poniedziałek, 14 października 2013

Piękna jesień...


            
                        


Czerwienią liści nas otula, babiego lata złotą smugą
I noc się robi coraz dłuższa, miły jesień przyszła już
Wiatry wróciły do nas znowu, ptaki z południa są już w domu
I słychać pierwsze kroki chłodu, miły jesień przyszła już...

A w nas jeszcze tyle wciąż radości jest
Tyle słońca z lata jeszcze w nas
 I jesienny smutek nam nie grozi, wiem
Dobry los wciąż nam sprzyja...

(Eleni)

Po wielu pochmurnych i deszczowych dniach, w piątek na niebie pojawiło się słońce... Na widok promieni słonecznych od razu poprawił się mój nastrój... Ciepłe promienie słońca oświetlały Mały Lasek... Chciałam zatrzymać tę chwilę jak najdłużej... Szybko chwyciłam aparat...wyszłam na balkon i zrobiłam zdjęcie.

W sobotę zapowiadała się piękna słoneczna, jesienna pogoda... Wstałam jak zwykle, o 6-tej rano. Na ten wolny dzień zaplanowane miałam przetwarzanie papryki... Nie mogła dużej czekać, była zerwana w poprzednią sobotę...  I tak jak dzień wcześniej, przed godziną siódmą wyszłam na balkon i zrobiłam zdjęcie tego samego fragmentu... Nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam... Jeden dzień a taka  różnica...Tyle odcieni barw brązów, żółci, złota...





Szybko się uporałam z zaprawami więc popołudnie miałam wolne... W taki piękny, słoneczny dzień grzechem byłoby siedzieć w domu... Termometr pokazywał aż 22 st.C. Och, taki październik to ja bardzo lubię... Na chwilę wdepnęłam do ogrodu... Na rabacie kilka anemonów puszczało do mnie "perskie oko"... Wszędzie kręciły się różne owady... Byłam zaskoczona ilością Rusałek pawików i Perłowców malinowców, które królowały na astrach jesiennych... Patrzyłam urzeczona jak spijają nektar z zachwycających kwiatów... Na taki widok czekałam całe lato... Hmm, te owady też korzystały z ostatnich promieni słonecznych...







Zapakowaliśmy rowery i pojechaliśmy do lasu...  Miałam wrażenie, że to jeszcze wrzesień, gdyby  nie złote trawy i wielokolorowe liście drzew... Trzciny szumiały delikatnie ... Promienie słońca czule obejmowały pnie drzew, przeskakiwały z liścia na liść... Zsiadałam z roweru i podziwiałam otaczające mnie piękno... Cieszyłam się każdą chwilą spędzoną w lesie... No właśnie, takiego relaksu potrzebowałam po ciężkim tygodniu...







W końcu pokazało się jezioro... panował na nim spory ruch. Po jeziorze pływały kajaki, żaglówki... Nad jego brzegiem stali wędkarze i w wodzie moczyli kije... Po jeziorze pływające kaczki i łabędzie dopominały się karmienia...Odwróciły się ode mnie gdy powiedziałam im, że mają sporo jedzenia w  wodach jeziora... Wracając przy jednym z domów, w ogrodzie zauważyłam spacerujące trzy pawie... Miałam nadzieję, że pokażą się w pełnej krasie... Niestety, nie zwracały na mnie uwagi...








Do domu wracałam szczęśliwa... Miałam wrażenie, że oglądałam zaczarowany las ... Nad głową miał liściasty, kolorowy parasol. Wśród gałęzi przebłyskiwało błękitne niebo... Pachniało świeżą żywicą, pod stopami szeleściły żółte liście... Towarzyszyła mi niesamowita, wszędobylska cisza, którą przerywały skrzeczące a nawet walczące ze sobą sroki... Boje toczyły o żołędzie, owoce dębu, których były spore ilości... Po powrocie przysiadłam na ławce w najdalszym kącie ogrodu i tak sobie rozmyślałam o mile spędzonym dniu...

