sobota, 4 stycznia 2020

Żywe Muzeum Piernika w Toruniu






Kto nie pija gorzałki i od niej umyka,
ten nie godzien słodkiego kosztować piernika.

(Józef  E. Minasowicz)







Toruń ma długą, bo blisko 800 letnią historię... Miasto lokowali w 1233 roku Krzyżacy w miejscu przeprawy przez Wisłę... Już w średniowieczu stało się dużym ośrodkiem handlowym Hanzy... Hanza (od niemieckiego słowa hanse - stowarzyszenie) - związek nadmorskich miast handlowych Europy Północnej,  miał na celu ochronę własnych interesów za granicą oraz uzyskanie przywilejów w handlu... Dzięki Hanzie handel kwitł, miasto się rozwijało i bogaciło wraz ze swoimi mieszkańcami...

Toruń jest miastem nie tylko bardzo pięknym ale i wyjątkowym... Pełen cennych zabytków gotyckich, które wyróżniają się nie tylko swoją autentycznością ale przede wszystkim oryginalnością i wysoką klasą artystyczną... Miasto oprócz zabytków słynie również jako miejsce gdzie powstają  słynne, niepowtarzalne w smaku toruńskie pierniki...

Jest tutaj wiele sklepów w których można je kupić... Jednak te pamiątkowe, najoryginalniejsze, najozdobniejsze kupuje się w sklepach specjalistycznych... 

W Toruniu można zobaczyć dwa muzea, które wprowadzą nas w  cudowny świat pierniczków... Jest to Muzeum Toruńskiego Piernika na ulicy Strumykowej 4 oraz Żywe Muzeum Piernika na Rabiańskiej 9...

Żywe Muzeum Piernika działa od 2006 roku...  Kamieniczka wygląda na starą, gotycką... Jest to  jednak budowla ceglana zbudowana w 1863 roku w stylu neogotyckim...W tej kamienicy mieścił się spichlerz, czyli składnica towarów... W średniowieczu niemal cały Toruń zamienił się w ogromny spichlerz o znaczeniu tranzytowym...  Żywe Muzeum Piernika jest uznawane za jedną z największych atrakcji nie tylko w Toruniu ale i w  Polsce, dlatego bilety najlepiej kupić przez internet z odpowiednim wyprzedzeniem...








W muzeum jesteśmy o wyznaczonej godzinie... Pokazy odbywają się co godzinę... Okazuje się, że grupa liczy około 50 - 60 osób... Pomieszczenie jest ogromne więc nie ma tłoku... W powietrzu unosi się cudowny zapach goździków, cynamonu, anyżku  oraz innych przypraw, które działają jak magia i przywołują w naszej pamięci okres Bożego Narodzenia...

Każdy z odwiedzający muzeum już na samym początku jest zaprzysiężony na czeladnika mistrza  piernikarskiego... Wszyscy pracownicy muzeum ubrani są w stroje z epoki... Uczona Wiedźma Korzenna i Mistrz  Piernikarski w bardzo humorystyczny sposób, dodatkowo XVI-wieczną polszczyzną podają ciekawe informacje o przyprawach, ich pochodzeniu, kompozycjach i ilościach do wypieku pierniczków... Na rozstawionych ogromnych stołach wyłożone są  przeróżne foremki, wałki do ciasta,  pojemniki z mąką, ciasto piernikowe... Przebywając w tym pomieszczeniu można nie tylko w magiczny sposób przenieść się do XVI-wiecznej piernikarni, by pod okiem Mistrza Piernikarskiego własnoręcznie wykonać tradycyjnego piernika, ale także zobaczyć manufakturę z początku XX wieku...

Każdy uczestnik wybierał taką foremkę drewnianą jak mu się podobała ... Ciasto należało rozwałkować i mocno przycisnąć do  foremki... Kolejny raz rozwałkować równomiernie na wszystkie boki... Ciasto delikatnie odkleić i drewnianym nożykiem wyciąć kształt... Następnie  układamy go na blaszce... Pamiętamy który piernik jest przez nas zrobiony... Pierniczki zostają włożone do pieca a my w tym czasie odwiedzamy sklepik z przeróżnymi pamiątkami, ozdobionymi piernikami, książkami, formami do wypieku pierników, pocztówkami... Pierniki  po upieczeniu są rozdawane każdemu uczestnikowi jako pamiątka pobytu w Żywym Muzeum Piernika... Muszę przyznać, że pobyt w tym  muzeum  to doskonała zabawa nie tylko dla dzieci, ale i dla dorosłych...







