sobota, 30 stycznia 2016

Jeździec z Madary




Zabytki  UNESCO  mają  dla  ludzkości  unikatową, wprost bezcenną  wartość przyrodniczą i kulturową...   Nie  jestem  odosobnionym  przypadkiem,  który  podróżując  "kolekcjonuje"  obiekty  wpisane  na  Listę... Tylko  najlepsze,  najwspanialsze  spośród  wybitnych  świadectw  historii  ludzkości  i  przyrody  zasługują  na  miano  światowego  dziedzictwa  UNESCO... W 1979 roku na tę Listę został wpisany również Jeździec z Madary...





Piękna słoneczna pogoda dopisywała nam od samego rana... Zmierzaliśmy w kierunku bułgarskiego wybrzeża... Niemal na całej trasie towarzyszyły nam  malownicze krajobrazy Starej Płaniny... Ten największy masyw górski  ciągnie się  niemal przez całą Bułgarię... Na terenie obszaru górskiego są  parki narodowe, oraz kilka historycznie ważnych miejsc  wartych odwiedzenia... Największymi atrakcjami wpisanymi na Listę UNESCO jest; tracki grobowiec z okresu hellenistycznego w mieście Kazanłyk oraz średniowieczny relief naskalny w pobliżu niewielkiej wsi Madara...






Zatrzymujemy się na maleńkim parkingu... W kiosku kupujemy bilety i ruszamy na spotkanie z Jeźdźcem... Początkowo idziemy  wąską utwardzoną  dróżką, później  pokonujemy ostre podejście zabezpieczone 160 kamiennymi schodami... Cały teren otoczony jest leśną gęstwiną... U podnóża klifu znajdują się liczne groty, w których odnaleziono ślady ludzi żyjących w czasach prehistorycznych... Dalej  na prawo znajduje się ogromna jaskinia nimf wysoka na 30 metrów... Zamieszkana i używana przez Traków  w celach religijnych... Tutaj  ten przybyły lud indoeuropejski czcił swoje bóstwa o czym świadczyły znalezione ołtarze ofiarne na cześć Bogini - Matki i  kamienne tablice poświęcone trzem nimfom oraz Zeusowi, Heraklesowi i Dionizosowi...  Największą cześć Trakowie oddawali Hermesowi, opiekunowi bydła oraz Aresowi i Artemidzie...






Przez wieki Madara stała się domem dla  świątyń skalnych, eremów, twierdz... Na tym terenie znajdują się jeszcze  resztki  trzech świątyń;  protobułgarskiej, rzymskiej z I w. oraz wczesnochrześcijańskiej bazyliki... Na płaskowyżu odkryto ruiny starożytnej twierdzy i  dwa trackie kurhany z cennymi skarbami...






Na wysokim, urwistym, ponad 100 metrowym klifie Madara Plateau prawdopodobnie nomadzkie plemię koczowników wyryło Jeźdźca wojownika... Prawdopodobnie... Tak, ponieważ  do dnia dzisiejszego niema pewności kto wykonał i w jaki sposób naskalnego Jeźdźca...  Relief został wykuty w pionowej skale, 23 metry nad ziemią... Symbolizuje siłę i majestat Bułgarii...  Przedstawia postać mężczyzny w naturalnej pozie z włócznią  w ręku... Pod przednimi nogami konia leży  lew, zabity przez wojownika... Za koniem biegnie pies...  Jeździec  budzi mój podziw i emocje i jednocześnie troskę... Ten bezcenny dla ludzkości skarb, ulega powolnemu samozniszczeniu...  Bułgarska ikona,  wspaniały relief naskalny cały czas narażony jest na czynniki atmosferyczne; zamrożenia, rozmrożenia, deszcz, wiatr, erozję zanieczyszczeń, drżenia ziemi, wietrzenie chemiczne skał...  Coraz słabiej widać jego szczegóły... Patrząc na Jeźdźca  widać, że  jeszcze teraz jest to prawdziwe arcydzieło i świadek historii tych ziem...






