czwartek, 18 września 2014

Ostatnie tchnienie lata...

 
          
                     


W takt dalekiej, rytmicznej, przeciągłej muzyki,
Kołyszą mnie na słońcu złote słoneczniki.
Nie słyszę głosów ludzkich, nie widzę dna chaty,
Słyszę tylko melodię, widzę tylko kwiaty.

Pszczoły słodsze od skrzypiec, dzień słodszy od miodu,
Zwabiły mnie w sam środek wiejskiego ogrodu
I nakryty całunem złocistej ojczyzny,
Przez którą słońce sączy święte optymizmy.

Odgrodzona od świata, zamknięta wśród blasku,
Staję się własnym cieniem, co zastygł na piasku,
I umieram z nim razem pod echo muzyki,
Zabita przez ogromne, złote słoneczniki.
(Stanisław Baliński 1943)
Aż trudno uwierzyć, że są to ostatnie dni lata... W tym tygodniu pogoda u mnie jest bardzo piękna... Mam wrażenie, że jest to dopiero początek... sierpnia. Noce i poranki są bardzo przyjemne i ciepłe... A w dzień? aż trudno uwierzyć, temperatura dochodzi do 25 st.C... A co słychać w ogrodzie? Dojrzewają winogrona, pomidory, wiszą jeszcze jabłka i śliwki węgierki... Prawie wszystkie letnie kwiaty już przekwitły... Zerwałam jeszcze żółte i pomarańczowe aksamitki... I ostatnie słoneczniki. Mimo tych wszystkich wspaniałości dnia codziennego, lato przemija nieubłaganie... Hmm trudno, nadchodzi jesień i nic na to nie poradzę... Muszę się z tym pogodzić i potraktuję ją jak gościa. Otwieram dla niej drzwi...




Nie miałabym nic przeciwko jesieni, gdyby była słoneczna, złota i mieniąca się barwami... A skoro już przychodzi, to dekoruję mieszkanie jej atrybutami... Wrzos jest jej symbolem... Kupiłam już kilka sadzonek, bo jego  kolor wprowadza do domu wesoły urok...
 




Kupuję świece... Dużo świec. Pachną nieziemsko a ich światło stwarza nieziemską atmosferę... Z ogrodu przynoszę kolorowe dynie, pachnące jabłka... Z wrzosu zrobiłam jesienne wianki... Dodałam trochę mchu, kawałki kory, miechunki, jabłuszka i... powiesiłam na drzwiach. Jednak czuję w powietrzu zapach jesieni bo mój organizm domaga się ciasteczek. Wczoraj upiekłam... Częstujcie się, proszę:)








Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę miłego, słonecznego weekendu...
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie...

wtorek, 16 września 2014

Namiastka Toskanii w Ogrodach Kapias...GOCZAŁKOWICE



                     
Piękno jest wszędzie...
Gdziekolwiek zwrócisz oczy...
Eric- Emmanuel Schmitt





W sobotnim programie "Rok w ogrodzie" telewidzowie zostali zaproszeni do Goczałkowic Zdroju... Pani Kasia Kapias prezentowała Zaułek śródziemnomorski i Włoskie patio... Od razu chciałam tam pojechać i na własne oczy zobaczyć jak to wszystko wygląda... Niestety, było pochmurno i padał deszcz... Gdy w niedzielę po porannych deszczach około południa pogoda poprawiła się i wyszło słońce, natychmiast  podejmujemy szybką decyzję... Jedziemy do Goczałkowic... Znam te Ogrody ale wspomnianych kącików nie widziałam... O Ogrodzie pisałam TUTAJ,  TUTAJ,



Zaułek śródziemnomorski wyglądał przeuroczo... I chcociaż zbliża się już jesień w powietrzu unosił się słodki zapach obficie kwitnącej lawendy... Na długiej ceglanej ścianie w otworach okiennych umieszczono obrazy ukazujące charakterystyczne prowansalskie krajobrazy... Pola lawendowe, magiczną aurę  przyrody... Bardzo obrazowo ukazano elementy tamtejszego pejzażu a wszystko zostało utrzymane w łagodnym fiolecie, żółciach i beżach... Przy murze ustawiono ławeczki i granatowe, duże donice z ziołami...


Stąd tylko krok do Włoskiego patio... Otwarte zielone drzwi zapraszają do środka...






Od pierwszego wejrzenia zakochałam się w tym wnętrzu... Mam przed sobą zjawiskowy, mikroskopijny toskański ogródek zalany słońcem i aromatem wonnych ziół... Na środku atrium stoi studnia, wprawdzie nie zabytkowa ale jednak główny element toskańskiego patio... W licznych donicach rośnie tymianek, rozmaryn, oregano, lawenda, szałwia... 






To miejsce budzi mój zachwyt... Powiem szczerze, że przez cały czas czułam się jakbym była z powrotem w Toskanii, z której wspomnienia przechowuję głęboko w sercu... W gorącym słońcu suszy się bielizna... Brakuje jedynie wygrzewające się kota na parapecie... Blask słońca dosłownie mnie oślepia... Jego promienia  ślizgają się po ścianach patio... I to właśnie z tego powodu trudno zrobić ogólne zdjęcie całego pomieszczenia...





W większości posadzono rośliny sezonowe... Prawdziwą ozdobą jest biała psianka jaśminowa, czerwone pelargonie, żeniszki meksykańskie, heliotropy peruwiańskie, agawy, fioletowe ostróżki, lawendy... Ważnym elementem są wysmukłe cyprysy i donice; są terakotowe rodem z Toskanii i te gliniane  charakterystyczne dla krajów Południa... Do dyspozycji gości są stoliki z kolorowymi krzesełkami...  Przypuszczam, że rudawe drzwi z zieloną pergolą na którą się wspina glicynia, prowadzą bezpośrednio do ogrodu...tajemniczego ogrodu.  Od południowej strony stoi dom z niebieskimi, wąskimi okiennicami i szerokimi drzwiami... A u góry?  niewielki balonik z kutego żelaza...





Jeszcze na moment zatrzymuję się w patio... Przyznaję, jest ono pięknie urządzone... To miejsce każdemu przypomni Toskanię... Myślę, że nie tylko ja tak mam... Chyba każdy kto chociaż raz  odwiedzi Toskanię to nigdy jej nie zapomni i zawsze będzie tęsknił i wszędzie jej poszukiwał...

Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę miłego, słonecznego tygodnia...
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie...