niedziela, 19 października 2014

Cafe Arka w Lanckoronie...

             




                         





Co jakiś czas odwiedzam Lanckoronę... Lubię tutaj przyjeżdżać... Miejscowość położona w malowniczym krajobrazie... Jest pełna uroku a jej czar przyciąga wielu turystów... Kto  już raz odwiedził Lanckoronę, to wie, że czas w tym miejscu jakby się  zatrzymał... Muszę się przyznać, że jedną z moich słabości jest... kawa. Oczywiście, nie piję jej z przesadą... Kiedy przyjeżdżam do Lanckorony, pierwsze co robię?  zawsze idę do Cafe Arka. Wiem, że wygląda to jak reklama  kawiarenki...  I owszem... Polecam ją każdemu spragnionemu i głodnemu... Odkąd odwiedzam Lanckoronę, zawsze podają tutaj bardzo dobrej jakości kawę... I obsługa jest przemiła i o  wysokiej kulturze osobistej...






Cafe Arka z zewnątrz wygląda jak jeden z lanckorońskich domów... Jest to zabytkowa,  bielona chata... Jestem zachwycona wystrojem  artystyczno - ludowym... Są tutaj ciekawe rzeźby, zabytkowe meble i sentymentalne drobiazgi... Prawdę mówiąc, wygląda tu jak  galerii sztuki...  Nie mogło być inaczej ponieważ Ewa i Jacek Budzowscy, właściciele Arki to cenieni plastycy w kraju i zagranicą... Szklane, nowoczesne drzwi prowadzą na zewnątrz, do kawiarnianego ogródka... To miejsce jest klimatyczne, pełne uroku... Kiedy tu jestem, rozświetlają go promienia słońca, wprowadzając niemal śródziemnomorski klimat... Z rozstawionych pergoli obficie zwisają winne grona...  Na każdym stoliku świeże kwiaty i maleńkie artystyczne cudeńka... W paprociach, na pomarańczowym kwiatku śpi Calineczka... A pod płotem?  Ewa, kusi Adama jabłkiem... Mam wrażenie, że znalazłam się w mojej ukochanej Toskanii... Zobaczcie zdjęcia, czyż jej nie przypominają? Z jedną różnicą tutejsze domy są drewniane a tam najczęściej zbudowane z kamienia...






W końcu przyszła pora na  wymarzony spacer... Wiem, że przed wyjazdem z Lanckorony, wrócę na kolejną filiżankę kawy z cynamonem i imbirem... Pragnę jeszcze zobaczyć Galerię Arka, która znajduje się poniżej, w drewnianym domu... Tutaj jest wystawiona i sprzedawana  ceramika użytkowa, dekoracyjna i wyroby artystyczne... Osądźcie sami, czy to miejsce nie jest urocze?
Moi drodzy, przez pewien czas nie będzie mnie na Waszych blogach... Jak długo, tego nie wiem... Coś dziwnego dzieje się z moim komputerem i jutro muszę go oddać do przeglądu.












Witam nowych obserwatorów mojego bloga...
Dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę szczęśliwego tygodnia i słonecznej, jesiennej pogody...
Pozdrawiam wszystkich serdecznie...


piątek, 17 października 2014

Bajkowy zamek w Mosznej...

        

                     


Niebo nad miastem w chmurach już tonie,
jakby je przykrył ktoś białym płaszczem
Skowronki dawno już odleciały
- a ja kocham Ciebie jeszcze...
W wieczór jesienny pusto za oknem,
po szybach płyną smutne łzy deszczu
Wiatr się zabawia liśćmi w kałuży
- a ja kocham Cię jeszcze...

 

Od kilku dni mamy prawdziwą jesień... Jesień jakiej nie lubię, chłodną, pochmurną i najczęściej deszczową... Nie lubię chłodu, braku słońca,  deszczu  uderzającego w okna... Nie mogę zrozumieć jak można lubić przemoknięte buty, efektem tego jest najczęściej katar, zapalenie gardła, kaszel... Nie widzę żadnej przyjemności w siedzeniu opatulona polarowym kocem, z kubkiem rozgrzewającej herbaty... Nawet dzisiaj, gdy dopadło mnie przeziębienie...  Mamy weekend i na jutro miałam takie piękne plany...




 W pierwszych dniach jesieni kolejny raz odwiedziłam zamek w Mosznej... Zawsze przyjeżdżam wiosną, kiedy kwitną azalie i rododendrony...  Tutaj,  Tym razem chciałam zobaczyć złotą, polską jesień... Zobaczyłam jedynie małe, jej elementy... Było jeszcze za wcześnie...







 Kiedy pierwszy raz zobaczyłam zamek w Mosznej byłam nim oczarowana... Wyglądał bajkowo... Może dlatego, że  ma nietypową budowę... A może z powodu mnóstwa strzelistych wież, wieżyczek? Jest zbudowany częściowo w stylu barokowym, część wschodnia w stylu neogotyckim, zachodnie zaś skrzydło w neorenesansowym... Wiem, że tutaj kipi od przeładowań i nie ma czystych stylów i dlatego wielu uważa go za kicz... Czy to jest aż takie ważne?  A gdyby jego właściciel Franz Hubert von Thiele - Wincler zbudował go nad Loarą? Przypuszczam, że doceniono by jego niecodzienny, malowniczy wygląd i elementy dekoracyjne... Dla mnie to miejsce jest wyjątkowe. Nie muszę jechać setki kilometrów aby podobne  zamki zobaczyć w Bawarii czy Francji... Zamek w Mosznej mam  niemal na wyciągnięcie ręki...






Patrzę w górę i cóż ja widzę?  Z okna wieży wygląda szkielet... Hmm, należy  do księżniczki, która wypatrywała swojego rycerza powracającego z wyprawy wojennej... Myślę, że  jest to przestroga dla panien, które czekają na królewicza z bajki? Być może...
Spacerując po parku spotkałam wiele szczęśliwych księżniczek, które znalazły już swojego ukochanego...







W Mosznej są wymarzone warunki do plenerowych sesji zdjęciowych... Dlatego bardzo licznie przyjeżdżają tutaj nowożeńcy... Park zamkowy jest dobrym miejsce na odpoczynek... Skorzystałam  i wybrałam się na krótki spacer by poszukać pierwszych oznak jesieni... I co zobaczyłam? niewiele rudości i wszędzie mnóstwo bajecznej zieloności...






Witam nowych obserwatorów mojego bloga...
Dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę miłego, słonecznego weekendu...
Pozdrawiam wszystkich serdecznie...