niedziela, 25 października 2026

Bellagio - Spacer po mieście

 







Nigdy nie rezygnuj z marzenia tylko dlatego,
że zrealizowanie go wymaga czasu.
Czas i tak upłynie.

(Earl Nightingale)










Po czterogodzinnym rejsie po Como, który obejmował najpiękniejsze zakątki środkowej części jeziora  z tzw. Złotego Trójkąta docieram do Bellagio... Ten trójkąt tworzą  nabrzeżne, niezwykle urokliwe miejscowości:  Bellagio, Varenna i Menaggio... Miasteczko położone jest na samym końcu długiego pagórkowatego cypla, pomiędzy dwoma południowymi odnogami jeziora Como, w miejscu  znanym jako Punta Spartivento (w tłum. punkt, który rozdziela wiatr).... 

Bellagio ma długą historię... Pierwszym odnotowanym urlopowiczem był Pliniusz Młodszy (I w n.e.), który posiadał na cyplu dwie wille... We wczesanym średniowieczu Bellagio było zdominowane przez  pobliskie Como... A w XIII wieku stało się częścią Królestwa Mediolanu pod rządami rodu Visconti'ch... W XVI wieku rozpoczęły się rządy hiszpańskie, które uciskały Lombardię i Bellagio  przez około dwieście lat... Podczas krótkich rządów napoleońskich port Bellagio zyskał znaczenie militarne i strategiczne...

Właściwie to pozornie drugorzędne wydarzenie ukształtowało los Bellagio na następne dwa stulecia: decyzja hrabiego Francesca Melzi'ego, księcia Lodi, wiceprezydenta Republiki Włoskiej za  czasów Napoleona, o utworzeniu tam swojego kurortu wypoczynkowego... Zbudował wspaniałą letnią rezydencję,  którą odwiedzało wielu znanych artystów, pisarzy, arystokratów, koronowanych głów... Bywał tutaj Ferdynand I i jego żona Maria Anna Sabaudzka, Maksymilian I, cesarz Wilhelm, król Albanii, Leopold I z Belgii, król Egiptu Faruk,  królowa Maria z Rumunii, Stendhal, Liszt...

Sława tej małej, wspaniałej  wioski sięgała poza granice Królestwa Lombardii -Wenecji... Stała się modnym miejscem wypoczynku europejskiej arystokracji... Nawet cesarz Austrii  Franciszek I odwiedza Bellagio dwukrotnie... Na cyplu zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu  wspaniałe  wille, parki,  luksusowe hotele... Z biegiem lat turystyka stała się głównym źródłem Bellagio...

Statek przybił do małej mariny  Bellagio zlokalizowanej przy malowniczej promenadzie Via Lungo Lario Manzoni, która biegnie wzdłuż brzegów jeziora... Był piękny, wrześniowy dzień, rozpieszczany ciepłymi promieniami słońca... Spacer rozpoczynam  od Piazza Mazzoni... Jestem oszołomiona słynnymi sieciami hotelowymi,  renomowanymi restauracjami... Oddalam się od  głównej, dosyć mocno zatłoczonej alei i kieruję się na Via Enrico Genazzini...










Wąska, kamienna uliczka o stromych schodach prowadzi mnie ku Parco Martiri della  Libertà... Jest to urokliwy, kameralny park o powierzchni około 1ha... Rosną tutaj imponujące drzewa m.in. ogromne cyprysy, cedry, sosny, platany, klony palmowe oraz magnolie, kamelie, bukszpany, azalie, różaneczniki i liczne trawy ozdobne... Wrześniową porą jest zielono a wiosną z pewnością niezwykle kolorowo... 

Spacerując po parku w pewnym momencie zobaczyłam niezwykłe ptaki przypominające wielkiego motyla... Okazało się, że są to dudki... Znałam je jedynie z ilustracji... Tych ptaków nie spodziewałam się  zobaczyć w naturze... Moją uwagę przykuła z ciekawa budowla, to Villa Gotica, rezydencja w stylu  neogotyckim, zbudowana pod koniec XIX wieku, pierwotnie miała być kościołem anglikańskim... W połowie XX wieku przekształcona w willę...











Bellagio  jest już samo w sobie magiczne i zachwycające z tymi krętymi uliczkami i słynnymi stromymi schodami... W miasteczku koniecznie chciałam zobaczyć słynne Ogrody Villa Melzi położone na  południowym krańcu miasteczka... Chociaż jest jesień to i tak jestem tym miejscem zachwycona...

