środa, 16 września 2026

Bukiety sierpniowe

 







Budząc się rano pomyśl, jaki to wspaniały skarb żyć,
oddychać i móc się radować.

(Marek Aureliusz) 












Sierpień przeleciał tak szybko, że nie wiadomo kiedy, zrobił się wrzesień... Przypuszczam, że to uczucie  towarzyszy chyba  każdemu pod koniec lata... Słoneczne, długie dni nagle uciekają, wieczory robią się chłodniejsze i nagle budzę się w innej rzeczywistości... Krystaliczna rosa na trawie, nie pozostawia złudzeń, że lada moment nadejdzie nostalgiczna jesień...

Skoro już pożegnałam sierpień, to najwyższa pora na sierpniowe bukiety... Kwiaty kwitnące na późne lato to prawdziwa ozdoba ogrodu... Mnogość przepięknych barw cieszy oczy... Dzięki obfitości kwiatów w ogrodzie, mogę z nich tworzyć bukiety... To daje mi ogromną przyjemność, satysfakcję  i pozwala przenieść piękno natury prosto do domu...

Do moich sierpniowych bukietów wykorzystywałam cynie, które bardzo często nazywane są jakobinkami... Uwielbiam je i  każdego roku wysiewam je wiosną w ogrodzie... Są wyjątkowo dekoracyjne  i radosne, zachwycają bogactwem barw i przede wszystkim bardzo długim kwitnieniem... I chociaż wyglądają imponująco nie mają wygórowanych wymagań... Na początku sierpnia kwitły niektóre odmiany lilii i zrobiły i wypełniały wnętrze domu intensywnym zapachem...

Do swoich bukietów zrywałam dzielżany, złocień marunę,  kosmosy, kalie, jeżówki, które są bardzo dekoracyjne, długo zachowują świeżość... Doskonałym i niezwykle puszystym wypełniaczem jest nawłoć... Ona nadaje bukietowi sielskiego klimatu i piękną, żółtą barwę... Wykorzystałam też makówki i kwiaty dzikiej marchwi, która nazywana jest  koronką królowej Anny... Ta nazwa wywodzi się z krajów anglosaskich (ang. Queen Anne's lace). Istnieje wiele anegdot, skąd wzięła się nazwa... Być może przypominała koronkowy kołnierz lub nakrycie głowy królowej Anny Stuart... W wazonach nie mogło zabraknąć moich ulubionych chryzantem, goździków  i róż... 


Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę pięknych, słonecznych dni...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...



Bosa - Kościół Matki Bożej Różańcowej

 







Człowiek nigdzie naprawdę nie był, póki nie wróci do domu.

(Terry Pratchett)






Nie wiem jak dla Was ale dla mnie wspomnienia są ważniejsze od rzeczy... Jednak wspomnienia w mojej głowie zacierają się z biegiem czasu... Często potrzebują jedynie odpowiedniego bodźca, aby znów  stały się wyraźne.... W moim przypadku zdjęcia bardzo dobrze chronią je przed zapomnieniem... Śmiało mogę powiedzieć, że jestem maniaczką robienia zdjęć, więc u mnie jest ich mnóstwo... Lada moment braknie mi miejsca na dysku w komputerze i dlatego dzisiaj post wspomnieniowy...

Spacerowałam główną arterią miasta - Corso  Vitorio Emanuele II   mniej więcej w pośrodku, znajdował się  Kościół Matki Bożej Różańcowej (Nostra Signora del Rosario)... To jedna z dziesięciu świątyń wybudowanych przez stulecia w tym niewielkim miasteczku... Choć według mnie nie jest to wcale odległy czas, to na chwilę obecną nie jest znana dokładna data jej budowy... Prawdopodobnie w XIX wieku wybudowano ją  na miejscu starszego kościoła...

Świątynia zbudowana jest z różowego trachytu... Fasada  została podzielona na dwie części... Dolna, ujęta wąskimi pilastrami i wzniesiona na wysuniętym cokole, otwiera się na portal łukowy, zwieńczony pękniętym tympanonem, pośrodku którego  płaskorzeźbiony wizerunek Matki Bożej z Dzieciątkiem...

Górna część fasady - barokowa... Dwa płaskie pilastry z jońskimi kapitelami, dzielą ją na trzy lustra... W środkowym łukowe okno, zwieńczone masywnym zegarem publicznym, ustawionym w 1875 roku... Nad zegarem wznosi się smukły szczyt z dzwonem...

Bardzo mi się podobała tamtejsza reguła Kościoła... Świątynie muszą być otwarte by każdy, kto pragnie spotkać się z Bogiem, nie odbił się od zamkniętych drzwi... 

