niedziela, 24 maja 2015

Desești, cerkiew św. Paraskewy - Rumunia




Maramuresz  od  pierwszej  chwili  mnie  oczarował...  Jest  górzysty,  bardzo  piękny,  położony  w  sercu  Karpat...  Przez  wieki  izolowany  od  świata...  Teraz  myślę,  że "dzięki  temu"  nic  się  tutaj  nie  zmieniło  w  architekturze,  w  obyczajach  i   przywiązaniu  do  tradycji...  Rumuńskie miasteczka i wsie pełne są sielskiego klimatu i słyną z unikatowej architektury drewnianej... Lubię taką architekturę. Smuci mnie, że z każdym rokiem jest jej coraz mniej... W wielu rumuńskich wioskach byłam przekonana, że  znajduję się w malowniczym skansenie... W każdej, mogłam zobaczyć drewnianą cerkiewkę o niezwykłej formie... I chociaż widziałam już kilka, to za każdym razem wprawiały mnie w zdumienie bardzo strzeliste wieże... Pewnego dnia dotarłam  do małej wioski  Desești....





 Z  głównej  szosy,  bitą  drogą  kieruję  się  ku  szczytowi  wzgórza...  Z  daleka  dostrzegam  sylwetkę  drewnianej  cerkwi...  Najczęściej  budowle  te,  stawiane  są  w  godnym  miejscu,  wszak to  Dom  Pana...   Jestem  zaskoczona, że znajduje się w sadzie owocowym... Podchodzę do kamiennych, trochę chybotliwych schodów... Prowadzą w górę, aż do cerkwi... Na szczycie wzgórza znajduje  się  piękny,  rozległy,  stary  wiejski  cmentarz...  Nigdy  nie  spotkałam  się  z  tak  dużą  ilością  drzew owocowych...  Czyżby  tutaj  w  dalszym  ciągu  przetrwała  symboliczna  funkcja  roślinności  cmentarnej?  W  dawnych  ludowych  wierzeniach  dusza  zmarłego  wcielała  się  nagrobną  roślinność...  Najczęściej  były  to  drzewa  owocowe... Stąd zmarłych grzebano w sadach... Podchodzę bliżej... Z podziwem patrzę  na cerkiew wpisaną na Listę UNESCO...





Na cmentarzu zauważyłam bardzo charakterystyczne krzyże, przypominające celtyckie... Wpisane  w okrąg, półkole i zakończone jakby zębami piły... Drewnianą cerkiew św. Paraskewy  zbudowano na miejscu  poprzednich cerkwi... Tamte, zostały zniszczone przez najazdy tatarskie i tureckie... Nie jest znana dokładna  data budowy cerkwi... Przypuszczalnie przypada ona na 1770 rok... Zbudowana na  fundamentach z kamienia rzecznego. Ściany są z grubych bali dębowych... Wysoki i ciężki dach pokryty jest gontem... Z bliska przyglądam się niemal podniebnej wieży... Wyglądem przypomina gotycką... Drzwi wejściowe do cerkwi znajdują się w zachodniej elewacji... Okna. Czy można te niewielkie otwory nazwać oknami? Myślę, że ze względów bezpieczeństwa są takie maleńkie... W pierwszej chwili miłe zaskoczenie. Cerkiew jest otwarta... Jak się okazuje czynione są przygotowania do ceremonii pogrzebowej... 


Święta Paraskewa... Prawdę powiedziawszy pierwszy raz usłyszałam o takiej świętej... Kim była, kiedy żyła, tych wszystkich informacji dowiedziałam się z Internetu w drodze do  Desești... Urodziła się w XI wieku w Serbii... Była mniszką kościoła prawosławnego... Po śmierci rodziców udała się do Ziemi Świętej...  Przez wiele lat prowadziła życie samotne, eremickie... Kiedy zmarła w wieku 27 lat, jej ciało zostało pochowane w rodzinnej wiosce... Nad grobem dochodziło do licznych uzdrowień... Po wielu latach nienaruszone ciało przeniesiono do cerkwi... Przez wieki, by jej relikwie nie zostały przez Turków zbezczeszczone, przenoszono z cerkwi do cerkwi..... W końcu spoczęły na ziemi rumuńskiej... Wędrówkę relikwii porównano do ucieczki Słowian przed niewiernymi ze wschodu...





