wtorek, 4 sierpnia 2015

Drewniany kościół św. Leonarda - Lipnica Murowana






Lipnica Murowana nie jest dla mnie  miejscem nowym... Trzy lata temu byłam tutaj w czasie Niedzieli Palmowej... Mnóstwo  ludzi przyjechało podziwiać słynne palmy wielkanocne...  Już wtedy wiedziałam, że wrócę tu wcześniej czy później... 

Ta niewielka wieś  była kiedyś miastem... Na początku XX wieku utraciła prawa miejskie... Wioska może poszczyć się trzema niezwykle cennymi, zabytkami sakralnymi... Jeden z nich to  kościół św. Leonarda,  perła średniowiecznej architektury wpisany na Listę Światowego dziedzictwa UNESCO...
Świątynia znajdowała się na miejscowym cmentarzu i dlatego uniknęła przeróbek... W 1997 roku o mało nie zniszczyła jej powódź... Woda sięgała powyżej sobót, w każdej chwili woda mogła go porwać i dlatego został przywiązany do starego dębu... 












Jestem wielka miłośniczką wszelakiej architektury drewnianej... Lubię to... I nigdy nie jest mi dosyć takich miejsc... Z dawnej drewnianej wsi niewiele pozostało do  czasów nam współczesnych... Z naszego krajobrazu znikały chaty kryte strzechą... Jedynie skanseny pokazują nam obraz wsi sprzed lat... Na wsiach w pewnych regionach Polski, wyjątkowym zjawiskiem są drewniane kościółki... To prawdziwe perełki... Są przeważnie małe, stoją zazwyczaj w niewielkich miejscowościach i mają po kilkaset lat... 

Jak głosi tradycja, kościół św. Leonarda zbudowany był w II poł. XV wieku na miejscu pogańskiej gontyny... Położony nad niewielką rzeczką Uszwicą... Kościółek wzniesiono z drewna modrzewiowego... Zaś pierwsza belka posadowiona na kamiennym fundamencie jest z wytrzymałego drewna dębowego, jako najbardziej narażona na wilgoć...








Przekraczając progi świątyni ogarnął mnie przyjemny zapach palonych, woskowych świec, mirry, starego, nasączonego żywicą drewna... Wnętrze zachwyciło mnie już od pierwszego spojrzenia... Składa się z nawy i węższego od niej, prezbiterium... Aż trudno uwierzyć, że kilkakrotnie odnawiany bez żadnych zmian w architekturze dotrwał do naszych czasów jako świątynia gotycka... To wnętrze jest bardzo piękne bo zdobi go cenna polichromia..,

Najstarsza dekoracja stropów została wykonana w XV na pocz. XVI wieku... Malowidła ścian prezbiterium pochodzą z XVII wieku... Z podziwem oglądam; Sąd Ostateczny, Ostatnią Wieczerzę, Ukrzyżowanie i cykl ze scenami Męki Pańskiej... Polichromia pokrywa ściany, sufity oraz część wyposażenia...






Świątynię zdobiły trzy gotyckie ołtarze... Niestety, zostały skradzione, ale szczęśliwie odzyskane... Dla bezpieczeństwa przekazano je do Muzeum Diecezjalnego w Tarnowie... Oglądałam oryginały, są bardzo piękne a wykonano je około 1500 roku... Bardzo żałuję, że w tym muzeum nie można robić zdjęć... Podobno czynione są starania o  odzyskanie tryptyków... W lipnickim kościele umieszczono urzekające kolorami kopie, wykonane przez miejscowego artystę...






W świątyni zwróciłam uwagę na grupę Ukrzyżowania na belce tęczowej... Jest gotycki krucyfiks i barokowe rzeźby Matki Bożej i św. Jana... Weszłam za ołtarz główny, gdzie znajduje się podtrzymujący go tzw. Słup Światowida... To wielkie szczęście, że przetrwał... Tradycja głosi, że benedyktyni, którzy przynieśli na tereny nową wiarę, uczynili z niego krzyż, który był znakiem chrześcijańskiej religii... Polichromowana jest również przepiękna ambona z postaciami Ewangelistów...  Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie na stary, drewniany kościółek św. Leonarda i... wracamy do domu.



niedziela, 2 sierpnia 2015

Spacer po Kopenhadze







Istnieją ludzie, w których towarzystwie człowiek czuje się lepiej, 
wszystko, co gorzkie przemija, a świat rozpromienia słońce.

(Hans Christian Andersen)







Z Gedser gdzie cumował prom z Rostocku mieliśmy jeszcze do przejechania 154 km... Około   10 -tej   dotarliśmy  do   Kopenhagi,  stolicy   Królestwa   Danii... Byliśmy dosyć zmęczeni i na dodatek bardzo głodni i  spragnieni mocnej kawy...  Udaliśmy  się  w  kierunku  Nyhavn...

