piątek, 22 września 2023

Lanckorona - wieś pełna uroku

 








Zbyt często nie doceniamy potęgi dotyku, uśmiechu, dobrego słowa,

prostej umiejętności słuchania, szczerego komplementu, 

czy najmniejszego przejawu troski.

A przecież te drobne gesty mogą odmienić czyjeś życie...

( Leo Buscaglia)









Coraz mniej w naszym kraju miejsc wyjątkowych, sielskich, klimatycznych, w których można oderwać się od miejskiego zgiełku... Jeszcze niedawno wiele rzeczy na polskiej wsi wyglądało całkiem inaczej... Coraz częściej nasze wsie przypominają miasta... Kostka brukowa na podwórkach, podjazdach, chodnikach, większe domy kojarzące się z willami, miejskimi osiedlami niż z wiejskimi chatkami... 

Powiem tylko, że tęsknię za dawną wsią, jaką gdzieś tam, z dzieciństwa i wizyt u rodziny pamiętam... Teraz sobie przypominam sobie jak jaskółki gnieździły się w oborach, sady obsadzone były starymi drzewami, przydomowe ogródki pokrywały kobierce pełne  "babcinych" kwiatów i aromatycznych ziół... Z nostalgią wspominam łąki pełne margerytek, firletek poszarpanych, maków polnych, tojeści pospolitej, aksamitek, jaskrów wielokwiatowych...

Czasem muszę pokonać wiele kilometrów, aby odnaleźć obrazy z dzieciństwa i miejsca jedyne w swoim rodzaju, wyjątkowe, pełne uroku i klimatu... Są to miejsca, które dobrze znam i do których zawsze  wracam z wielką przyjemnością...  Jednym z tych miejsc jest Lanckorona...

* Kolejna wizyta w malowniczej Lanckoronie *

* Kawiarnia " Cafe Arka " Lanckorona *

* Tam mieszkają anioły...Lanckorona 

* Cafe Arka w Lanckoronie *

* Marcowy wypad do Lanckorony *










W Lanckoronie byłam wiele razy... Praktycznie każda pora jest dobra pora na przyjazd tutaj.. To jedno z nielicznych miejsc, które nigdy mi się nie znudzi... Jest to niezwykle urokliwa wieś, położona zaledwie 30 km na południe od Krakowa... Uznawana za najbardziej urokliwą miejscowość w Polsce... Idealne miejsce na wypoczynek z dala od zgiełku miasta... Wieś do dziś zachowała oryginalną, bardzo piękną drewnianą zabudowę z drugiej połowy XIX wieku...

Historia Lanckorony sięga czasów króla Kazimierza Wielkiego pomiędzy rokiem 1361 - 1366... Powstało miasteczko z wieloma przywilejami na prawie magdeburskim... Na Górze Lanckorońskiej (550 m.n.p.m.) postawił zamek, który miał strzec granicy ze Śląskiem i drogi do Krakowa...Kazimierz Wielki ufundował również kościół pw. św. Jan Chrzciciela... Król Władysław Jagiełło docenił położenie lanckorońskiego zamku oraz bardzo doby rozwój gospodarczy miasteczka... Lanckorona prawie po sześciuset latach utraciła swoje prawa miejskie i stała się wioską...

Lanckorona była świadkiem wielu wydarzeń w swojej historii... Zamek uległ zniszczeniu podczas potopu szwedzkiego... Miejscowość uległa zniszczeniu za sprawą walk podczas Konfederacji Barskiej...W zamku przez cztery lata bronili się konfederaci, ostatecznie ponosząc klęskę...

Ciekawostką Lanckorony jest stromy rynek, z którego pod kątem prostym odchodzą malownicze uliczki... Ciekawostką są domy z podcieniami, które dawały ochronę przed słońcem, deszczem, śniegiem... Niemal każdy dom posiada charakterystyczną, dużą bramę wjazdową  prowadzącą do obszernej sieni... W dolnej części rynku znajduje się Izba Regionalna, mieści się ona w niewielkiej, drewnianej  chatce, cudem ocalałej z wielkiego pożaru w 1869 roku... Jest też sklep w którym można kupić przeróżne anioły, miód, dżemy, ceramika...












Kiedy jestem w Lanckoronie zawsze odwiedzam jedno z najmilszych miejsc, Cafe Arkę... Oddalona jest o kilka kroków od Rynku... Cafe Arka mieści się w bielonej, starej chacie... Jej wnętrze zachwyca każdego, kto je zobaczy... Właściciele są artystami więc możemy zobaczyć tutaj wiele ich prac... Warto tu wpaść nie tylko na pierogi, lecz zasmakować w pysznych ciastach, deserach i kawie...  Do dyspozycji jest duża sala na parterze oraz ogródek kawiarniany, którego sufit stanowią dające niesamowity klimat winne grona... 