Idzie jesień, pragnę nauczyć się robotek na szydełku...
Nauka listka na szydełku




Witam nowych obserwatorów...
 Dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
 Pozostawiam serdeczne pozdrowienia... 


sobota, 12 października 2013

Zubrzyca Górna - Orawski Park Etnograficzny 2013





                    
     Przyjaźń powiększa szczęście i pomniejsza nieszczęście,
     podwajając naszą radość, dzieląc na pół smutek...
         Joseph Addison





Na granicy Beskidu Żywieckiego i Orawy, u stóp masywu Babiej Góry położona jest Zubrzyca Górna... Jadąc do skansenu, podziwiałam przepiękne tereny górskie, lasy ze strzelistymi  świerkami, bujną i soczystą zieleń... Droga wiodła stromymi serpentynami przez Przełęcz Krowiarki... Widoki na Babią Górę, Tatry, Orawę były niezapomniane...

Przy samej drodze położony jest Orawski Park Etnograficzny... To muzeum na wolnym powietrzu ukazuje budownictwo, kulturę i warunki bytowe ludności orawskiej... Wchodząc na teren parku od razu  poczułam unoszącą się magię... Stałam wpatrzona w przestrzeń... Ze wszystkich stron otaczało mnie malownicze piękno... Utwardzona ścieżka prowadziła nas w głąb skansenu...







Historia Muzeum zaczyna się w 1937 roku... Wtedy to ostatni właściciele rodu, rodzeństwo Joanna Wilczakowa i jej brat Sandor Lattyak, darowali państwu polskiemu cztery hektary ziemi wraz zabytkowym dworem oraz budynkami gospodarczymi... Darczyńcy pragną by po ich śmierci powstało tutaj muzeum...  Joanna zamieszkuje dawną siedzibę rodową na zasadzie  dożywocia... To dziwny dwór... Bardzo skromny ale przepojony historią rodu... W czasie wojny Joanna żyje tutaj samotnie... Nie mając prawdziwego gospodarza, podupada dwór zubrzycki...  Na szczęście,   udało się go jednak uratować po śmierci dawnej właścicielki... Dla zwiedzających Muzeum zostaje otwarte w 1955 roku ...






W skansenie wszystkie ścieżki i  dróżki wysypane ostrymi kamieniami... Mimo odpowiedniego obuwia spacer po nich  jest sporym problemem...  Rozumiem, że  teren ten jest podmokły i liczne strumyki przepływające po skansenie często w czasie deszczów wszystko zalewają... Nie wyobrażam sobie zwiedzania skansenu w sandałkach...   Na tym ogromnym 10 ha terenie jest mnóstwo zieleni...  Są urocze polanki poprzecinane strumykami, łąki ukwiecone polnymi  kwiatkami, ogromne drzewa, pasieka i w to wszystko wkomponowano orawską architekturę...






Z pietyzmem odtworzono dawną orawską wieś, dzięki temu nie ulegnie zapomnieniu... Chałupy kryte są gontem, strzechą... Do środka wchodzi się po kamiennych schodkach... Drzwi frontowe są ozdobnie rzeźbione... Przed domami ogródki ogrodzone płotkami utkanymi z patyków... W skansenie znajduje się 40 obiektów... Jest  drewniany kościół, olejarnia, lamus plebański, owczarnia, wozownia, chlewnia, kuźnia, tartak... We dworze i w chałupach możemy oglądać oryginalne wyposażenie... W tym skansenie możemy zobaczyć charakterystyczne budownictwo orawskie tzw. wyżki... Są to pięterka dobudowane nad chałupą. Służyły do przechowywania lnu i zboża...





Cieszę się, że istnieją muzea etnograficzne na wolnym powietrzu...To one przybliżają nam tradycję i codzienne życie ludzi w dawnych wiekach i świat, który odchodzi a właściwie już odszedł w przeszłość... Nie zobaczymy już takiej, prawdziwej, polskiej wsi... Skanseny również żyją... Na łąkach pasą się zwierzęta, w sadach dojrzewają owoce,  w ulach żyją pszczoły, w chałupach organizowane są lekcje wypieku chleba, maluje się na szkle, wytwarza się dekoracje z bibuły...




To wielka przyjemność pospacerować po skansenie, poznać życie ubogich, średniozamożnych i bogatych gospodarzy... Poznać przebogatą historię, wierzenia, obrzędy... Na długo zapamiętam Orawski Park Etnograficzny w Zubrzycy Górnej... Miło spędziłam czas w pięknym otoczeniu, w miejscu oddalonym od zgiełku miasta w ciszy, spokoju... Słuchałam śpiewu ptaków i rozkoszowałam się malowniczymi widokami...

    Dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
    Wszystkich serdecznie pozdrawiam...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...