Pierniki rozsławiły Toruń i stały się symbolem miasta... Ich receptury były zazdrośnie skrywane przed innymi piekarzami... Przyrządzenie ciasta było otoczone tajemnicą, przekazywaną z pokolenia na pokolenie... Pierwsze wzmianki o miejscowym przysmaku pochodzą z XIII wieku... Jednak jego szczytowy okres przypada na XVII i XVIII wiek... Bardzo ważny był nie tylko jego wspaniały smak, lecz także ich długotrwała świeżość i wytrzymałość, dzięki którym były doskonałym prowiantem w czasie długich wypraw i wojen... Kiedyś tych twardych pierników używano głównie jako przyprawy, w szczególności do mięs... W średniowiecznych księgach można zobaczyć recepturę na uzyskanie sosu piernikowego...

Wedle staropolskiego przysłowia  do najlepszych rzeczy w Polsce należały: Gdańska gorzałka, toruński piernik, krakowska panna, warszawski trzewik...

Jednak piernik nie został jednak "wynaleziony" w Toruniu... Ciasteczka z miodem i przyprawami przybyły tutaj z miast niemieckich, wraz z pierwszymi osadnikami... Formy do pierników rzeźbili snycerze... Wyrabiano je z drewna lipowego, dębowego lub bukowego... Niektóre formy to małe arcydzieła...






Te trzy powyższe stare, drewniane formy do odciskania pierników i ciastek korzennych są wykonane z drewna gruszy... Dla mnie to cenna pamiątka po Babci... Bardzo rzadko ich używam... Wolę metalowe metalowe foremki do wykrawania ciasteczek i pierniczków, ponieważ  mam do wyboru  wiele przeróżnych kształtów... Dzięki niebanalnym wzorom, upieczone ciasteczka i pierniczki znikają mgnieniu oka...








Najwcześniejsze wzmianki o toruńskich pierniczkach pochodzą z 1380 roku... Jedna z nich wspomina czeladnika Nicolasa Czana, który prawdopodobnie, obok chleba, trudnił się wypiekiem korzennych ciasteczek... Pewnego dnia poczuł się niezdrów i chciał pójść do domu... Mistrz piekarski nie zgodził się ponieważ w tym dniu należało upiec spore ilości chleba na rano... Choremu Nicolasowi robota szła opornie... Umęczony dolegliwością, przez pomyłkę zamiast wody dodał do ciasta miodu...


Przerażony zobaczył, że ciasto pociemniało i stało się słodkie... Pospiesznie zaczął wykrawać różne porcje o nieregularnych kształtach a następnie włożył je do gorącego pieca... Po chwili ciasto wyrosło, spęczniało i ułożyły się śmieszne figurki... W czasie jedzenia miały nowy, niespotykany smak... Ze strachem stanął rano przy kramie i zaczął nieśmiało zachęcać do kupna wypieków... Mieszczanie z ciekawości zaczęli kupować wypieki Nicolasa, szybko wszystko wykupili... A kiedy Nocolas został mianowany na mistrza, zaczął udoskonalać ciasto dodając do niego różnych przypraw korzennych - piernych, które były sprowadzane przez kupców toruńskich z krajów zamorskich, dalekowschodnich... Tak powstały pierniki toruńskie...






Będąc w Toruniu zaciekawiło nas Piwo Piernikowe... Byliśmy ciekawi jego jego smaku, jednak  nie mogliśmy skosztować trunku na miejscu, prosto z tanku... Zamówiliśmy piwo na wynos, które nalewane jest do malowanych butelek o poj. 0,33 l i pakowane do firmowego kartonu... Jan Olbracht Browar Staromiejski to wyjątkowe miejsce w którym na własne oczy zobaczyć proces powstawania piwa, porozmawiać z piwowarem, wypić piwo, zjeść coś pysznego... Wnętrze browaru robi dobre wrażenie... Niestety, mieliśmy zbyt mało czasu aby spędzić tutaj miłe chwile... Piwo wypite w domu okazało się wyjątkowo pyszne, o wyczuwalnym smaku piernikowym... Przyprawy korzenne delikatnie dominowały  w aromacie tego piwa...


Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...


