poniedziałek, 23 lipca 2018

" Chmurka i wydma"


Pewna bardzo młodziutka chmurka (lecz, jak wiadomo, życie chmur jest krótkie i ulotne) po raz pierwszy płynęła po niebie w towarzystwie innych puchatych chmur o różnych kształtach.


Kiedy znalazły się nad ogromną pustynią Saharą, bardziej doświadczone chmury poganiały ją:
- Prędko! Prędko! Jeśli się tutaj zatrzymasz, jesteś zgubiona!

Chmurka była jednak bardzo ciekawska, tak jak wszyscy młodzi, i odpłynęła na skraj całej grupy, podobnej do stadka rozproszonych owiec.
- Co robisz? Ruszaj się! - zgromił ją z tyłu wiatr.


Lecz chmurka ujrzała już wydmy ze złotego piasku i ten widok ją zafascynował. Leciutko sfrunęła w dół. Wydmy wydawały się być złotymi obłokami pieszczonymi przez wiatr. Jedna z nich uśmiechnęła się.



- Witaj! - pozdrowiła grzecznie chmurkę.
Była to bardzo ładna, mała wydma, zaledwie ukształtowana przez wiatr, który  szarpał wciąż jej błyszczące włosy.
- Cześć. Nazywam się Ola - przedstawiła się chmurka.
- A ja Una - odpowiedziała wydma.
- Jak ci się tutaj wiedzie?
- No cóż... Słońce i wiatr. Jest trochę gorąco, ale jakoś sobie radzimy. A jak ty żyjesz?
- Słońce, wiatr... wielki wyścig na  niebie.
- Moje życie jest bardzo krótkie. Kiedy powróci wielki wiatr, na pewno zniknę.
- Przykro ci, prawda?
- Trochę. Wydaje mi się, że jestem całkiem bezużyteczna.
- Ja wkrótce przemienię się w deszcz i spadnę na ziemię.



Takie jest moje przeznaczenie.
Wydma wahała się przez chwilę, a potem spytała:

- Czy wiesz, że nazywamy deszcz Rajem?
- Nie wiedziałam, że jestem taka ważna - zaśmiała się chmurka.
- Słyszałam opowieści o deszczu niektórych starych wydm.
- Podobno jest on bardzo piękny.


Po deszczu okrywamy się czymś takim, co się nazywa trawa i kwiaty.

- Tak, to prawda. Widziałam to.
- Ja prawdopodobnie, nigdy tego nie ujrzę - stwierdziła ze smutkiem wydma.


Chmurka zastanowiła się przez chwilę, a potem rzekła:
- Ja tez mogłabym przecież zamienić się w deszcz...
- Ale wtedy umrzesz...
- Za to ty zakwitniesz - powiedziała chmurka i zamieniła się w deszczyk tęczowo lśniący na słońcu.

Następnego dnia małą wydmę pokryły kwiaty.


W jednej z najpiękniejszych modlitw, jakie znam, są takie słowa:

"Panie, uczyń mnie lampą. Sama się spalę, lecz dam światło innym".



Moi Drodzy!

Przede wszystkim pragnę Was gorąco przeprosić za brak moich komentarzy na Waszych blogach... Oczywiście, czytałam wszystkie posty...
Pragnę wyjaśnić, że w ostatnim czasie mam duże problemy z oczami i jest niezwłoczna operacja, którą wyznaczono mi na 25 lipca... Nie wiem dokładnie  jak długo mnie nie będzie... Wszystko zależy od niej zależy i od  powrotu do zdrowia... Wiem jedno, będę bardzo za Wami tęsknić...

Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę pięknego, słonecznego lata i miłego wypoczynku w czasie urlopów...

Serdecznie wszystkich pozdrawiam...

Pa - Łucja

















poniedziałek, 16 lipca 2018

Etna, spełnione marzenie







Kiedy chcesz coś osiągnąć rozejrzyj się dookoła,
zastanów się i pomyśl, czego dokładnie chcesz.
Nikt nie dojrzy celu z zamkniętymi oczami.

(Paulo Coelho)








Lubię podróże... Dla mnie nie  jest ważne czy są one dalekie czy bliskie... Zawsze marzyłam by odkrywać nowe miejsca, coraz nowsze zakątki... Imaginowałam sobie, że w końcu zobaczę jakiś wulkan na własne oczy...  A może i stanę na jego stokach? Marzenie spełniło się podczas podróży po Sycylii... Wybór padł na Etnę...

