wtorek, 28 maja 2019

Pirna, urocze saksońskie miasteczko - cz. I







Turysta widzi to, co przyjechał zobaczyć.
Podróżujący widzi to, co ma przed oczami.

(G.K. Chesterton)







Lubię odwiedzać małe miasteczka, które mają ciekawą historię, klimatyczne miejsca, są pełne uroku i spokoju... Niespiesznie spaceruję wąskimi uliczkami i mam wrażenie, że tutaj czas płynie jakby wolniej... Przystaję by podziwiać walory architektoniczne kamienic i domów... U zachodnich sąsiadów można znaleźć wiele urokliwych miejsc... Niemcy w tym turystycznym temacie mają faktycznie sporo do zaoferowania...

Jednym z nich jest Pirna...  Zabytkowe, bardzo  malownicze miasteczko położone we wschodnich Niemczech, w kraju związkowym Saksonia, w niedalekiej odległości od Drezna... 

Patrząc wstecz, miasto ma burzliwą przeszłość... Pierwsze wzmianki historyczne pochodzą z dokumentu biskupa Heinricha von Meissen'a z 1233 roku ... Kolejny biskup Miśni- Bernhard z Kamenz sprzedał Pirnę królowi Wacławowi II i przez ponad sto lat należała do Czech... W siedemnastym wieku zostaje zajęta przez wojska szwedzkie pod dowództwem Johana  Banéra... Miasto mocno ucierpiało po pięciomiesięcznym oblężeniu... W kolejnych latach wojska austriackie dokonują inwazji, a na początku dziewiętnastego wieku miasto zdobywają wojska napoleońskie...

Okres II wojny światowej to niechlubne lata dla Pirny... Zamek Sonnenstein  zostaje przekształcony na nazistowski Instytut Śmierci... To właśnie tutaj dokonuje się pierwszych eutanazji i udoskonala się techniki zabijania... Z Pirny  przeszkolone grupy zabójców zostają wysłane do obozów śmierci w Polsce... 









Pirna przez wieki rozwijała się na skrzyżowaniu  ważnych szlaków handlowych... Jest jednym z najpiękniejszych miast Szwajcarii Saksońskiej... Położona bezpośrednio  nad Łabą... Na rzece panuje nieustanny ruch... Trzynaście parowców, w tym aż dziewięć autentycznych dziewiętnastowiecznych, kursuje po Łabie... Skorzystaliśmy z Białej Floty i  statkiem parowym z napędem kołowym dotarliśmy do niezwykle malowniczego miasteczka...

Po opuszczeniu parowca udaliśmy się do Starego Miasta położonego na lewym brzegu Łaby...  Rzeka dzieli Pirnę  na wschodnią i zachodnią...  Już od pierwszej chwili miasto zachwyciło mnie renesansową i barokową architekturą... Na każdym kroku  odrestaurowane domy mieszczańskie urzekają stylowymi fasadami,  ze wspaniałymi szczytami, reliefami i pięknymi wykuszami... Jest wiele małych uliczek z pasażami handlowymi, kamieniczkami z muru pruskiego, uroczymi, bardzo zacisznymi podwórkami... Ulice przebiegają z północy na południe i od wschodu na zachód, tworząc układ przypominający szachownicę...








Nazwa miejscowości ma korzenie słowiańskie i wskazuje na miejsce kultu  Peruna... Władca grzmotów i błyskawic jest najważniejszym bogiem słowiańszczyzny i  ślady jego kultu można znaleźć niemal na całym terenie... Perun był bogiem wojny, gór, męskości, władzy, deszczu, zbóż, dębów, burz, piorunów, wiosny, urodzaju, siły, płodności...

W centrum Starego Miasta znajduje się niewielki ratusz... Pierwsza wzmianka o jego budowie pochodzi z 1396 roku... W kolejnych stuleciach był kilkakrotnie przebudowywany... Jego barokowa wieża została dodana na początku XVIII wieku... Ratusz ozdobiony jest zegarem słonecznym, herbem miasta, oraz barokowym zegarem...  Tuż obok znajduje się dom Bernarda Bellotto zwanego Canaletto z początku XVI wieku...

Och, Canaletto! któż go nie zna... Jego zachwycające obrazy ukazują oblicze XVIII -wiecznej Warszawy i są świetnym dokumentem życia w tamtych czasach...







Bernardo Bellotto przybywa na dwór elektora Saksonii  Fryderyka Augusta II... Dwudziestopięcioletni Canaletto osiedla się w Dreźnie  w 1747 roku i zostaje mianowany malarzem dworskim... W latach 1753 - 1756 przybywa do Pirny i maluje 11 dużych obrazów krajobrazowych...  O tym, że centrum miasta zachowało się bez zmian na przestrzeni wieków, świadczą prace wielkiego malarza... Jednym z obrazów jest Rynek w Pirnie, który możemy zobaczyć w Galerii Dawnych Mistrzów w Dreznie...  Obecnie w Domu Canaletta znajduje się Informacja turystyczna... Pirna stała się sławna na całym świecie właśnie dzięki obrazom weneckiego malarza... 








Na Rynku znajdują się trzy fontanny... Jedna z nich jest z brązu i przedstawia postaci: trębacza, arcybiskupa, kupca, burmistrza... To miasto jest po prostu piękne, i pięknie odrestaurowane... Pirna autentycznie zachwyciła mnie swym malowniczym Starym Miastem i polecam każdemu by go odwiedził...