Jeździec z Madary to jedyny w Europie relief wykuty w litej skale  pochodzący z okresu wczesnego średniowiecza...  Prawdopodobna data jego  powstania,  to 710 rok... Inskrypcje greckie wokół Jeźdźca opisują wyczyny chanów bułgarskich; Tervela, Krumesisa, Omurtaga... Najstarszy napis dot. Trevela i lat 695 - 721...  Jeźdźiec  symbolizuje uznanie państwa bułgarskiego przez Bizancjum, co w tym czasie było dla Bułgarów wielkim triumfem... Mam nadzieję, że  zostanie zabezpieczony by nie ulec całkowitemu zniszczeniu... Jeszcze tylko spojrzenie na wioskę Madarę położoną hen w dole i żegnam się z reliefem Jeźdźca...




czwartek, 28 stycznia 2016

Poranny spacer po Krakowie


                                   




Pamiętam dokładnie tę styczniową sobotę... W Krakowie pojawiłam się stosunkowo wcześnie... Poranek był zjawiskowy, magiczny, kolorowy i piękny...  Niebo z głębokich odcieni granatu, powoli zaczęło przybierać inne, cieplejsze barwy... W niedługim czasie nabrało kolorytu delikatnej niebieskości by po chwili wykwitło różowe pasmo wschodu...  Chmurki pojawiające się na niebie  też przybierały czarowne barwy... Zafascynowana pięknem nieba,  nie utrwaliłam na zdjęciach wielu urokliwych momentów... To co oglądały moje oczy,  zapamiętałam i  zapisałam w myślach... Na szczęście, spektaklu i ciszy tego poranka nie zakłócały przetaczające się tłumy turystów... Stałam i dosłownie gapiłam się w niebo... Byłam przekonana, że oglądam "Narodziny kolorów" Williama Turnera by po chwili zobaczyć niebo z dużych obrazów Canaletta... Jakże żałuję, że nie uchwyciłam tego magicznego piękna na swoich zdjęciach...






Miałam sporo czasu do otwarcia Muzeum - Europeum... Skierowałam swe kroki do  ulubionej świątyni p.w. św. Andrzeja... Ten dwuwieżowy romański kościół , zachwyca urodą... Długosz zanotował w kronikach, iż to w jego murach broniono się przed Mongołami... I chociaż jest to romańska świątynia to wnętrze zbarokizowano z końcem XVII i na początku XVIII wieku, a dokonali tego słynny sztukator Baltazar Fontana i malarz Karol Dankwart... Potrzebowałam ciszy kościoła...  Oprócz Klarysek, raczej rzadko ktoś tam bywa, co innego latem... . Niestety, ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu, był zamknięty... W perspektywie ulicy Grodzkiej widzę wieżę kościółka św. Idziego... Na moment zatrzymuję się na jednej z najbardziej malowniczych ulic i zakątków starego Krakowa, na ulicy Kanoniczej... Gdzieś w oddali nad miastem góruje majestatyczny Wawel...  To będzie krótki spacer ulicą  Grodzką... Powoli kierując się do Rynku...






Grodzka, któż nie zna tej ulicy... To kwintesencja Krakowa... Ulica bardzo popularna i wspaniale zachowana...  Jest częścią szlaku królewskiego (Via Regia)... Ulica Grodzka rozpoczyna się na Rynku i wiedzie na południe w stronę Wawelu... Klimat tworzą  stare, metryką sięgające średniowiecza kamienice, piękne kościoły i konne dorożki... Jej nazwę wymieniano w dokumentach już w XIII wieku... Rynek i jego okolice to jedno wielkie muzeum...






Krakowski Rynek Główny to miejsce magiczne... To nie tylko największy z placów Krakowa, ale także największy rynek w średniowiecznej Europie... Niemal wszystkie kamienice i pałace wokół to kilkusetletnie obiekty zabytkowe...






Ehhh, ten Rynek Główny czyż nie jest magiczny?  W centralnej jego części są Sukiennice... Tutaj znajduje się kawiarnia Noworolskiego i robię sobie krótką przerwę na kawę...  Na pierwszym piętrze i w podziemiach skrywają się  wspaniałe muzea... Sukiennice, kiedyś rząd kramów, z biegiem czasu utworzyły jeden budynek... Kolejną, piękną budowlą w Rynku  jest Wieża Ratuszowa... Znają ją chyba wszyscy... Jej sylwetka dominuje w sercu miasta...Jest stareńka le faktycznie ile ma lat? Wszystkie źródła wskazują, że istniała już w XIV wieku... Zawsze przyciąga moja uwagę... Ściany wieży zdobi kamienna okładzina, składająca się z ostrołukowych arkad i pionowych laskowań... Zza kościółka św. Wojciecha wyłania się moja ulubiona, w pomarańczowym kolorze kamienica zwana Bonerowską albo Firlejowską...



                                                                                                                                                                                                                                                                                                         



We wschodnim narożniku płyty Rynku stoi maleńki kościół św. Wojciecha... Wybudowany został najprawdopodobniej, jeszcze przed lokacją miasta... Wedle tradycji, która została potwierdzona autorytetem Długosza, w tym miejscu miał głosić  kazania św. Wojciech... I bardzo trudno opuścić ten wspaniały Rynek, który przyciąga jak magnez, ale  zbliża się dziesiąta i za chwilę Muzeum  zostanie otwarte...