Osiągnęliśmy cel naszej podróży - Rifugio Giovannino Sapienza położone na wysokości 1910 m n.p.m... Tutaj jest  końcowy odcinek drogi gdzie można dojechać autobusem i prywatnym samochodem... W tym miejscu jest schronisko,  baza ośrodka narciarskiego Etna Sud, parkingi, knajpki, sklepiki z pamiątkami...  Rifugio Giovannino Sapienza już jest miejscem wyjątkowym, bardzo często otoczonym przez  żarzącą się lawę a nawet przez nią zalewanym... Stąd można wyruszyć na zdobywanie szczytu, trochę wyżej kursuje kolejka linowa, która dociera na wysokość 2500 m n.p.m.

Wysokość  Etny wynosi w przybliżeniu 3340 m n.p.m....  Jest ona zmienna ze względu na ciągłą aktywność wulkanu i erupcje... Bezpieczna możliwość dojścia to 2920 metrów n.p.m.... Tutaj niemal każdy szlak, szumnie powiedziane, właściwie ścieżka usiana jest żużlem, lotnym piaskiem, grysem z lawy wulkanicznej...  Nie miałam w planie zdobywania szczytu Etny...  Ze względu na ograniczony bagaż nie zabrałam solidnych butów trekkingowych i cieplejszej kurtki a ta jest konieczna ponieważ im wyżej to zimniej i bardzo wietrznie... 






Spacerowałam po wydeptanych ścieżkach, podchodziłam na  punkty widokowe,  na  różne stożki wulkaniczne zachwycałam się księżycowym krajobrazem złożonym z czarnej lawy... Chodzenie po wystygłej lawie to naprawdę niesamowite wrażenie...  Dymiąca Etna widoczna jest z wielu miejsc na Sycylii... Ten dym nieustannie przypomina o zagrożeniu wszystkim mieszkańcom...  Dla tego wulkanu jest charakterystyczne pękanie... Takie pękania spowodowały powstanie około 350 wtórnych kraterów poza czterema głównymi na szczycie... Etna w ciągu wieków powodowała śmierć i zniszczenia... Była przekleństwem i błogosławieństwem... Na jej stokach w niższych partiach powstały bardzo żyzne gleby... Wytworzone z pyłów i popiołów wulkanicznych są zasobne w składniki odżywcze... Jednak dopiero po 100 latach od wybuchu nadaje się pod uprawy...

W pobliżu  Rifugio Giovannino Sapienza są dwa wymarłe wulkaniczne stożki: Monti Silvestri i Monti Silvestri Superiore... Ich nazwa pochodzi od nazwiska  geologa, wulkanologa i pomysłodawcy utworzenia obserwatorium wulkanicznego na stokach  Etny...  Powstały podczas erupcji   w 1892 roku... Spacerowałam wokół krateru, zeszłam do niego aby pozbierać na pamiątkę kawałki lawy... Podziwiałam dosłownie miniaturowe kwiaty i zieleń która powoli zarasta wypełniony popiołem i żwirem lej...









Potężna i niebezpieczna Etna  w 2013 roku została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO... To stosunkowo młody wulkan... Geolodzy sądzą, że powstał 2,6 miliona lat temu, wybuchając z dna morskiego w nieistniejącej już dziś zatoce na obszarze obecnej równiny wokół Katanii... W ciągu tysięcy lat, kolejne warstwy popiołów i lawy  utworzyły wysoką górę... Ta humorzasta śpiąca królewna, daje o sobie znać pomrukując i wylewając strumienie lawy... Nie wszystkie erupcje są zagrożeniem dla mieszkańców, oni jakoś żyją  w cieniu Etny... Dla nich  aktywność wulkanu jest  czymś normalnym, natomiast wśród turystów budzi lek...

Na parkingu zaciekawił mnie piękny i zadbany pies... W  pierwszej chwili pomyślałam, że jest bezpański... Nawet nie spojrzał na kabanosa tylko pobiegł dalej...  Wodziłam za nim wzrokiem... Zatrzymał się na polu wulkanicznym, wykopał grajdołek i  nie zwracając na nikogo uwagi, położył się w nim i po chwili...  zasnął.  Gdy weszłam na pierwszą, napotkaną ścieżkę, zrozumiałam, że ten psiak lubi ciepło...  Poczułam je pod stopami...

Nazwa Etna pochodzi z greckiego słowa  Aitne oznaczającego: Płonę... Grecy stworzyli legendy o wulkanie... Hefajstos pracował w kuźni, która znajdowała się  we  wnętrzu Etny... Ten syn Zeusa i Hery, przy pomocy cyklopów, wykuwał pioruny dla swego ojca a ognie z kuźni wychodziły przez krater...

