czwartek, 23 stycznia 2020

Zima na obrazach Thomasa Kinkade







Doskonale pamiętam komunikaty meteorologiczne informujące o nadejściu zimy stulecia z syberyjskimi mrozami, z rekordowymi, obfitymi opadami śniegu... I co? Mamy drugą dekadę stycznia a zimy ze śniegiem nigdzie nie widać... Pejzaż zimowy to wspaniały temat dla wielu malarzy... Zima maluje wspaniałe krajobrazy... Puszysty śnieg na drzewach, cudowne, śnieżne czapy na dachach domów, szron i  skrzący mróz sprawiają, że wszystko zaczyna błyszczeć... I chociaż nie jestem miłośniczką zimy, to czasem i mnie potrafi oczarować...

Zima to czas wyciszenia, zima to również czas odpoczynku dla roślin... Teraz, gdy czekamy na prawdziwą zimę, doceniamy jej uroki...







Thomas Kinkade, amerykański malarz urodził się w 1958 roku w Sacramento w Kalifornii w Stanach Zjednoczonych... Studiował na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley oraz w Kolegium Art.Center w Pasadenie... U szczytu sławy na swojej twórczości zarabiał około 100 milionów rocznie... Thomas Kinkade był człowiekiem ciepłym, spokojnym, głęboko wierzącym, uważał, że swój talent otrzymał od Boga...

Z powodu przedawkowania narkotyków oraz ostrego zatrucia alkoholem,  umiera 6 kwietnia 2012 roku w Monte Sereno w stanie Kalifornia... Jego prace doskonale są wielu znane z bajkowego, idyllistycznego nastroju...

Thomas Kinkade nazywany jest "Malarzem Światła"... Jako pierwszemu Williamowi Turner'owi angielskiemu malarzowi, przypisuje się to określenie... Jeżeli chodzi o malarstwo, to W.Turner był  prekursorem impresjonizmu i prawdziwym czarodziejem, który potrafił zatrzymać nieuchwytne światło...

Thomas Kinkade był malarzem masowym, niesamowicie pracowitym, który stworzył tysiące obrazów... Znaczna część jego prac to zimowe krajobrazy, chrześcijańskie tematy, wizje tradycyjnej, rustykalnej Ameryki, kwitnące ogrody... Jego malowidła to kamienne domki, wiejskie kościółki, kręte alejki, łąki pełne kwiatów,  mostki, rzeczki, strumienie łagodnie płynące, świecące chatki, altany, mnóstwo śniegu, sceny uliczne z ubiegłej epoki malowane w nasyconych, pastelowych kolorach... Światło jest cechą charakterystyczną jego wieczornych scen na obrazach...

Thomas Kinkade proponował w swoich obrazach utopię, która wydaje się możliwa do spełnienia... Czyż wielu z nas nie marzy o ciepłym domu, ogrzanym ogniem z kominka kiedy przychodzi zima? Przecież wielu z nas gdy przychodzi zima, lubi usiąść w ulubionym fotelu, otulony miękkim kocem w kolorze słońca, ogrzewa swe dłonie kubkiem gorącej herbaty z miodem i cytryną.. Czy to jest kicz, utopia? Według mnie spełnienie maleńkiego marzenia...






Thomas Kinkade doskonale potrafił uchwycić nastrój i magię zimowego krajobrazu... Wszystko to jest dzięki charakterystycznej technice światła, koloru i dbałości o szczegóły... Jego obrazy są idylliczne, fascynują ciepłem i  zawierają całą gamę bardzo delikatnych kolorów... Mam wrażenie, że kiedy patrzy się na te zimowe pejzaże, to tak jakby samemu doświadczało się tej sceny zimowej... Z jego obrazów emanuje cisza białej przyrody...

Thomas Kinkade często powtarzał, że nie jest to świat w którym żyjemy ale jest to świat o którym marzymy i chcielibyśmy bardzo często żyć... Wielu krytyków jest zdania, że Kinkade tworzył przesłodzony kicz na skalę przemysłową... Kinkade uważał, że jego sztuka nie jest skierowana do wszystkich... To fakt, obrazy mają  miliony zwolenników, cieszą oczy wszystkich tych, którzy kochają ciszę, cenią sobie spokój, tradycję i konserwatywne wartości...

Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tym poście pochodzą z * Internetu *





Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...




poniedziałek, 20 stycznia 2020

Pobyt w górach i spacer po lodowcu de la Girose we Francji






Góry to miejsca wyniosłe, bliższe niebu, otwarte na nowe horyzonty,
sprzyjające modlitwie i kontemplacji.
W górach przychodzą Boże inspiracje, 
pouczenia i objawienia.

(Saturnino Mencherini)









Góry zachwycają, kuszą, przyciągają i urzekają swoim pięknem... Góry są tajemnicą... Stanowią wielkie misterium... Colette Richard niewidoma alpinistka i speleolog w swojej książce Z wysokości do jaskiń pisze: Żeby kochać góry, nie trzeba ich koniecznie widzieć; jeśli kocha się istotę najdroższą, niekoniecznie musi się ją widzieć czy słyszeć, jak do nas mówi - wystarczy sama jej obecność. W górach jest podobnie - istnieją i to wystarcza...

Każdy kto kocha góry wie, że są jednym z niewielu środowisk gdzie można oderwać się od szarej rzeczywistości, miejskiego zgiełku, od codziennych trosk...

