków trele...

To już jesień... czerwienieje dzikie wino,
opustoszały plaże i wypalają się ogniska...
Królowa jesień opanowała świat
sprawiając, że czar lata powoli pryska...

Pani jesień... kobieta bałamutna,
a czasami humorzasta czarownica -
uwodzi makijażem złota i czerwieni
i od lat poetów i malarzy zachwyca...

Gdy ma gorszy dzień - płacze deszczem,
gdy jest szczęśliwa - tańczy z wiatrem swój szalony taniec...
Rozrzucając różnobarwne liście woła:
Patrz ja odejdę, a garść kasztanów na pamiątkę ci zostanie...

Więc nie narzekaj, że jest ponuro i smutno,
że myślisz o przemijaniu, gdy tylko nastaje noc...
Przecież dobrze odpocząć w domowym zaciszu,
mając kubek gorącej herbaty, bliską dłoń i cieplutki koc...

(Barbara Leszczyńska)










Czas płynie tak  niesamowicie szybko... Jeszcze chwilę temu cieszyliśmy się letnimi dniami... A dziś, jesień już do nas zawitała i przyniosła z sobą chłodne i deszczowe dni... W tym roku jesień kalendarzowa i astronomiczna zaczynają się tego samego dnia - 23 września...

Kwitnące astry jesienne (popularnie nazywanych marcinkami, michałkami) dla mnie to jeden z najbardziej wyrazistych  i urokliwych symboli złotej polskiej jesieni...  Zielone drzewa wciąż  trzymają się lata, zanim zaczną się mienić złotem i czerwienią...  W moim ogrodzie  w dalszym ciągu jest jeszcze kolorowo... Kwitną niezmiennie cynie, astry, aksamitki, rudbekie, werbena patagońska, astry jesienne, róże, hibiskusy, hortensje... Jednak jesienny deszcz sprawił, że świat stracił swój dawny blask i wyrazistość, a całe otoczenie wydało mi się nagle jakieś obce i wyblakłe...

Mam nadzieję, że w piątek robiłam ostanie przetwory z pomidorów, papryki... W poniedziałek przetwarzaliśmy na soki maliny, jeżyny (ostrężyny) i borówkę amerykańską... W tym roku to był wyjątkowy, kuchenny maraton... Plony były obfite... Przyznaję, to powód do satysfakcji i radości zwłaszcza po całym trudzie włożonym w pracę na ziemi... Dzielę się moimi plonami i to mi daje wiele radości...

Wielokrotnie deklarowałam, że lato, długie dni pełne słońce i wysokie temperatury są moim żywiołem... To mnie nastraja  pozytywnie do życia i zawsze marzę, by trwało jak najdłużej... A obecnie mamy panujące szarości a krople deszczu rytmicznie uderzające o szyby... I taka właśnie jesienna aura skłania do melancholii i szukania schronienia w poezji... Przywołuję absolutny klasyk "Deszcz jesienny" - Leopolda Staffa...
 
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,
Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...
Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną
I światła szarego blask sączy się senny...
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny....










Jesień to bez wątpienia najbardziej kontrowersyjna pora roku... Dla jednych to czas nostalgicznego piękna, przytulnych wieczorów... Oni czekają na nią z utęsknieniem bo kochają długie wieczory, zamglone poranki i chłodne dni... Mnie i pozostałych irytuje brak słońca,  deszcz, ziąb, szarość dnia...  Nie lubię tej pory roku ponieważ  zawsze kojarzy mi się z przemijaniem, chłodem, smutkiem... Jakby tego było mało, dopada mnie senność, brak energii, jesienna nostalgia...

Wplatana w chmury weszła jesień,
rozlała karmin w dzikie wino,
w deszczowych kroplach chciała sennie
po stromych dachach się rozpłynąć.

Lecz barwy nie śpią. Mocnym pąsem
rumieńce klonom czas nakłada;
wrześniowy nadmiar płowych wstążek
rozwiesza w trzcinach i na trawach.

Wiatr się rozmarzył. Złotym szeptem
jesionom suknie pozdzierał.
Spójrz, jak w kałuży promień depcze;
pocałuj  szybko zaraz - teraz.

(Ewa Pilipczuk)












W niedziele południe w pewnym momencie spojrzałam w okno i wtedy zobaczyłam niezwykły widok... Na łące pasła się łania, dorosła samica jelenia szlachetnego... Była piękna, pełna godności, zachwycała elegancją, smukłą sylwetką i bardzo czujnym spojrzeniem... Wysokie trawy na łące już zmieniają kolory na złote i brunatne... Doskonale wtapiała się w otoczenie dzięki swej rdzawobrunatnej sierści... W poniedziałkowy poranek już jej nie było...