Tyfon to najstraszniejszy potwór greckiej mitologii... Ośmielił się zaatakować Olimp, z którego uciekli wszyscy przerażeni bogowie... Zeus  stawił czoła potworowi.. Walki między nimi trwały bardo długo... W końcu Zeus rzucił w Tyfona  górą Etną... Ta przygniotła potwora i pozostał pod nią do dziś dnia... Potwór stara się wydostać spod Etny i dlatego są wyczuwalne wstrząsy, złośliwe pomruki  i od czasu do czasu wypływająca lawa...







Etna ma rozległe obszary porośnięte roślinnością, która w wielu miejscach jest tak bujna, że przypomina w niektórych miejscach  tropikalne lasy... Wokół Etny roślinność  rozłożona jest na trzech różnych wysokościach...  Kontrast  między zielenią lasu a ciemnym kolorem połaci lawy tworzy niepowtarzalny, surrealistyczny krajobraz... Etna jest bogata w endemiczne gatunki... Rośnie tutaj 35 roślin... Etna stworzyła tak ekstremalne środowisko, że wiele roślin i drzew musiało zmienić swoje cechy, aby przystosować się i przetrwać, przekształcając się   w gatunki istniejące tylko w tym obszarze... 
W najniższych partiach to jest do 1000 m n.p.m. uprawiane są gaje oliwkowe, cytrusowe... Rosną pistacje, orzechy laskowe, drzewa migdałowe, kasztany, dęby...

Im wyżej, roślinność staje się rzadsza... Powyżej 2000 m. np.m. znajduje się skalista pustynia, gdzie niezwykła energia tego wulkanu wyraża się w tak ekstremalny sposób, że żadna życia roślinnego nie jest możliwa...
Niezwykle malowniczo na tle lawy wyglądają kępy rumianku, gwiazdnicy, żółtej stokrotki, które rosną w zagłębieniach...
Dla tych nieziemskich krajobrazów warto było tutaj przyjechać...  Cieszę się, że  spełniło się moje marzenie...


Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę pięknego, słonecznego tygodnia...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...







piątek, 13 lipca 2018

Ruiny opactwa San Galgano







Są dwie drogi, aby przeżyć życie. 
Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem.
Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko.

(Albert Einstein)









W ziemi toskańskiej jest wiele ciekawych miejsc gdzie legendy i mity mieszają się faktami historycznymi... Jedziemy do jednego z nich... Nic nie wskazuje, że  zbliżamy się do nadzwyczajnego miejsca... Jest położone w samym sercu  malowniczej doliny  rzeki Merse,   pomiędzy miasteczkami Chiusdino i Monticiano... Dolina otoczona jest lasami, polami, łąkami na których pojawiają się żółte krokusy... W końcu  widzimy wypaloną słońcem równinę, i w oddali majaczące się  wzgórze... I nagle  ni stąd, ni zowąd  wyłaniają się  ruiny Opactwa Świętego Galgano...

Opactwo świętego Galgano to dawny  klasztor cystersów...  W 1220 roku cystersi rozpoczęli wznoszenie kościoła i klasztoru wokół miejsca dawnej pustelni Galgano Guidotti...  Budowę zakończono  sześć dekad później... Kościół powstawał w stylu gotyckim na planie krzyża łacińskiego... Styl gotycki  we Włoszech jak i w pozostałej części Europy  rozwinął się dzięki  cystersom... To właśnie im zawdzięcza się rozwój architektury i rolnictwa...

Opactwo szybko zyskało znaczenie i należało do najbogatszych w Toskanii... Jego dobra rozwijały się, jednak okres prosperity trwał tylko do 1348 roku... Okoliczne tereny nawiedzione zostały przez zarazę, a kolejnych spustoszeń dokonywali miejscowi  rzezimieszki, którzy wielokrotnie najeżdżali i łupili opactwo... Zakonnicy opuścili klasztor, który od tej pory popadał w ruinę... Dalszych spustoszeń dokonał piorun, w czasie pożaru został zniszczony dach kościoła oraz dzwonnica...

Kościół jest idealnie orientowany, tzn. posiada  absydę skierowaną na wschód i podwójnie pochyloną elewację... Świątynia była trzynawowa...  Fasada jest niedokończona, posiada trzy portale z półkolistymi łukami i pełnymi arkadami... Główny portal zdobi fryz z widocznymi liśćmi akantu...  Po bokach ścian pozostały jedynie otwory po oknach  lancetowatych...

Chociaż  kościół został prawie zniszczony,  patrząc na niego z łatwością wnioskuję, że w czasach  średniowiecza był wspaniałą budowlą i przyciągał rzesze pielgrzymów...









