Jeśli ktoś kocha kwiat,
który jest jedyny na milionach i milionach planet,
to mu wystarcza szczęścia,
patrzenie na gwizdy i mówi sobie:
" Gdzieś tam jest mój kwiat."
Antoine de Saint - Exupery
Nie tylko w moim ogrodzie tegoroczna zima poczyniła ogromne spustoszenia... Brakowało śniegu... 30- stopniowe mrozy panoszyły się po sadach, ogrodach, działkach, warzywnikach... W moim ogrodzie wymroziło setki hiacyntów, narcyzy, krokusów, tulipanów... Znaczna część krzewów dopiero teraz powoli przychodzi do siebie... Od korzeni wybijają nowe pędy... Inne utraciłam na zawsze... Bardzo nad tym boleję bo były to już duże okazy... Jeszcze teraz trudno przewidzieć czy te rośliny co pozostały, będą silnymi i zdrowymi...
Z niecierpliwością i lekkim zdenerwowaniem wypatrywałam czy moja kolekcja rozwarów przetrwała zimę... Rośliny rosły na kilku stanowiskach i były dobrze zabezpieczone... Rozwary miałam w kolorach: białym, niebieskofioletowym, ciemnoróżowym, różowym,... Rośliny wyrastają dosyć późno, stąd moje zniecierpliwienie... Niestety ocalały trzy niebieskofioletowe - Astra Blue i jeden biały krzaczek...
Rozwar wielkokwiatowy, posiada wdzięczną łacińską nazwę Piatycodon grandiflorus... Wg mnie to najcudowniejsza roślina ostatnich lat... Bardzo ozdobna, efektowna i piękna... W naturalnym środowisku spotykamy ją we wschodniej Azji, Chinach, Mandżurii, Japonii... Na szczególna uwagę zasługują jego pąki... Wyglądem przypominają nadmuchane, małe baloniki... Czyż kwiaty tej rośliny nie są prześliczne ? A kiedy otworzą się, przypominają kształtem, gwiazdę... Jestem oczarowana tymi cudownymi kwiatami i koniecznie muszę odbudować swoja kolekcję... Dzisiaj dokupiłam kolejną doniczkę, niestety, znowu niebieskofioletową...