niedziela, 13 września 2026

Czchów - Ruiny królewskiego zamku

 









Jeśli robisz coś dla siebie, to nie rób tego kosztem innych.
Jeśli robisz coś dla innych, to nie rób tego kosztem siebie.

(Laozi) 









Jadąc drogą krajową nr. 75 do skansenu w Nowym Sączu, w pewnym momencie dostrzegam charakterystyczną, okrągłą wieżę zamkową... A ponieważ uwielbiam zamki od zawsze, to zatrzymałam się urokliwym,  niewielkim miasteczku o średniowiecznym rodowodzie, jakim jest Czchów... Jest położony w malowniczej dolinie Dunajca, w sąsiedztwie Jeziora Czchowskiego, na stylu Pogórza Wiśnickiego i Pogórza Rożnowskiego... 

Z tutejszych tablic informacyjnych dowiedziałam się o historii Czchowa... Jest ona niezwykle bogata i sięga XII wieku... Tym samym Czchów jest jednym z najstarszych miast w Małopolsce... To właśnie w XII wieku  wzniesiono tu z rozkazu króla Wacława II Czeskiego, pierwszą romańską wieżę obronną tzw. stołp, otoczoną przez fortyfikacje drewniane...  Powstał tu ważny punkt strzegący szlaku handlowego wiodącego wzdłuż Dunajca na Węgry... Strażnica nie tylko kontrolowała szlak ale również pobierała cło...

Po latach walk Władysława Łokietka z Czechami i odzyskaniu ziem, władca oficjalnie dysponuje już Czchowem... A kiedy stopniowo dochodzi do jednoczenia Małopolski, miasto zyskuje status dóbr królewskich... I to z inicjatywy Łokietka istniejącą samotną wieżę zaczęto rozbudowywać, otaczając ją kamiennym murem, co dało początek zamkowi królewskiemu w Czchowie... Po śmierci Łokietka,  wdowa Jadwiga Kaliska (Jadwiga Bolesławówna) otrzymała Czchów i ziemię sądecką jako odprawę wdowią wraz pełnią władzy namiestniczej...  Królowa nadal odgrywała potężną rolę na dworze...

Według kronikarza Jana Długosza, szczególnie upodobał sobie fortecę w Czchowie król Kazimierz Wielki... Jeśli wierzyć średniowiecznym plotkom, to właśnie tutaj kochliwy władca, spotykał się z licznymi wybrankami swojego serca... Kazimierz znany był ze swojego burzliwego życia prywatnego, miał liczne romanse, a w późniejszych latach uchodził za bigamistę, zmieniając kobiety jak rękawiczki... 

Za czasów Kazimierza Wielkiego zamek w Czchowie przestał być samotną wieżą strażniczą i przekształcił się w murowaną, warownię o charakterze obronno-administracyjnym... Przy murach obronnych dostawiono  kamienny budynek mieszkalny ze sklepionymi piwnicami...

W XVI wieku zamek zaczął tracić swoje administracyjne znaczenie i popadać w zaniedbanie... A kiedy został opuszczony, zaczął zmieniać się w trwałą ruinę... 










Ruiny królewskiego zamku Czchów położone są na skalistym zalesionym wzgórzu o nazwie Baszta, na wysokości 310 m n.p.m... Na wzgórze prowadzi ułożona kamienna ścieżka... Podejście jest krótkie ale miejscami strome... Do ruin możemy dostać się drewnianym pomostem przerzuconym nad doliną...
Głównym i najbardziej charakterystycznym obecnie elementem jaki widzę jest potężna, okrągła wieża obronna, nazywana potocznie basztą oraz budynek bramny z kratą, która była zamknięta... Nie ma możliwości zobaczyć wystawy archeologicznej i być na tarasie widokowym ponieważ ruiny zamku królewskiego są podawane gruntownej przemianie... By zobaczyć spektakularny efekt końcowy, trzeba uzbroić się w cierpliwość i poczekać do sezonu letniego 2027 roku...

Ciekawym elementem są repliki średniowiecznych machin oblężniczych takich jak: taran, armata oblężnicza, na budynku bramnym widzimy drabinę szturmową... 









W pobliżu parkingu, przy Skwerze Katyńskim znajduje się mini park militarny... Możemy tutaj zobaczyć m.in. czołg T-72 A, armatę dywizyjną, moździerze, haubicę, armata przeciw lotnicza... Muszę przyznać, że jest to naprawdę ciekawa  atrakcja turystyczna...