Kościół nie posiada dachu...  Ten fakt robi na mnie ogromne wrażenie... Spaceruję wewnątrz a nad głową mam błękitne, toskańskie niebo... Mimo  iż  budowla jest trwałą ruiną, surową, majestatyczną zachwyciła nas swoim autentycznym pięknem ... Nie ma okien, nie ma witraży, nie ma ołtarza... Jest za to niesamowita atmosfera... Na co dzień hula tu wiatr  rozbijając się o ściany i kolumny... Nawy od siebie oddzielone są szesnastoma kolumnami z pięknymi kapitelami... Łuki zakończone są podwójną archiwoltą, czyli ozdobnym ornamentem...

Największym i najpiękniejszym   dziełem architektonicznym jest absyda... Jest zamknięta   pomiędzy dwoma przyporami i ukazuje dwa rzędy otworów trzech spiczastych łukowatych okien... Na szczycie znajduje się maleńka  a poniżej duża rozeta ozdobiona ornamentem  maswerkowym... Rozeta jak we wszystkich gotyckich kościołach, tak i tu wyrażała nieskończoność boskiej istoty, wskazywała ideę boskiej harmonii i związek wszechrzeczy...

Tutejsze ruiny są niezwykle romantyczne, mistyczne i stwarzają niesamowitą, niepowtarzalną atmosferę dlatego są miejscem uroczystych ślubów cywilnych a także plenerowych sesji zdjęciowych...





Niedaleko od opactwa, jakieś 10 minut spacerkiem dochodzimy do kolejnej atrakcji - Rotundy Monte Siepi  czyli Pustelni  Galgano... Została zbudowana w latach 1182 - 1185, niemal  natychmiast po śmierci świętego a więc jest starsza niż wielkie opactwo...

Kim był święty Galgano?
Wg podań Galgano Guidotti był synem starszego małżeństwa, które przez długie lata nie mogło mieć dzieci... Przyszedł na świat za wstawiennictwem świętego Michała Archanioła... Wszystko to działo się w pobliskiej wsi Chiusdino... Prawdopodobnie Galgano został odważnym, walecznym rycerzem, chociaż daleko mu było do rycerskich zachowań...  Prowadził beztroskie i rozwiązłe życie ale też łupił zarówno bogatych jak i biednych...

Jest kilka legend mówiących o jego przemianie...  Jedna z nich mówi, że pewnego dnia doznał objawienia i postanowił rozpocząć nowe życie w wierze...  Inna powiada, ze doznał wizji po upadku z konia, a święty Michał kazał mu porzucić dobra doczesne...  Galgano, urodzony w 1148 roku, po bujnych przygodach  młodego wieku, miał wybrać życie pustelnicze... On sam stwierdził, że jego przemiana jest tak trudna, jak "rozbicie skały mieczem"... Nikt nie wierzył w jego przemianę, jednak któregoś  dnia  został zaprowadzony przez samego Archanioła  Michała do Monte  Siepi... Gdy tam dotarł, Galgano  zamiast złamać miecz na skale wbił  go w nią i  tkwi w niej  po dziś dzień....






Ponad metrowy miecz, który był narzędziem do walki, zabijania wbity w kamień stał się krzyżem, narzędziem pomocnym w modlitwie i świadkiem jego młodej świętości... 

Chociaż miecz Galgano nie ma nic wspólnego z mitami  arturiańskimi, znany jest jako toskański Excalibur, czyli Miecz Światła... Excalibur, to jeden z dwóch Świętych Mieczy, które były własnością legendarnego króla Artura... Przypuszczam, że wielu z nas zna tę legendę... W pewnym momencie historii Excalibur został złamany, i z jego resztek stworzono siedem nowych mieczy... 

Galgano zamieszkał w pustelni, uwierzył w Boga i modlił się gorliwie przed krzyżem na skale... Rok później, w 1181 roku w wieku 33 lat zmarł... Został kanonizowany zaledwie cztery lata po śmierci... W 1189 roku wokół miecza tkwiącego w skale cystersi wybudowali kaplicę Rotonda della Spada... Miecz w skale  jest to jedną z najbardziej intrygujących, średniowiecznych relikwii... 

Wielokrotnie podważano autentyczność miecza w kamieniu z Monte Siepi... W 2001 roku przeprowadzono badania, które potwierdzają, że skład chemiczny jest typowy dla broni używanej w  XII wieku...






Podczas wycieczki po Toskanii warto tutaj  zatrzymać się... Już z Sieny niemal przez 30 km możemy podziwiać bajeczne krajobrazy a na miejscu zobaczyć  Opactwo San Galgano i legendarny miecz w skale...

To właśnie tu w San Galgano pojawia się tajemnica, legenda staje się historią a historia legendą... 


Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę miłego, słonecznego weekendu...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...