W każdym roku staram się tworzyć jesienne dekoracje bo one sprawiają, że w domu  robi się przyjemniej i radośniej... Często korzystałam ze skarbów natury m.in. z kasztanów, żołędzi, szyszek... W tym roku znalezienie tych owoców pod drzewami było dla mnie sporym wyzwaniem... Okazuje się, że z powodu suszy  kasztanowce  nie miały siły wykarmić zawiązków i zrzuciły niedojrzałe owoce... Natomiast, w pierwszych dniach września zauważalne było dziwne zjawisko, kasztanowce ponownie pokryły się kwiatami... 

Jesienne dekoracje wprowadzają do wnętrza wyjątkowo przytulny klimat i optyczne ciepło... Stroiki, wianki, kwiaty pomagają niewielkim kosztem odmienić dom na nowy sezon... W jesienne a później zimowe wieczory lubię zapalać świece naturalne, które otulają nasz dom ciepłym, przytulnym aromatem... Jesienne czy bożonarodzeniowe dekoracje robię etapami... Co jakiś czas pojawia się nowy stroik, coś zmieniam,  dodaję małe, nowe akcenty i wtedy we wnętrzu nie ma monotonii... 

Mam nadzieję, że jakoś przetrwam tę  jesień... Pamiętam, że z każdym dniem bliżej do wiosny... Po deszczowych i zimnych dniach, nieśmiało oczekuję poprawy pogody ze słońcem i wyższymi temperaturami...


Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...


sobota, 19 września 2026

Legnica - Kamienica Pod Przepiórczym Koszem

 







Najważniejsze w życiu to nie to, że upadasz,
lecz to, że potrafisz wstać po każdym upadku.

(Nelson Mandela)











Na jednym z blogów zobaczyłam Legnicę, niezwykłe miasto o fascynującej, wielowarstwowej historii... Od tamtego czasu pragnęłam je zobaczyć... We wrześniu spełniło się moje marzenie... Legnica miło mnie zaskoczyła... Okazała się niezwykle urokliwym miastem, z wieloma cennymi zabytkami oraz pięknymi terenami zielonymi... Zatrzymałam w Hotelu Kamieniczka, który mieści się w centrum Legnicy i blisko  historycznego Parku Miejskiego...

Jadąc do Legnicy koniecznie chciałam zobaczyć na Starym Mieście jedne z najpiękniejszych i najbardziej unikatowych, renesansowych kamieniczek na całym Dolnym Śląsku...  Poznawanie ich zaczęłam od najsłynniejszej -  Kamienicy Pod Przepiórczym Koszem... Ten zabytkowy budynek usytuowany jest przy Małym Rynku 38... Wcześniej widziałam go na blogach i w internecie... Szczerze mówiąc, zaskoczył mnie swoimi niewielkimi gabarytami, gdy zobaczyłam go na żywo... Mimo to jest bardzo piękny i wyróżnia się na tle wielkopłytowej zabudowy rodem z PRL...

Nazwa kamienicy wzięła się od charakterystycznego dwupoziomowego cylindrycznego wykusza narożnego... Nie tylko ten wykusz ale i bogato zdobiona fasada sprawiają, że każdy szczegół przykuwał mój wzrok... Stałam i zachwytem przyglądałam się temu cennemu sgraffito...









Historia tej kamienicy sięga XIV wieku... W XVI wieku prawdopodobnie  należała do legnickiego pisarza miejskiego (notariusza)... Wówczas została przebudowana i  wtedy też zyskała zachwycającą, renesansową dekorację sgraffitową... Przez wieki ukryta pod tynkiem, została ponownie odkryta w 1909 roku..

Węższa elewacja została w całości pokryta misternymi rysunkami i podzielono ją na pięć poziomych pasów... Widzimy tutaj m.in. motywy zaczerpnięte z bajek Ezopa, sceny przedstawiające tzw. Triumf bogini Cerery obok znajduje się bożek Pan, sceny batalistyczne  ukazujące oblężenie miasta oraz przedstawienia zwane światem na opak, w których zające polują na psy i  myśliwych... Te rzeźbione wzory są przepiękne i są prawdziwą ucztą dla oczu...

Jestem oczarowana kamienicą Pod Przepiórczym Koszem bo to prawdziwa perła renesansu na Śląsku, zachwycająca swoją unikatową architekturą i długą historią...


Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życze pięknej, słonecznej i ciepłej niedzieli...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...