Weszłam do środka kościoła, tym samym wkroczyłam do sfery sacrum, która podzielona jest na sferę świętą i najświętszą... 








Wewnątrz nie było nikogo... Przysiadłam w jednej z ławek...Cisza panująca w kościele pozwalała na refleksję i  zebranie myśli... Po chwili objęłam wzrokiem wnętrze kościoła... Jest ono jasne, jednonawowe z czterema bocznymi ołtarzami... Przede mną prezbiterium, strefa najświętsza, strefa niebiańska, dla duchowieństwa... Na łuku oddzielającym nawę od prezbiterium napis: Regina Sacratissimi Rosari, ora pro nobis! Królowo Różańca świętego, módl się za nami... 

W ołtarzu głównym - figura Matki Bożej Różańcowej z Dzieciątkiem Jezus... Maria jest ubrana w długą niebieską szatę, na lewym ręku podtrzymuje  Jezusa... Obie figury przybrano w korony... Pochodzenie Matki Bożej Różańcowej przypisuje się objawieniu świętemu Dominikowi w 1208 w pierwszym jego zakonie w Prouville...







Byłam zaskoczona brakiem tablicy informującej historię kościoła... O jego wystroju też niewiele wiedziałam... Przyglądałam się figurom umieszczonym w poszczególnych ołtarzach i przypuszczałam, że są   poświęcone: Świętemu Antoniemu z Padwy (Sant'Antonio da Padova, Świętemu  Dominikowi (San Domenico), Świętemu Mikołajowi (San Nicola)... W czwartym ołtarzu znajdowały się trzy figury... Wśród nich Matka Boża, święty Efisio oraz święta Ryta z Cascii, w Polsce bardziej znana jako Rita...

W prezbiterium  zobaczyłam figurkę Santo Bambino - Dzieciątko Jezus... Wierni przychodzą aby mu się pokłonić i prosić o łaski potrzebne dla rodzin... A jaka jest historia Santo Bambino? Figurka została wyrzeźbiona w drewnie oliwkowym z ogrodu Getsemani przez franciszkanina w 1480 roku... Wyrzeźbiony w drewnie posążek, został oblany woskiem... Przedstawia Jezusa, który prawą ręką błogosławi, a w prawej trzyma kulę, symbol świata... Piękne, ozdobne szaty i inne wota złożyli pielgrzymi, dziękując za wyproszone łaski... Z kult Santo Bambino rozprzestrzenił się na terenie całej Europy... W Pradze, w kościele na Małej Stranie od ponad 400 lat otoczona czczą jest figurka Dzieciątka Jezus... Pochodzi ona  z  Hiszpanii z połowy XVI wieku...

Na koniec moje spostrzeżenia... Trudno mi uwierzyć, że wierni nie zwracają uwagi jak wyglądają ich świątynie...  To kolejny kościół, którego obecny stan wymaga bardzo pilnego, gruntowego remontu obejmującego szerokie prace konserwatorskie: budowlane i restauratorskie... Zastanawiałam się, czy tamtejszej diecezji na te wszystkie prace brakuje środków finansowych? 

Kościół na Sardynii utrzymuje się  z ofiar wiernych, darowizn i działalności gospodarczej prowadzonej przez niektóre podmioty... Poza tym, na  mocy Konkordatu Włoch ze Stolicą Apostolską z 1984 roku wprowadzony został system bazujący na dobrowolnym odpisie przez wiernych 0,8 % (otto per mille) ich podatku dochodowego... Nasze kościoły otrzymują ogromne fundusze  unijne na renowacje... Skoro u nas mogą  dostawać, to i na Sardynii prawdopodobnie też mogą... Dzięki tym funduszom zostałaby przywrócona dawna świetność tutejszych  kościołów...

* Bosa - miasteczko w którym czas się zatrzymał - cz. I *

* Bosa - miasteczko w którym czas się zatrzymał - cz. II *

* Bosa - Katedra pw. Niepokalane Poczęcie *

* Bosa - urzekająca przyroda *

* Bosa - moja podróż do hotelu *


Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...

Serdecznie wszystkich pozdrawiam...

niedziela, 13 września 2026

Czchów - Ruiny królewskiego zamku

 









Jeśli robisz coś dla siebie, to nie rób tego kosztem innych.
Jeśli robisz coś dla innych, to nie rób tego kosztem siebie.