środa, 1 stycznia 2020

Bonifacio, miasto na wapiennym klifie







Kto skoczy do morza, znajdzie perłę, 
 kto będzie siedział na brzegu, 
przyniesie tylko garść piasku.

(Rashid ad-Daif)









Za oknem szaro i pochmurno... Pragnę powrócić do wspomnień i odwiedzić Korsykę, jedną z wysp położonych na Morzu Śródziemnym...

Jej historia  jest niezwykle burzliwa, dramatyczna i bogata jak na taką niewielką wyspę... Według Herodota jako pierwsi skolonizowali ją Fenicjanie... Do III w p.n.e znajdowała się pod wpływami Etrusków i Kartagińczyków... Do V w. n.e. należała do Rzymian... Była najeżdżana przez Ostrogotów, Lombardów, Saracenów, aż w końcu podbił ją król Franków Karol Wielki... Była pod panowaniem Pizy, później Genui... Republika Genui  w ramach zadłużeń przekazała Korsykę królowi Francji Ludwikowi XIV... Już ponad 250 lat jest częścią Francji... Na niej urodził się jeden z największych wodzów w historii  - Napoleon Bonaparte...

Na  najdalej wysuniętym na południe punkcie Korsyki leży Bonifacio (Bunifaziu)... Jest  jednym z najpiękniejszych miejsc na wyspie... To niezwykłe miasteczko kusi najbardziej spektakularnym widokiem na Korsyce... Kto raz je odwiedzi na długo zapamięta jego widok bo zachwyci się jego śródziemnomorskim  urokiem... 

Stare, średniowieczne miasteczko wznosi się na  bardzo wąskim wapiennym półwyspie o długości około 1,5 km, który jest równoległy do wybrzeża  i tworzy naturalny port... Miasteczko zostało założone około 828 roku przez Bonifacego II hrabiego Lucci i markiza Toskanii... Bonifacio składa się z dolnego i górnego miasta... Było późne popołudnie kiedy  do niego dotarliśmy... Jego malowniczość i niezwykłe położenie od razu nas zachwyciło, oczarowało...





Wędrując wąskimi uliczkami docieram do kościoła świętego Dominika (L'eglise St.Dominique) pochodzącego z XIII wieku...  Został zbudowany na starej świątyni templariuszy... Swym wyglądem przypominał prostą romańską architekturę jednak widoczne są również elementy gotyckie m.in rozeta gotycka... Z przykrością patrzyłam na jego niezwykle skromne wyposażenie, odniosłam nawet wrażenie, że było trochę  zaniedbane... Ta bardzo prosta w budowie świątynia posiada  bardzo unikatową dzwonnicę, u podstawy  jest kwadratowa, następnie ośmiokątna i zakończona krenelażem...








Wzdłuż stromych klifów wybrzeża znajduje się szlak, który pozwala na piesze wycieczki w kierunku południowo-wschodnim... U jego celu znajduje się Capo Pertusato, najdalej wysunięty punkt Korsyki... Idąc szlakiem rozpościerają się   widoki zapierające dech w piersiach... Wędrowałam bardzo powoli... Zachwycały mnie strome, wapienne klify odważnie wcinające się w wodę... Fale z wielkim roztrzaskiwały się o skały...  Na spalonych słońcem nadmorskich zboczach spotykam rosnący tymianek, rozmaryn, kocanka włoska,  czystek... Dziko rosnące zioła i kwiaty rosną wzdłuż ścieżek... Wystarczyło je tylko dotknąć a w powietrzu unosiły się aromatyczne zapachy... 








Bonifacio słynie z cytadeli z przepięknym widokiem na morze... Można podziwiać wysokie mury obronne i słynne schody króla Aragonii, wykute w klifie i schodzące pionowo w kierunku morza... Według legendy powstały w cudowny sposób w ciągu jednej nocy... Zbudowali je żołnierze króla Alfonsa V po oblężeniu miasta w 1420 roku... Schody najprawdopodobniej zbudowali franciszkanie, którzy chcieli dotrzeć do słodkiej wody...








Skaliste klify, oszlifowane przez wodę i wiatr, zachwyciły mnie nie tylko swoim kształtem ale i kolorem...  Są pełne naturalnego piękna i wspaniale komponują się z turkusową wodą... Jednak przychodzi czas, że musimy pożegnać się z Bonifacio, niezwykłym miasteczkiem, które wygląda tak, jakby za moment miało spaść do morza... Jestem nim oczarowana i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś go zobaczę...


Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...