I noc się robi coraz dłuższa, miły jesień przyszła już
Wiatry wróciły do nas znowu, ptaki z południa są już w domu
I słychać pierwsze kroki chłodu, miły jesień przyszła już...
A w nas jeszcze tyle wciąż radości jest
Tyle słońca z lata jeszcze w nas
I jesienny smutek nam nie grozi, wiem
Dobry los wciąż nam sprzyja...
(Eleni)
Po wielu pochmurnych i deszczowych dniach, w piątek na niebie pojawiło się słońce... Na widok promieni słonecznych od razu poprawił się mój nastrój... Ciepłe promienie słońca oświetlały Mały Lasek... Chciałam zatrzymać tę chwilę jak najdłużej... Szybko chwyciłam aparat...wyszłam na balkon i zrobiłam zdjęcie.
W sobotę zapowiadała się piękna słoneczna, jesienna pogoda... Wstałam jak zwykle, o 6-tej rano. Na ten wolny dzień zaplanowane miałam przetwarzanie papryki... Nie mogła dużej czekać, była zerwana w poprzednią sobotę... I tak jak dzień wcześniej, przed godziną siódmą wyszłam na balkon i zrobiłam zdjęcie tego samego fragmentu... Nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam... Jeden dzień a taka różnica...Tyle odcieni barw brązów, żółci, złota...
Szybko się uporałam z zaprawami więc popołudnie miałam wolne... W taki piękny, słoneczny dzień grzechem byłoby siedzieć w domu... Termometr pokazywał aż 22 st.C. Och, taki październik to ja bardzo lubię... Na chwilę wdepnęłam do ogrodu... Na rabacie kilka anemonów puszczało do mnie "perskie oko"... Wszędzie kręciły się różne owady... Byłam zaskoczona ilością Rusałek pawików i Perłowców malinowców, które królowały na astrach jesiennych... Patrzyłam urzeczona jak spijają nektar z zachwycających kwiatów... Na taki widok czekałam całe lato... Hmm, te owady też korzystały z ostatnich promieni słonecznych...
Zapakowaliśmy rowery i pojechaliśmy do lasu... Miałam wrażenie, że to jeszcze wrzesień, gdyby nie złote trawy i wielokolorowe liście drzew... Trzciny szumiały delikatnie ... Promienie słońca czule obejmowały pnie drzew, przeskakiwały z liścia na liść... Zsiadałam z roweru i podziwiałam otaczające mnie piękno... Cieszyłam się każdą chwilą spędzoną w lesie... No właśnie, takiego relaksu potrzebowałam po ciężkim tygodniu...
W końcu pokazało się jezioro... panował na nim spory ruch. Po jeziorze pływały kajaki, żaglówki... Nad jego brzegiem stali wędkarze i w wodzie moczyli kije... Po jeziorze pływające kaczki i łabędzie dopominały się karmienia...Odwróciły się ode mnie gdy powiedziałam im, że mają sporo jedzenia w wodach jeziora... Wracając przy jednym z domów, w ogrodzie zauważyłam spacerujące trzy pawie... Miałam nadzieję, że pokażą się w pełnej krasie... Niestety, nie zwracały na mnie uwagi...
Do domu wracałam szczęśliwa... Miałam wrażenie, że oglądałam zaczarowany las ... Nad głową miał liściasty, kolorowy parasol. Wśród gałęzi przebłyskiwało błękitne niebo... Pachniało świeżą żywicą, pod stopami szeleściły żółte liście... Towarzyszyła mi niesamowita, wszędobylska cisza, którą przerywały skrzeczące a nawet walczące ze sobą sroki... Boje toczyły o żołędzie, owoce dębu, których były spore ilości... Po powrocie przysiadłam na ławce w najdalszym kącie ogrodu i tak sobie rozmyślałam o mile spędzonym dniu...
Nauka listka na szydełku
Witam nowych obserwatorów...
Dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Pozostawiam serdeczne pozdrowienia...