Lanckorona bardzo często nazywana jest "miastem Aniołów" ... Dlaczego?  bo one się tutaj zadomowiły... Co roku w grudniowy weekend, po Dniu Św. Mikołaja przez trzy dni odbywa się tu niezwykły Festiwal Aniołów... W tym roku po raz dwudziesty zlecą się tutaj rzesze aniołów... Będzie tradycyjny jarmark, odbędą się warsztaty, wystawy, wernisaże, korowody, wspólne śpiewanie, koncerty... Będzie można kupić oryginale rękodzieło, spróbować przysmaków od rodzinnych wytwórców... Wszystkiemu towarzyszy muzyka i anielski klimat...


Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...

Serdecznie wszystkich pozdrawiam...


niedziela, 17 września 2023

Austriacki cud natury - Wąwóz rzeczny Lammer (Lammerklamm)

 







Natura oczywiście nie mówi.

Ale możemy z nią rozmawiać, a ona w zamian wskaże nam drogę.

(Johann Wolfgang von Goethe)








Podobnie jak w roku ubiegłym, również w tym roku urlop sierpniowy spędziłam w Austrii... Lubię ten kraj bo umożliwia poznanie wielu pięknych i ciekawych miejsc.. Dla mnie ogromnym plusem jest też   niewielka odległość z Polski do Austrii... 

Większość powierzchni tego kraju to góry, a zatem w tym rejonie  rządzi się  matka natura... Możemy podziwiać dziewiczą przyrodę, piękne krajobrazy, huczące wodospady, malownicze jeziora, spektakularne wąwozy... W dzisiejszym poście pragnę przedstawić jeden z piękniejszych ale mało znanych austriackich wąwozów: Lammerklamm...

A jak powstawały te cuda natury? Woda to żywioł o wielkiej sile... Swoim działaniem, nawet powolnym, lecz systematycznym, potrafi zmienić powierzchnię skał... Przedostaje się do zagłębień i szczelin skalnych... Drąży je i rozpuszcza... I tak przez tysiące lat, górskie strumienie, drążyły sobie drogę z gór do doliny... W górskich skałach wydrążyły wąwozy... W tym procesie powstały wyłomy, bardzo wąskie przesmyki i wodospady...

Jeszcze przed okresem lodowcowym rzeka Lamer zaczęła przedzierać się z masywu górskiego Tenniengebirge... Wąska dolina została wyrzeźbiona przez lodowiec około 15000 - 30000  lat temu... Masy wody uwolnione przez topniejący lód utworzyły wąski wąwóz.. Tworząc tym samym jeden  z najbardziej imponujących cudów natury... 

Zatrzymaliśmy się na bezpłatnym parkingu przy drodze krajowej B162... Kolejny parking znajduje się tuż przy kasie biletowej... Kupiliśmy bilety i poszliśmy  na prawo aby zobaczyć Mroczny wąwóz ( The Dark Gorge)... Tutaj woda dosłownie wżarła się niezwykle głęboko w skalisty teren... Klify po obu stronach znajdują się w odległości jednego metra od siebie... Załamania ścian sprawiają, że nie widać nieba nad głową, a środku jest dość ciemno, prawie jak w jaskini, stąd nazwa tego miejsca... Miałam wrażenie, że znajduję się pod zadaszeniem... Ogromne wrażenie robiły  z impetem spadające masy wody i ich ogłuszający szum... Po chwili opuściliśmy Mroczny Wąwóz... Po przejściu przez bramki, zaleźliśmy się na szlaku...









Wąwozem można spacerować już od dawna... Ścieżkę turystyczną otworzono w już 1884 roku, a jej długość to około 2 km, zaś różnica wysokości wynosi 45 metrów... Do 1920 roku wąwóz był wykorzystywany przez okoliczną ludność do transportu drewna... 

Górna część doliny ma kształt litery V i powstała przed ostatnią epoką lodowcową... Teren wokół i wzdłuż wąwozu jest bardzo mocno zalesiony... Na początku szlaku idziemy w terenie zalesionym... Widok rzeki płynącej w głębi doliny oszałamia i zachwyca też piękno otaczającej przyrody...  







Górną część kanionu wyznaczają strome ściany skał, wysokie na kilkaset metrów... W niektórych miejscach miałam wrażenie, że skały stykają się ze sobą... Idąc po wąwozie cały czas możemy zaobserwować, że jest on wspaniałym przykładem erozyjnej siły wody... Powietrze w wąwozie jest wilgotne i chłodne... Surowe skały pokryte są mchami i porostami... Ich kolor jest tak piękny, soczysty, że wręcz nienaturalny...








Turkusowa woda w bystrzach zmienia kolor na biały... Ścieżka wije się bezpośrednio wzdłuż skały i zawsze ma się kontakt wzrokowy z Lammerem... W pewnym momencie widzę most, który umożliwia przejście na drugą stronę wąwozu... Stojąc na moście czuje się energię przepływającej w dole rzeki...








Kończy się imponujący spektakl wody i przyrody... Nie ma już gigantycznych zatorów i  rozpadlin górskich... Nie ma już nieokiełzanej siły natury, ryczących mas wody... Tutaj Lammer płynie już leniwie i powoli zmierza do Salzachu, prawego dopływu Innu... Jeszcze przez chwilę  podziwiamy piękno przyrody i tą samą trasą wracamy na parking...


Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...

Życzę udanego i słonecznego tygodnia...

Serdecznie wszystkich pozdrawiam...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...