poniedziałek, 19 stycznia 2015

Pałac Falkenlust - Niemcy




                              



W piękny, lipcowy dzień dotarliśmy do niewielkiej miejscowości Brühl oddalonej około 15 km od Kolonii... Tutaj znajdują się dwa obiekty z Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO; Augustusburg i Falkenlust... Na skraju romantycznego, angielskiego parku znajduje się letni pałac myśliwski - Falkenlust... Clemens August Wittelsbach zlecił jego budowę ze względu na piękne otoczenie i doskonałe warunki dla sokolnictwa, które było jego ogromną pasją...









Szeroka aleja parkowa doprowadziła mnie do ogrodzenia pałacowego... Zwieńczenie bramy wejściowej na dziedziniec zdobi złota tarcza z monogramem Clemensa Augusta... Przede mną jeden z najpiękniejszych pałaców w stylu rokoko... Jest to budowla bardzo elegancja, dwukondygnacyjna... Kondygnacje oddziela od siebie wąski, przyciemniony gzyms... Fasada pałacu ozdobiona jest białymi lizenami, pozostałe części są w popielatym kolorze...  Główne wejście do pałacu, zlokalizowane jest w centralnej części elewacji... Po obu stronach wejścia są wypukle lica obramowane dwoma pilasterami... U góry, nad wejściem jest niewielki, kuty balkonik... A na dachu urządzono taras widokowy, który umożliwiał obserwację polowań z sokołami... Pałac powstał wg planów de Cuvilliés'a... Od pierwszej chwili widać, że architekt stworzył bardzo cenne dzieło...







Któż to był Clemens August Wittelsbach? Był synem elektora Maxa Emanuela z Bawarii  i  Teresy Kunegundy, córki Jana III Sobieskiego... Od najmłodszych lat przeznaczony do  kariery duchownej... Mając zaledwie 23 lata zostaje arcybiskupem Kolonii... Kilka lat później zostaje Wielkim Mistrzem Krzyżackim... Tak, takiego zakonu krzyżackiego jaki był w Polsce... Jak pewnie pamiętamy, zakon krzyżacki nigdy nie został rozwiązany przez papieży... Clemens August opływa w luksusie... Kocha  przepych, dlatego  nazywany jest Księciem Rokoko... W Bonn utrzymuje ogromny dwór ponieważ tutaj najczęściej rezyduje... Buduje wiele wspaniałych rezydencji i pałaców... Trwoni ogromne sumy pieniędzy na: wyszukane stroje, polowania, zabawy i oczywiście metresy...




Wnętrze oszałamia i... zaskakuje. Pierwszy raz widzę taki pałac myśliwski... Zero poroży, wszelkiego rodzaju trofeów, wypchanych zwierząt... Na parterze znajduje się przepiękny, owalny salon... Przepych ale i lekkość zdobień, złoceń, sztukaterii zapiera dech w piersiach... Trochę dziwnie się tutaj czuję... Mam wrażenie, że znalazłam się w kokieteryjnym, frywolnym, bardzo zacisznym miejscu... Wygląda to na ustronny dom przyjemności, schadzek typowy " maison de plaisence"... Jestem sam na sam z Erykiem... Och, nie... Dyskretnie obserwuje nas pani. W pałacu jest zakaz filmowania i robienia zdjęć... Piękna klatka schodowa prowadzi nas na piętro... Jest ozdobiona niebieskimi kaflami z Holandii...W jadalni, ściany ozdobione są czarną laką a nad lustrem znajduje się portret arcybiskupa... W komnatach znajdują się liczne lustra i bogate zdobienia... Wszędzie przepych i luksus...





Na dziedzińcu ustawiono donice z agapantem afrykańskim oraz z niewielkimi kulistymi drzewkami... Po obu stronach znajdują się oficyny... W jednej znajduje się sklepik z upominkami, książkami i pocztówkami... Oferta pocztówek Falkenlust zewnątrz bardzo bogata ale wnętrza uboga i zła jakościowa...Dlatego tylko trzy zakupiłam... W drugiej oficynie znajduje się małe muzeum sokolnictwa... Możemy tutaj zobaczyć różne gatunki ptaków sokolniczych, kaptury, pęta, werbliki, przedłużacze, wabidła, dzwoneczki, obrazy ukazujące polowania, postaci sokolników... A po oglądnięciu sokolniczych eksponatów opuszczamy pałac Falkenlust... Idziemy do kolejnego pałacu.







Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę miłego tygodnia...
Pozdrawiam wszystkich serdecznie...


sobota, 17 stycznia 2015

Samotna...


 Zaiste, chciałoby się powiedzieć, że ludzie są diabłami na ziemi, a zwierzęta dręczonymi przez nich duszami...
Arthur Schopenhauer 








Wstałam rano, spojrzałam przez okno... Stała samotna, rozglądała się nerwowo... Pobiegłam na piętro... Z góry doskonale widziałam całą łąkę... Nie dostrzegłam drugiej sarenki... Na nic zdały się tłumaczenia Eryka... Na pewno jej nie zauważyłaś... Jest płowa jak zeschnięte, wysokie trawy i gałęzie... Wiedziałam swoje... Sarenki kilka dni temu wyprowadziły się do lasu a przecież jest jeszcze czas polowań... Popłynęły mi łzy... Sarenka została sama...  Podeszła blisko ogrodzenia... Łapczywie zjadła jabłka przeznaczone dla kosów... Najpierw z tacek a potem z suchej trawy wyjadała kukurydzę i pszenicę przeznaczoną dla bażantów... Musiała być bardzo głodna bo podeszła do świerków i obgryzała ich gałązki... Mam cichą nadzieję, że wróci jutro... Na nic wszystkie zakazy... Czekają na nią pachnące jabłka, marchewki, kukurydza i pszenica... Niech tylko wróci...







Musiałam odreagować... Wyszłam na chwilę do Małego Lasku... Pojawiły się bazie, pierwsze zwiastuny wiosny... Ptaki śpiewały jakby trwała wiosna... Z każdą minutą było coraz cieplej... W południe było już + 15 st.C. Zerwałam kilka gałązek forsycji... W domu rozkwitną za kilka dni...


A w domu? Zniknęły kolorowe dekoracje świąteczne... Szkoda mi było się z nimi rozstawać bo zobaczę je dopiero za jedenaście miesięcy... W domu zrobiło się jakoś pusto i ...smutno. Brakuje mi  choinkowej zieleni...  Na ogrodowe, wiosenne kwiaty przyjdzie nam jeszcze sporo poczekać... Pojechałam do miasta... Kupiłam prymulki, wrzośca, hiacynty, drobniutkie dzwonki (Campanule). Chociaż troszeczkę wypełniłam pustkę... Usiadłam w fotelu i  cieszyłam się z tej odrobiny... wiosny. A kieliszek Limoncello też pasuje... kolorystycznie.





Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę miłego weekendu...
Pozdrawiam wszystkich serdecznie...