Uwielbiam lody a w Pirnie można zjeść przepyszne, cudownie kremowe lody ogórkowe... W tej lodziarni od pokoleń wyrabia się lody tradycyjnymi metodami... Są świeże, orzeźwiające, zdrowe... To jeden z ulubionych sposobów na ochłodę  w upalne dni... 








Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...


czwartek, 23 maja 2019

Spacer wokół Jeziora Szczyrbskiego







Istnieją trzy rodzaje przyjaźni, które nam służą:
z ludźmi szczerymi, stałymi i doświadczonymi,
i trzy, które nam szkodzą:
z ludźmi fałszywymi, pochlebcami i plotkarzami.

(Konfucjusz)








W tym roku na długi weekend majowy zaplanowaliśmy wyjazd w Tatry ponieważ zawsze nas  te góry fascynowały...  Jakiś czas temu byliśmy niemal na wszystkich polskich szczytach... Dwa tygodnie przed wyjazdem, zmieniliśmy jednak nasze dotychczasowe  plany i zdecydowaliśmy się na Słowację... 

Chcieliśmy zobaczyć Tatry Wysokie po słowackiej stronie... Od razu wykupiliśmy bilety na Łomnicki Szczyt... Niestety, pogoda na majówkę nie dopisała... Było zimno, padał deszcz ze śniegiem i sam śnieg, ale też od czasu do czasu pokazało się  słońce...  

Oczywiście, nie byłabym sobą gdybym nie zobaczyła Jeziora Szczyrbskiego (sł.Štrbské pleso)... Jest to drugie co do wielkości jezioro górskie, pochodzenia lodowcowego po stronie słowackiej...








Szczyrbskie Jezioro (jezioro) zaliczane jest do najładniejszych stawów tatrzańskich... Znajduje się na wysokości 1346 m n.p.m.  w dolnej części Doliny Młynickiej i Furkotnej na tzw. Szczyrbskim Tarasie... Jest duże i pięknie położone... Zajmuje powierzchnię 19,76 ha i posiada maksymalną głębokość 20 metrów... Prawie przez pół roku  skute jest lodem... Jezioro zajmuje depresję w najpotężniejszym po stronie Tatr spiętrzeniu moren, usypanych przez połączone lodowce: młynicki i mięguszowiecki... Według przypuszczeń powstało po stopieniu się 80 metrowej grubości kry, oderwanej od ustępującego lodowca...







Spacer rozpoczęliśmy od południowego brzegu jeziora, gdzie dawniej kończyły swój bieg kolejki: elektryczna i zębata... Bogato rozwiniętą linię brzegową obiega wygodny chodnik... Jest bardzo łatwy do pokonania nawet przez osobę nie przygotowaną do wędrówek po górach... Każdy przychodzący nad jezioro powinien pójść  ścieżką ponieważ daje możliwość podziwiania natury, górskich widoków i samego jeziora... Przy ścieżce ustawiono ławki i tablice informujące o bogactwie flory i fauny na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego...

Pogoda tego dnia nas nie rozpieszczała... Byliśmy ciepło ubrani... Silny, lodowaty wiatr  przeganiał chmury a nam dawał się mocno we znaki... W pewnym momencie nawet zaczął padać deszcz, jednak nie przerwaliśmy spaceru bo po chwili na niebie pojawiło się słońce...

Z nad jeziora rozciąga się  piękna panorama na tatrzańskie szczyty... Przy słonecznej pogodzie w tafli jeziora odbijają się granie: Soliska, Krywańa i Ostrej...  Być może kiedyś tutaj jeszcze przyjadę i wtedy będzie mi dane zobaczyć takie widoki...








Na południowym brzegu w 1872 roku powstało  pierwsze schronisko zbudowane przez ówczesnego właściciela ziemskiego (i właściciela  jeziora) Józefa Szentiványi'ego... W krótkim czasie zaczęły powstawać:  hotele, restauracje, sanatorium i wille...  Obecnie na brzegu jeziora znajdują się wspaniałe hotele, jednym z nich jest prawdziwa perła Grand Hotel Kempiński... Składa się z trzech powiązanych ze sobą budynków historycznych: Janosik, Krywań i Hviezdoslav... Kompleks hotelowy był wykorzystywany jako sanatorium, stopniowo popadał w ruinę aż w końcu został zamknięty... Przebudowano go za 42 mln euro i w 2009 roku został oficjalnie otwarty...









 Nad brzegiem jeziora położony jest charakterystyczny  hotel w kształcie piramidy - Patria... Posiada ponad 300 pokoi, kilka restauracji i centrum rehabilitacyjne...


Na skrzyżowaniu moich dróg stoi dom
Nad brzegiem jeziora, prawdziwy, nie wyśniony
Po prostu przyjdź i dotknij mosiężnej klamki,
Do której nie mam już klucza,
A potem wróć w szarej żałobie.

(Istota  - Máša Halamová)

Moją uwagę przykuła piękna Villa Marina... W latach 1930 - 1956 mieszkała w niej bardzo znana poetka słowacka - Máša Halamová...Jej mężem był lekarz Jan Pullman...

Pod Tatrami kwitnie tylko kilka ciepłych, letnich kwiatów.
Kiedy słońce wschodzi ze skalistej ziemi, jest łaską.
Pod moim obłokiem rozkwitł czerwony mak.
Symbol i gość.
Być może rozkwitł z krwi, może z miłości.
Nie dam go nikomu.
Muszę pokazać go ukochanemu wieczorem.
Powiem mu: Oto czerwony mak, który wypełnia się rano,
a ty jesteś lekarzem...



Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...