Żegnając się z Czchowem zatrzymuję się na parkingu nad zaporowym Jeziorem Czchowskim powstałym na Dunajcu poniżej dużej zapory w Rożnowie... Wzdłuż brzegu zbiornika, po jego zachodniej stronie, biegnie droga nr 75 do Nowego Sącza... Ten malowniczy zbiornik   przyciąga uwagę pięknymi krajobrazami i spokojem... Akwen oferuje dobre warunki do wędkowania, żeglowania, plażowania i kąpieli...  Rozlewiskowa część jeziora to prawdziwy raj dla ptactwa wodnego...  Płytka woda, nanoszone przez Dunajec osady i bujna roślinność tworzą idealne warunki do żerowania i odpoczynku dla setek ptaków... Stada łabędzi niemych tworzą  spektakularny, wręcz bajkowy widok i mogłabym oglądać je godzinami... 


Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę pięknego, słonecznego weekendu...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...



poniedziałek, 7 września 2026

Wrześniowe dary z ogrodu

 









Za chwilę jesień wejdzie
z majestatem sepii na polach
a na latarniach
zmąci ciszę melancholia
moja samotność we dwoje
do której przywykłam o zmierzchu
dłonie mi poda.

W przytulnych falbankach snu
słyszę swój oddech
i twój szept - kocham.
Jesienne niebo będzie nasze.
Pospaceruję po nim
- jak dzikie wino po płocie -
w czerwonych pończochach.

(Ewa Pilipczuk)
















Za progiem skrada się jesień... Wrzesień zapukał do drzwi, przypominając, że już za chwilę przyroda będzie szykować się do zimowego snu... Wszystko wokół pokryje paleta ciepłych barw... I mimo że piękno polskiej złotej jesieni docenił już niejeden poeta,  zawsze kiedy  przychodzi wrzesień, nie mogę oprzeć się nostalgii... 

A może dlatego, że ten miesiąc dla mnie jest zawsze symbolicznym końcem lata, czasem wyciszenia i rozstania z letnią beztroską... Nie wiem, czy Wy też tak odczuwacie zmiany pór roku? A latem, nawet kiedy mam dużo pracy z przetworzeniem darów z ogrodu, czuje radość i lekkość...

Natomiast jesienią, mimo jej piękna związanego ze złotą polską jesienią, popadam w zadumę... A wrzesień? Jeszcze go lubię bo obdarza mnie darami z ogrodu... Traktuję go jak obietnicę jesieni; według mnie jego piękno i hojność ma mi po prostu złagodzić jej nadejście... Bo  niby jeszcze lato, ale już w otaczających nas kolorach i pierwszych kroplach deszczu czuć  nadchodzące zmiany...












 Kocham lato, ono działa na mnie jak czarodziejska różdżka... Ma w sobie prawdziwą magię, która potrafi odmienić moje samopoczucie, dodać mi energii i sprawić, że świat staje się jeszcze piękniejszy... 

I chociaż panuje  już wrzesień to ogród w dalszym ciągu dostarcza mi prawdziwe skarby natury... Dojrzewają winogrona, borówki amerykańskie, maliny, ostrężyny, pomidory, dynie, arbuzy i melony... Mimo tych wszystkich wspaniałości ogrodowych, lato przemija nieubłaganie...










W sierpniu i teraz we wrześniu mamy dużo słońca... Taką pogodę uwielbiają: sałaty, koper, fasolka szparagowa, rzodkiewki, bazylia, cukinia, ogórki... Te warzywa wysiałam w połowie lipca i później, po wykopaniu ziemniaków w warzywniku... Toteż cały czas mamy swoje warzywa i zieleninę... 

Muszę się przyznać, że te dary z ogrodu maniakalnie wekuję... To wszystko ma zapach, smak lata i pozwala przetrwać, kiedy słońca i światła próżno szukać na zewnątrz, a trzeba w środku... To, co nazbierałam przez całe lato, to, co zamknęłam pod powiekami, we wspomnieniach,  ale także w spiżarni, w garnku, słoiczku czy butelce ozdobionej ręcznie wycięta etykietą, będzie procentowało przez całą zimę... Ogrzewało, gdy przyjdą  prawdziwe chłody, roztapiało żal i smutek, osuszało moją melancholię... Pozwoli mi przetrwać słotę i szarości dni... Dosyć biadolenia...  

Zerwałam pierwsze arbuzy i melony... Są przepyszne, słodkie i polecam ich sadzenie w swoich ogrodach... Aby mieć dobre zbiory nasionka należy wysiać zaraz po 15 kwietnia a rozsadę wysadzić w ogrodzie po 15 maja czyli zimnej Zośce... Sierpniowa wichura (po 15 VIII) połamała wszystkie moje supertunie...  Przycięłam je bardzo krótko, teraz  pięknie zakwitły i cieszą nasze oczy... Są takie piękne, jak posadzone wiosną....


Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...