Wewnątrz wszystkie ściany, sklepienia pokryte są freskami określanymi mianem sztuki naiwnej... Ikonostas czyli ściana z ikonami, oddzielała miejsce ołtarzowe czyli prezbiterium od nawy (naos) w której przebywają wierni... Tutaj jest dosyć skromna...  Dwie ikony przy carskich wrotach to; Dziewica z Dzieciątkiem i Pantokrator... Najważniejszym tematem fresków jest: Sąd Ostateczny, Zmartwychwstanie... Na ścianach nawy są sceny ze Starego i Nowego Testamentu... Sceny z Księgi Rodzajów, Cuda czynione przez Jezusa... Ikony przyozdobione wyszywanymi kolorowymi szalami... Podobnie na bławacie chorągwi procesyjnej  jest  wyszywany wizerunek Matki Bożej, Jezusa Chrystusa... W tej cerkwi babiniec ( miejsce dla kobiet) znajduje się nad przedsionkiem... Wchodzę schodami... Freski mam niemal na wyciągnięcie ręki... Mogę się im dokładnie przyjrzeć... Są wyraziste i w swej prostocie bardzo piękne...





Muszę opuścić cerkiew...  Zbliżają się żałobnicy... Na zewnątrz czeka na mnie milusiński szczeniak... Jest słodki, od razu  podbił moje serce... Towarzyszył mi już od głównej drogi... Chętnie bym go z sobą  zabrała... Niestety, nie jest to możliwe... Przyszedł czas by opuścić Desești i cerkiew św. Paraskewy...





środa, 20 maja 2015

Spacer po zielonych łąkach Walii


Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy,
Starość u kresu dnia niech płonie, krwawi;
Buntuj się, buntuj, gdy światło się mroczy.

Mędrcy, choć wiedzą, że ciemność w nich wkroczy -
Bo nie  rozszczepią słowami błyskawic -
Nie wchodzą cicho do tej dobrej nocy.

Cnotliwi, płacząc kiedy ich otoczy
Wspomnienie czynów w kruchym wieńcu sławy,
Niech się buntują, gdy światło się mroczy.
(Dylan Thomas)



Przez cały dzień pogoda była deszczowa, burzowa... Jedynie na moment na niebie pojawiało się słońce... Taki dzień, przywołał moje wspomnienia z Walii, krainy często spowitej chmurami... Krainy niezwykle pięknej, niemal baśniowej, trochę dzikiej... Walia zachwyciła mnie surowymi krajobrazami...  Mimo  tych surowości jest niezwykle malownicza... Spacer po walijskich łąkach, wzgórzach, lasach, gdzie wokół otacza nas mnóstwo zieleni to prawdziwa przyjemność... Trawy i często spotykane mchy mają bardzo soczystą zieleń, wprost nienaturalną...






Na wybrzeżu wszędzie rośnie kolcolist zachodni... Pięknie, kojąco pachnie; macierzanką, miodem... Kwitnie na żółto... Bardzo przypomina żarnowiec miotlasty rosnący u nas w lasach i na nieużytkach piaszczystych... A samo wybrzeże walijskie jest niezwykle urzekające i tajemnicze... Jakże cudownie jest przysiąść na ławeczce i podziwiać zjawisko odpływów i przypływów... Przyznaję, dla mnie to duża atrakcja... Podoba mi się Walia ale... jak dla mnie jest zbyt dużo deszczu, wilgoci i bardzo wietrznie...