Wiosną z pewnością ogrody oszałamiają ponieważ  w różnych miejscach tej  rozległej posiadłości rośnie  ponad 250  kamelii... Większość z nich to gatunek Camelia  japonica, odmiany o  znaczeniu historycznym i botanicznym... Rośnie tu wiele gatunków nie rodzimych... Oprócz kamelii oglądam: drzewa cynamonowe, cedr libański i himalajski, drzewa kamforowe, dąb korkowy, tulipanowiec, miłorząb japoński, aukuby japońskie, klony japońskie, sarkokkoka wiecznie zielony krzew pochodzący z Chin... W czasie spaceru podziwiam  rosnące na pagórkach okazałe kępy azali i różaneczników...

Na terenie posiadłości rozstawione są liczne posągi m.in. jedna z najbardziej znanych i romantycznych dzieł sztuki - rzeźba Beatrycze pociesza Dantego... Została wykonana w 1810 roku przez lombardzkiego rzeźbiarza Giovanniego Baptystę Comolli'ego i nawiązuje do sceny Boskiej komedii...












Bellagio to właściwie dwie równoległe ulice... Jedna biegnąca wzdłuż brzegu jeziora, a druga Via  Valassina zaczyna się na wysokości około 229 m n.p.m. i pnie się w kierunku wnętrza cyplu przekraczając wysokość 400 m n.p.m... Wierzcie mi... Zakochałam się w Bellagio od pierwszego spojrzenia... To miasteczko emanuje autentycznym włoskim klimatem i niezwykłym urokiem na każdym kroku... Widoki zapierają dech w piersiach, a jedzenie jest wyjątkowo pysznee...







Wielokrotnie mówiłam, że kocham Włochy m.in. za kuchnię  opartą na makaronie, pomidorach, oliwie z oliwek, parmezanie... Uwielbiam włoską pastę  z prostym sosem pomidorowym doprawionym papryczkami chili, niczym więcej... Do tego pysznego jedzonka kieliszek  dobrego, białego wina...











Historyczne centrum jest zbudowane na stromym wzgórzu... Nie sposób nie dać się oczarować Bellagio z jego stromymi, kamiennymi schodami, domami z terakotowymi dachami, maleńkimi wewnętrznymi dziedzińcami... 

Spacerując po brukowanych uliczkach, zachwycają mnie kolorowe budynki, urocze butiki, terakotowe donice w których rosną cytrusy, oleandry, pachnące zioła i przede wszystkim kwiaty... Dolna część miasteczka z górną jest połączona w niezwykle urokliwy sposób  czyli uliczkami - schodami tzw. salitami... 

Najsłynniejsza to Salita Serbelloni, urocza i cały czas tętniąca życiem... To jedne z najbardziej charakterystycznych kamiennych schodów, prowadzących od nabrzeża do Via Giuseppe Garibaldi... Pełno tu rzemieślniczych butików, cudownych sklepików z jedwabiem, ceramiką i lokalnymi produktami spożywczymi,  kawiarni,  lodziarni, tradycyjnych  restauracji... 






















I cóż, przychodzi nieubłagany czas, by opuścić to niezwykłe  włoskie miasteczko - Bellagio... To był niezapomniany dzień... Ta  "perła jeziora Como" prawdziwie mnie oczarowała swoimi wąskimi, brukowanymi uliczkami, niepowtarzalnym, włoskim klimatem... Zabieram ze sobą nie tylko zdjęcia, ale i   magię urokliwych uliczek,  piękne wspomnienia, które zostaną ze mną na zawsze...


Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...


3 komentarze:

  1. Miasteczko zachwyca, a obecność dudków dodaje mu jeszcze uroku.

    OdpowiedzUsuń
  2. What a magnificent town!! Your photos are absolutely gorgeous, Lucja-Maria! And the Hoopoe always makes me smile with the crest on its cute head! The views, the food, the flowers, the Hoopoe and the buildings....everything looks amazing!!! Thank you so much for sharing this lovely tour!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaki piękny dudek na jednym z pierwszych zdjęć! Żywy? Mam sentyment do dudków po tym, jak jego podobizna zdobiła mój podręcznik do środowiska do pierwszej klasy. A i samo miasteczko bardzo klimatyczne i zachęcające do zwiedzania. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Jeśli rozpoznasz siebie na zdjęciach i nie chcesz być na tym blogu, proszę poinformuj mnie o tym.
Ja bardzo szybko usunę te zdjęcia..

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...