Cóż  to  jest  Nyhavn ? Wg  mnie,  najbardziej  urokliwe i najbardziej fotogeniczne miejsce  w Kopenhadze... Nyhavn w  tłumaczeniu  to Nowy  Port... Ten kanał  portowy ma w nazwie Nowy, a jednak powstał   w  latach  1671 -1673 z  inicjatywy  króla  Christiana  V. 

Od pierwszej chwili urzekło mnie to miejsce kiedy zobaczyłam je w promieniach słońca... W którąkolwiek stronę skierowałam swoje kroki, spotykałam coś ciekawego...  Nad  brzegiem kanału  zacumowane są liczne łodzie, statki i barki...  Wzdłuż nabrzeża  stoją   niewielkie  i  bardzo   kolorowe   kamieniczki z XVII i XVIII wieku... Mieszczą się   w  nich liczne puby, kawiarnie i restauracje... 

W  sezonie letnim dodatkowe stoliki wystawiane są na zewnątrz... Mimo to trudno znaleźć miejsce... Zamawiamy kawę, pajdę pysznego chleba z masłem, miód i konfiturę  oraz croissanta... Jedzenie niewyszukane ale bardzo smakowite...  Posileni wyruszamy na spacer po mieście...









Powoli dochodzimy do najpiękniejszego placu przy którym mieści się Amalienborg, oficjalna rezydencja rodziny królewskiej od 1794 roku... Zespół pałacowy składa się z czterech przepięknych,  rokokowych, bardzo okazałych budowli zbudowanych wokół ośmiokątnego placu... Na jego środku stoi konny pomnik   Fryderyka V.  Króla przedstawiono w stroju cesarza rzymskiego...







W pobliżu Amalienborg znajduje się Frederiks Kirke, kościół Fryderyka zwany Kościołem Marmurowym zbudowany w stylu barokowo-eklektycznym...  Moją uwagę przykuła charakterystyczna zielona kopuła wzorowana na watykańskiej bazylice św. Piotra... Nie mogło być inaczej, poznałam wnętrze świątyni... Z każdą chwilą coraz bardziej podobała mi się Kopenhaga... Miała   tak wiele do zaoferowania... A ja miałam tak mało czasu na to miasto... Niecałe dwa dni... Jest kilka muzeów, które chciałabym zobaczyć... Niestety, odwiedziłam tylko Muzeum Narodowe i Galerię Narodową... Brak czasu nie pozwalał  na więcej... Zwiedzanie było gratis... Kopenhaga to miasto parków, zieleni, fontann, kwiatów...







København  (Kopenhaga) - pierwotnie Købmændenes havn, czyli port kupców, nazwę tę nosi miasto nie przypadkiem... Bogaciło się z handlu  śledziami... Tuż obok kopenhaskiego portu dumnie i niedostępnie wznosi się Zamek Christiansborg... Potężna budowla przypomina jak rozpoczęło się wznoszenie stolicy Danii... W XII wieku zostało założone miasto a w XV wieku Kopenhaga została stolicą... Stary zamek niemal w fanatyczny sposób bronił portu...

Pora wyruszyć na nabrzeże portowe i poznać symbol Kopenhagi, słynną Małą Syrenkę... Spacer nadmorską promenadą Langelinie należy do bardzo przyjemnych... Już z daleka widzę duże skupisko ludzi... Domyślam się, że to właśnie tam jest  słynna rzeźba... Mała Syrenka siedzi na granitowym głazie i patrzy w kierunku bardzo ruchliwego portu Europy Północnej... Andersenowska Mała Syrenka stała się inspiracją dla duńskiego rzeźbiarza Edvarda Eriksena... Rzeźba jest faktycznie bardzo piękna i niemal każdy kto odwiedzi Kopenhagę pragnie ją zobaczyć... Ja również...








Spacerując już kilka godzin po mieście w letni, słoneczny dzień, wdychając morskie powietrze, zaczyna nam burczeć w brzuchu... Nasze podniebienia mają ochotę na bogato przybraną kanapkę tzw. smørrebrød... Szkoda, że nie znamy duńskiego... Zamiast kanapki zamówiliśmy coś innego ale bardzo smacznego... Posileni idziemy zobaczyć słynną fontannę Gefiony, kościół anglikański św.Albana, Cytadelę...








Miasto tętni życiem... My jednak powoli kończymy nasz wielogodzinny spacer... Czas odpocząć, jutro też jest dzień na poznawanie Kopenhagi...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...