środa, 5 listopada 2014

Widok za oknem






Zawsze rano kiedy wstaję, podchodzę do okna... Sprawdzam jaki dzień się zapowiada... Dzisiaj robię to rutynowo... Nagle patrzę i nie mogę w to uwierzyć... Przecieram oczy ze zdziwienia... A jednak to prawda... Na łące żerują trzy sarny... Biegnę po aparat fotograficzny... Właściwie to pędzę z góry na dół...   Muszę zdążyć...





Na szczęście, zdążyłam... To była sarnia rodzinka... Zrobiłam im kilkanaście zdjęć... Najedzone sarny, ostrożnie, bacznie obserwując teren, kładą się na ziemi ... Maskują się w jesiennych, wysokich trawach... Po kilku minutach, o dziwo nie było już ich widać...





Pragnę przeprosić i usprawiedliwić się dlaczego nie bywam na Waszych blogach... Otóż w ciągu trzech tygodni, mój komputer znalazł się u dwóch informatyków... Mam nadzieję, że ten drugi stanął na wysokości zadania i nie będę już miała żadnych problemów... Sprzęt odebrałam przed godziną 18 -tą... Post pisałam dosłownie " w biegu"... Dziękuję za zrozumienie... Teraz muszę wgrać programy, zdjęcia, skonfigurować pocztę, dołączyć drukarkę...

Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Pozdrawiam wszystkich serdecznie...


niedziela, 2 listopada 2014

Jesień w pierwszych dniach listopada...





Jesień mnie cieniem zwiędłych drzew dotyka,
Słońce rozpływa się gasnącym złotem.
Pierścień dni moich z wolna się zamyka,
Czas mnie otoczył zwartym żywopłotem.

Tak wiele ważnych spraw mam do zachodu,
Zanim z mym cieniem zostaniemy sami.
Czemu mi rzucasz kamień do ogrodu,
I mącisz moją rozmowę z ptakami?
(Leopold Staff) 






Jesień obdarza nas wieloma wspaniałymi, ciepłymi, słonecznymi dniami... Listopad zawsze przynosi najgorszą pogodę z możliwych... Korzystając z pięknej aury wczoraj i dzisiaj zrobiłam kilkanaście jesiennych zdjęć... Aż trudno uwierzyć, że są to pierwsze dni listopada...  Rano w czasie śniadania podpatrywałam swoje ptactwo... Pierwsze zjawiły się bażanty a potem zlatywały się; sójki, dzwońce, sikorki... Zdjęcia robione są przez szybę okienną... Może kogoś zdziwi okratowany karmnik... To miało być zabezpieczenie przed sójkami... Niestety, one okazały się sprytniejsze...






Wczoraj do domu zerwałam ostatnie róże... A dzisiaj na łące naręcze wrotyczu... Nie każdy lubi zapach tego zioła... Mnie nie przeszkadza... U mnie na całe szczęście nie było jeszcze przymrozków i mogłam zerwać ostatnie papryczki...






Wyszłam na dwór... Na wysokiej, bezlistnej lipie dostrzegłam żółte ptaszki... Myślę, że są to dzwońce... Może się mylę? Muszę się pospieszyć bo nadciągają ciemne chmury... W ogrodzie kwitną jeszcze słoneczniki... Cieszy taki widok ale kwiatów jest niewiele... Trochę dziwna jest ta tegoroczna jesień... Lipy dosyć wcześnie straciły wszystkie liście... Brzozy dziwnie zmieniają kolor, osiki i leszczyny są jeszcze zielone... Jedynie klon pięknie się wybarwił... Nie mogę wprost uwierzyć, że to już listopad a aura jest dla nas taka łaskawa... To mnie bardzo cieszy...








 Urwałam trochę liści i zrobiłam pierwszy raz, trochę nieudolne  liściowe róże... Bardzo się spieszyłam, i może dlatego takie wyszły... Jutro spróbuję zrobić następne... Odkąd pojawiło się osiem sójek, kosy przeniosły się do Małego Lasu... Brakuje mi ich w tej części ogrodu... A przed południem kolejny raz pojechałam na cmentarz do moich bliskich...

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjphu2CoAfWXunNK1YcsTwcSwCegZB1MgUA9DH2zaS1hgy_QyxtsNUGsmL4qLXFnAaCy6UJ4JuRTKHZm0JYiDrVvstHJ-9fUqz33BYimh8yRhzszTdgTUfPvYxTNFw8GgfpsHnW8RHnto0/s1600/iiai1g9j7eu.gif









Dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę miłego, słonecznego tygodnia...
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...