Tego dnia pokonywaliśmy trasę z Grenoble do Turynu... Jechaliśmy niezwykle malowniczą, drogą krajową nr 1091... Z okien samochodu podziwiamy  niesamowite alpejskie widoki, górską przyrodę, ukwiecone łąki...  Droga wiodła przez  niewielkie wioski usadowione na zboczach gór i sporadycznie ulokowane w dolinach...  Po jakimś czasie zatrzymaliśmy się na wysokości 1500 m n.p.m. u stóp imponującego masywu Meije... Tutejszy spory parking był jednocześnie  z  punktem widokowym ... Urokliwa, górska wioska La Grave  położona na  skalistym cyplu  z widokiem na dolinę jest miejscem, które przyciąga narciarzy ekstremalnych...

Cieszyliśmy się jak dzieci, że mamy możliwość usiąść  i podziwiać piękno natury, które nas otacza... Z zafascynowaniem patrzyliśmy na strome, majestatyczne oblicze Meije, które  odegrało ważną rolę  w historii alpinizmu, ponieważ było ostatnim ważnym szczytem alpejskim, który został zdobyty w 1877 roku... 

Wioska La Grave jest niezwykle malownicza i zaliczana do najpiękniejszych miejsc we Francji... Tutejsze domy zbudowane są głównie ze skał wulkanicznych... La Grave to raj dla narciarzy jak również mekka innych sportów zimowych...

Chwila zastanowienia... Być może należy skorzystać z okazji i zobaczyć przełęcz Ruillans i lodowiec Girose... W kasie kupujemy bilety na kolejkę linową 23 euro od osoby, która przeniesie nas na wysokość 3211 m n.p.m. u podnóża Glacier de la Girose... Kolejka linowa istnieje od 1976 roku i zapewnia dostęp do królestwa wysokich gór... 







Kolejka linowa wznosi się w górę w miarę szybko ale niemal pionowo... Ta podróż dla osób z lękiem wysokości raczej nie jest wskazana... Nam dostarczyła dreszczyk emocji i zapierające dech w piersiach widoki.. Podziwialiśmy spektakularną panoramę alpejskich szczytów...  Jako jedyni wysiadamy z kolejki i po matach  idziemy  w kierunku lodowca wyznaczoną, ogrodzoną  trasą... Spacer po lodowcu to bardzo przyjemne przeżycie... I chociaż lodowiec jest w ciągłym ruchu to Glacier de la Girose, tutaj gdzie jesteśmy nie ma głębokich szczelin i dużych seraków odpadających kawałków lodu gotowych do runięcia w dół...  Masy lodu kończą się stromymi obrywami na wysokości około 3000 m n.p.m. od której stok zaczyna stromo opadać ku dolinie Romanche...


Słońce wręcz grzało  i dawało powody do zadumy i rozważań  nad topniejącą pokrywą śnieżną i lodową... Naukowcy twierdzą, że do końca wieku powierzchnia lodowców zmniejszy się o 87 - 96 procent... Mam nadzieję, że  mylą się w swoich obliczeniach i przewidywaniach... O swoje lodowce boją się Francuzi, Włosi, Szwajcarzy bo coraz więcej z nich topi się w szybkim tempie... Jednak i tutaj widoczne są skutki globalnego ocieplenia...  Niemal strumieniem płynie woda z lodowca, którego szum przerywa wszechobecną ciszę...

Cały tutejszy, zachwycający alpejski teren znajduje się w Parku Narodowym Écrins... Park został utworzony w 1973 roku...  Jest jednym z największych chronionych obszarów górskich we Francji ze 150 stromymi szczytami o wysokości ponad 3000 m n.p.m. wodospadami, górskimi potokami, pastwiskami, jeziorami i  czterdziestoma lodowcami...

Tutejsze trasy zjazdowe uznawane za te, dla koneserów... W dolinach Meije nie ma zabezpieczonych, oznaczonych tras narciarskich, są to dziewicze trasy zjazdowe, a więc są dla narciarzy doświadczonych i rządnych przygód...








Przysiadamy na oderwanym głazie, podziwiamy bajkowe krajobrazy, piękno i potęgę gór... Cieszą nasze oczy górska przestrzeń i rozległe, nagie  grzbiety górskie... Niektóre z nich dalekie i sięgające aż po sine kresy horyzontu dotykając niemal nieba...  Na szczycie zbocza jak grzyby po deszczu wyrosły kamienne rzeźby Inuitów Inukshuk... Stawianie  (budowanie) "skalnego ludka" w ostatnich latach jest bardzo modne, właściwie od Olimpiady w 2010 r w Vancouver... Inukshuk jest budowany nie tylko na obszarach arktycznych i subarktycznych tam gdzie te kamienne rzeźby miały zastosowanie praktyczne i komunikatywne ale w Tatrach, Bieszczadach, Alpach, w Szwajcarii, Norwegii... Ten stos ułożonych kamieni ma przypominać człowieka... Miał też znaczenie praktyczne - służył jako drogowskaz, wskazywał teren obozowania, łowiecki, był punktem orientacyjnym... A w obecnych czasach jest ciekawostką i pewnym rodzajem zabawy...

Czas wracać... Wiele szczytów  zostało szczelnie otulone przez chmury... W każdej chwili może nastąpić całkowite  załamanie pogody... Pogoda  szybko się zmienia... Potrafi być zaskakująca, nadciągają chmury, które oznaczają kłopoty pogodowe... Przeżyłam burzę w Tarach i wiem co to znaczy, nie chciałabym przeżyć jej w Alpach... Szybko zmierzamy do kolejki a przed nami jeszcze trasa do Turynu... Z La Grave wyjeżdżaliśmy w strugach deszczu...








Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...