środa, 29 października 2014

Pszczyna w promieniach jesiennego słońca...




Czerwienie takie że za chwilę ogień
złota i ochry że tuż - tuż Sahara
a jednak chłodno
i zamiast hosanny
szelest
stąpanie
odchodzenie czasu.
Ryszard Kapuściński

Było późne, niedzielne popołudnie kiedy przyjechaliśmy do Pszczyny... Zawsze zatrzymujemy się na parkingu przy skansenie... Stamtąd idziemy w kierunku Rynku... Słońce chyliło się powoli ku zachodowi... Jego złote promienie ocieplały mury kamienic, rozbawione tańczyły po pszczyńskim Rynku, przeglądały się w jesiennych liściach, przysiadły na ławeczce przy księżnej Daisy, rozświetlały tutejszy zamek...












Mimo, że świeciło słońce, było dosyć zimno...Wstąpiliśmy do Cafe u Telemanna, która mieści się w Bramie Wybrańców pszczyńskiego zamku... Filiżanka gorącej czekolady jest idealna w taką pogodę... Zamawiamy Czekoladę z chili... Jest pyszna, idealnie aromatyczna i dzięki dodatkowi bardzo rozgrzewająca... Jest błogo, beztrosko, bajecznie... Jednak przychodzi pora na opuszczenie kawiarni... Czuć coraz bardziej chłód od parku, wilgoć w powietrzu... To znak nadciągającej mgły... Rycerz zachęca nas by wejść do zamku... Przyrzekłam mu, że zrobię to następnym razem... Dochodzi godzina 16 - ta... Czas wracać...  Mgła spowiła wszystko dookoła... Mlekiem wszystko zalała...







Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie...


poniedziałek, 27 października 2014

Złocisty uśmiech jesieni...

 
Jesień obsypuje złotem liście drzew
niebo zachodzącym słońcem urzeka
babie lato pieści jak cudowny sen
by zachwycić się uśmiechem człowieka...

A my zmęczeni trudnościami życia
wpadamy w przeróżne uzależnienia
nie potrafimy się już magią zachwycić
i uśmiechać się do piękna, bez znieczulenia...
Seneka 18




Za nami tydzień pięknej, jesiennej pogody... Z powodu mocnego przeziębienia, w tym czasie byłam uziemiona w domu... A na dodatek mój komputer był w naprawie... Szczerze się za Wami stęskniłam... Trochę potrwa zanim nadrobię wszystkie zaległości... Najważniejsze, że już jestem... Wczoraj popołudniu miałam już po wyżej uszu siedzenia w domu... Ot, po prostu  brakowało mi i to bardzo, naszych wspólnych spacerów bez celu... Musiałam pojechać do parku bo nic nie relaksuje tak dobrze jak właśnie park...



  


Nie potrafię się oprzeć spacerom po malowniczych zakątkach parku, jego alejkach, mostkach... Zawsze na drzewach wypatruję kosów, szpaków  a na stawach oczywiście kaczek... Zaskakujących przyrodniczych anomalii... Wczoraj zobaczyłam kwitnącego różanecznika i hortensję... Lubię przysiąść na jednej z licznie poustawianych ławeczek... I wtedy zachwycam się kolorami jesieni... I chociaż jest ona pełna zadumy, nostalgii i ... wspomnień, to przy tak pięknej pogodzie, miło popatrzeć na jej złocisty uśmiech...




Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę miłego, słonecznego tygodnia...
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie...