poniedziałek, 24 września 2012

Czy warto mieć marzenia?




Tam, gdzie są figi, tam również przyjaciele...



Czy warto mieć marzenia? Oczywiście, że warto... Nawet należy...  Marzę by moje drzewko figowe  zaowocowało dorodnymi figami... Wiem, że jest to trochę abstrakcyjne, ale skoro się klimat ociepla? 

Tuż przy domu, kilka lat temu posadziliśmy maleńkie drzewko figowe... Rosło pięknie, jak na "drożdżach"...  Aż przyszedł ciepły marzec  2008 r... Figa zaczęła puszczać soki i wtedy... przyszły mrozy jak przystało na tę porę.  Całkowicie zmroziły drzewko figowe... Wiosną, nie wypuściło ani jednego listka...  Zostało obcięte tuż przy gruncie... Latem wypuściło mizerne, niewielkie pędy... Dobrze okryte, przezimowały... A w tym roku tak już wygląda...  Rok temu wydało owoc... Jedną, jedyną figę wielkości jednozłotowej monety... A mnie się marzą figi takie jakie rosną w Grecji, Hiszpanii...  Sądzicie, czy są to realne marzenia? Czy mogę marzyć?





niedziela, 23 września 2012

Klasztor Monte Oliveto Maggiore... Włochy







Piękno jest obecne, 
trzeba tylko chcieć je widzieć
 lub przynajmniej rozmyślnie nie zamykać oczu...

(Theodor Fontane)




Od pewnego czasu stałam się gorącą miłośniczką  zwiedzania budowli sakralnych... Namiętnie oglądam: kościoły, sanktuaria, klasztory, opactwa... To właśnie tutaj, w ciszy i spokoju, mogę przemyśleć, rozważyć wiele wątków swojego życia... To tutaj, niczym w we wspaniałych muzeach mogę podziwiać rzeźby, obrazy, freski, polichromie, style architektury sakralnej... Wiele z tych budowli to zabytki klasy zero... Mają po kilka a nawet kilkanaście wieków... 

Będąc w Toskanii postanowiłam zobaczyć prawdziwą perełkę skrywającą serię fantastycznych fresków ukazujących życie św. Benedykta... Wykonali je; Luca Signorelli i Antonio Bazzi zwany Sodomą... Tym wyjątkowym freskom przedstawię osobny post... Wierzcie mi one na to zasługują...







Opactwo benedyktyńskie Oliveto Maggiore  położone jest w  krainie falujących pól  i winnic...  Znajduje się na szczycie skalistego, jałowego wzgórza... Jest jednym z najważniejszych i najlepiej zachowanych opactw na terenie Toskanii...  Miałam wrażenie, że jest zagubione jest wśród wzgórz apenińskich,  pięknej przyrody, naturalnych urwisk, jarów, wąwozów, terenu jałowego, kamienistego...






Z Sieny jedziemy drogą bardzo wąską, krętą w wielu miejscach prowadzącą po zboczu górskim najpierw nr. 438 a potem 451... Na szczycie klifu " Crete Senesi"wznosi się  to cudowne opactwo... To miejsce"zatopione"jest w niepowtarzalnej atmosferze... Panuje tutaj cisza, spokój a wszędzie unosi się żywiczny zapach cyprysów, sosen... Na teren opactwa prowadzi droga przy której rosną stare wysmukłe cyprysy, tu i ówdzie widać liczne drzewka oliwkowe... Wchodzimy przez  bramę, dawny most zwodzony... Wita nas przepiękna rzeźba Madonny z Dzieciątkiem z terakoty, wykonana w pracowni della Robbia...  Nie mam pojęcia, który z della Robbia ją wykonał, być może był to Lucca, który zaczął pracować w terakocie... Może jeden z jego pięciu synów lub uczeń Andrea della Robbia... Z drugiej strony bramy jest  również  rzeźba z terakoty ze św. Benedyktem...









Brama prowadząca do opactwa to część oryginalnego systemu obronnego... Prowadzi do niego aleja cyprysowa... Po jej lewej stronie podziwiamy ogród botaniczny z licznymi roślinami ziołowymi... Benedyktyni według starych, sprawdzonych receptur zakonnych wytwarzają likiery ziołowe, nalewki, różne mikstury na spirytusie... W jednym z zabudowań, zakonnicy prowadzą sklepik w którym kupujemy  produkty przez nich wytwarzane... Aż w końcu wyłania się czerwony kompleks klasztorny z późnogotyckim kościołem z 1417 r... Kompleks klasztorny jest majestatyczny, ogromny... Opactwo zbudowano  z czerwonej cegły... Na tle wspaniałej, soczystej zieleni przedstawia się wyjątkowo pięknie...






Początki tego niezwykłego miejsca sięgają 1319 r.... Zostało założone przez Giovanniego Tolomei, dobrze sytuowanego prawnika, który zrezygnował ze swojego stanowiska, zrzekł się interesów, aby podjąć życie pustelnicze... Towarzyszyło mu dwóch przyjaciół... Tolomei przybrał zakonne imię Bernardo... Wszyscy pochodzili z rodzin arystokratycznych z Sieny... Przybrali biały habit, który symbolizuje przywiązanie do Najświętszej Maryi Panny...






Już po przekroczeniu bramy opactwa  zachwyciło nas to  miejsce...  Jest  pełne nieprzeciętnego uroku... Polecam opactwo każdemu, kto odwiedzi Toskanię...





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...