środa, 22 lipca 2015

Skansen Wsi Radomskiej w Radomiu







Piętrząc się nad ugorów chętną mu równiną,
Wiatrak, na wszystkie wokół odsłonięty światy,
Poskrzypuje drewnianą w tańcu krynolina,
A na trawę, jak diabeł, miota się rogaty.

Wędrowcze, w jednym miejscu zatkwiony kosturem,
Co znaczą twoje wstrząsy i nagłe podrygi?
Komu kłaniasz się wokół dębowym kapturem?
Z kim tak trafnie rozmawiasz na migi i śmigi?

W co wierzysz? Kogo widziesz nad sobą w lazurze?
Gdybyś się uczłowieczył - jakie miałbyś lica?
Co za stwór się zataił w tej sękatej skórze?
czym jesteś, oglądany przez duchy z księżyca?
Wiatrak          - Bolesław Leśmian










Lubię odwiedzać skanseny ze względu na ich sielskość,  urok  i klimat... Dla mnie są miejscem szczególnym... Tutaj powracam do przeszłości i tutaj po całym tygodniu regeneruję siły...  I mimo, że tegoroczne lato obdarza nas wysokimi temperaturami to w  w sobotę  pojechałam do Radomia by poznać Muzeum Wsi Radomskiej... Spacer piaszczystymi ścieżkami wśród złotych łanów zbóż i cienistych drzew był  prawdziwą frajdą...






Na obrzeżach Radomia w 1977 roku  zaczęto gromadzić zabytki architektury drewnianej... Tutaj powstawało Muzeum Wsi Radomskiej...  Na 30 ha terenie wśród drzew postawiono chaty, dworki, wiatraki, spichlerz, kościół, dzwonnicę, gołębnik, stodoły... Skansen nie jest duży w porównaniu z tymi; w Tokarni, Sanoku czy Nowym Sączu... Jest  bardzo interesujący i również odtwarza kulturę, historię i sztukę etnograficzną tamtych czasów... Skansen przesycony jest naturalnym pięknem, spokojem, ciszą... Cisza  jest jednak miło zakłócana; gdakaniem kur, pianiem koguta, gęganiem gęsi, beczeniem owiec...







Spacerując po skansenie zachwyciło mnie tętniące życie... To była żywa wieś... Koszono pobliskie łąki, pachniało suszonym sianem, w zagonach ziemniaków dokonywano pielenia chwastów, w  zagrodzie karmiono  kury, gęsi, oporządzano oborę... W skansenie zgromadzono ponad 80 obiektów i około 16 tys. eksponatów ruchomych... Możemy zobaczyć pojazdy, maszyny rolnicze, sztukę ludową, tkaniny... Przez skansen przepływa rzeka Kosówka  a w centralnym miejscu jest duży staw pokryty rzęsą... Brzegi stawu porasta niewielka roślinność i piękne, wysmukłe wierzbówki...






Warto poznać zgromadzone eksponaty skansenie  w Radomiu... Tutaj poznamy życie dawnych mieszkańców wsi radomskiej... Jak już wcześniej wspominałam jest to urzekające miejsce, któremu poświęcę jeden a może dwa posty... Warto tutaj przyjechać bo muzeum na wolnym powietrzu jest doskonałą formą spędzenia wolnego czasu...







Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Pozdrawiam wszystkich serdecznie...


niedziela, 19 lipca 2015

Kończy się lawendowy szał












Lawenda, to zapach letniego wieczoru,
z powiewami wiatru tańczy po ogrodzie,
w sąsiedztwie goryczka, szarosrebrny piołun,
wiesiołek, co tylko o zmierzchu przychodzi.

Po upalnych nocach miłością pisanych
zanurzymy zmysły w fioletowej ciszy,
czar nieśmiałych kwiatów sprawi, że nad ranem
wyszeptane słowa na pewno usłyszysz.

Uwiłam bukiecik, na zimę zasuszę
pośród zawieruch garstkę letnich wspomnień,
odnajdziemy w sobie żar czerwcowych wzruszeń,
gdy ci przygotuję lawendową kąpiel.  










Wczorajsza sobota była taka, jaka powinna być w lipcu... Słoneczna i bardzo upalna... Taka, jaką  lubię...  W tym dniu nie mogłam sobie pozwolić na leniuchowanie...  Pierwsze co zrobiłam, to obchód po ogrodzie... Miałam w nim dość duże zaległości... Na sobotę zaplanowałam sporo przeróżnych prac więc od wczesnego rana zabrałam się ostro do pracy...

Wypieliłam grządki, zasiałam kolejny już raz fasolkę szparagową i groszek cukrowy... W końcu,  zabrałam się za lawendę... Zaczyna przekwitać i nie wygląda już tak efektownie...  Na dzisiejszy dzień zapowiadany jest deszcz i burze więc musiałam się pospieszyć z jej zbiorem...










Zerwałam do ususzenia pełny koszyk lawendy ...  Jest świetna jako dodatek do kąpieli... Działa odprężająco i poprawia jakość snu... Kolejne pęczki lawendy przeznaczyłam na syrop lawendowy... Jest doskonały do deserów, napojów orzeźwiających, herbaty... Obrywanie drobniutkich kwiatuszków to syzyfowa praca... Byłam bardzo wdzięczna Erykowi, że oderwał się od swojej pracy i pomógł mi w tym żmudnym zajęciu... Zrobiłam kilka słoiczków cukru lawendowego... Kwiatuszki lawendy przesypałam cukrem... Jest wspaniały do szarlotki, herbaty... Eryk używa go również do kawy... Zrobiłam na kominek wianek lawendowy bo poprzedni już  zdezaktualizował się...






Miałam jeszcze zrobić likier lawendowy ale zabrakło mi już czasu, ponieważ w międzyczasie upiekłam  szarlotkę z cukrem lawendowym...  Chodząc po ogrodzie nazbierałam sporo spadów jabłek papierówek... Tegoroczne lato obdarzy nas mnóstwem owoców... Na drzewach jest bardzo dużo brzoskwiń, mirabelek, jabłek, gruszek... Lato i jesień będzie obfitować w owoce...










Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła kilkudziesięciu zdjęć i nie podzieliła się z Wami... Może to już ostatnie, letnie  zdjęcia? Od czasu do czasu przedstawiam fragmentarycznie mój ogród... To moja ogromna pasja na którą mamy coraz mniej czasu... z powodu nornic, ślimaków, turkucia podjadka.  Kto ma w swoim ogrodzie te stworzenia to wie o czym piszę... To prawdziwa zmora... W naszym przypadku do ich likwidacji  nie wchodzi użycie środków chemicznych ze względu na ptactwo i pieska Bellusię...







Bardzo realnie myślimy, że to jest ostatni rok naszego ogrodu... Warzywnik  i ogródek ziołowy zostaną przekopane i zasiane jakimś poplonem a potem zarosną trawą... Mamy nadzieję, że w takim przypadku te wszystkie  stworzenia opuszczą nasz ogród... I wtedy za dwa, trzy lata będziemy ogród  od nowa zakładać...





Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę miłej niedzieli i szczęśliwego tygodnia...
Pozdrawiam wszystkich serdecznie...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...