(Laozi) 









Jadąc drogą krajową nr. 75 do skansenu w Nowym Sączu, w pewnym momencie dostrzegam charakterystyczną, okrągłą wieżę zamkową... A ponieważ uwielbiam zamki od zawsze, to zatrzymałam się urokliwym,  niewielkim miasteczku o średniowiecznym rodowodzie, jakim jest Czchów... Jest położony w malowniczej dolinie Dunajca, w sąsiedztwie Jeziora Czchowskiego, na stylu Pogórza Wiśnickiego i Pogórza Rożnowskiego... 

Z tutejszych tablic informacyjnych dowiedziałam się o historii Czchowa... Jest ona niezwykle bogata i sięga XII wieku... Tym samym Czchów jest jednym z najstarszych miast w Małopolsce... To właśnie w XII wieku  wzniesiono tu z rozkazu króla Wacława II Czeskiego, pierwszą romańską wieżę obronną tzw. stołp, otoczoną przez fortyfikacje drewniane...  Powstał tu ważny punkt strzegący szlaku handlowego wiodącego wzdłuż Dunajca na Węgry... Strażnica nie tylko kontrolowała szlak ale również pobierała cło...

Po latach walk Władysława Łokietka z Czechami i odzyskaniu ziem, władca oficjalnie dysponuje już Czchowem... A kiedy stopniowo dochodzi do jednoczenia Małopolski, miasto zyskuje status dóbr królewskich... I to z inicjatywy Łokietka istniejącą samotną wieżę zaczęto rozbudowywać, otaczając ją kamiennym murem, co dało początek zamkowi królewskiemu w Czchowie... Po śmierci Łokietka,  wdowa Jadwiga Kaliska (Jadwiga Bolesławówna) otrzymała Czchów i ziemię sądecką jako odprawę wdowią wraz pełnią władzy namiestniczej...  Królowa nadal odgrywała potężną rolę na dworze...

Według kronikarza Jana Długosza, szczególnie upodobał sobie fortecę w Czchowie król Kazimierz Wielki... Jeśli wierzyć średniowiecznym plotkom, to właśnie tutaj kochliwy władca, spotykał się z licznymi wybrankami swojego serca... Kazimierz znany był ze swojego burzliwego życia prywatnego, miał liczne romanse, a w późniejszych latach uchodził za bigamistę, zmieniając kobiety jak rękawiczki... 

Za czasów Kazimierza Wielkiego zamek w Czchowie przestał być samotną wieżą strażniczą i przekształcił się w murowaną, warownię o charakterze obronno-administracyjnym... Przy murach obronnych dostawiono  kamienny budynek mieszkalny ze sklepionymi piwnicami...

W XVI wieku zamek zaczął tracić swoje administracyjne znaczenie i popadać w zaniedbanie... A kiedy został opuszczony, zaczął zmieniać się w trwałą ruinę... 










Ruiny królewskiego zamku Czchów położone są na skalistym zalesionym wzgórzu o nazwie Baszta, na wysokości 310 m n.p.m... Na wzgórze prowadzi ułożona kamienna ścieżka... Podejście jest krótkie ale miejscami strome... Do ruin możemy dostać się drewnianym pomostem przerzuconym nad doliną...
Głównym i najbardziej charakterystycznym obecnie elementem jaki widzę jest potężna, okrągła wieża obronna, nazywana potocznie basztą oraz budynek bramny z kratą, która była zamknięta... Nie ma możliwości zobaczyć wystawy archeologicznej i być na tarasie widokowym ponieważ ruiny zamku królewskiego są podawane gruntownej przemianie... By zobaczyć spektakularny efekt końcowy, trzeba uzbroić się w cierpliwość i poczekać do sezonu letniego 2027 roku...

Ciekawym elementem są repliki średniowiecznych machin oblężniczych takich jak: taran, armata oblężnicza, na budynku bramnym widzimy drabinę szturmową... 









W pobliżu parkingu, przy Skwerze Katyńskim znajduje się mini park militarny... Możemy tutaj zobaczyć m.in. czołg T-72 A, armatę dywizyjną, moździerze, haubicę, armata przeciw lotnicza... Muszę przyznać, że jest to naprawdę ciekawa  atrakcja turystyczna...









Żegnając się z Czchowem zatrzymuję się na parkingu nad zaporowym Jeziorem Czchowskim powstałym na Dunajcu poniżej dużej zapory w Rożnowie... Wzdłuż brzegu zbiornika, po jego zachodniej stronie, biegnie droga nr 75 do Nowego Sącza... Ten malowniczy zbiornik   przyciąga uwagę pięknymi krajobrazami i spokojem... Akwen oferuje dobre warunki do wędkowania, żeglowania, plażowania i kąpieli...  Rozlewiskowa część jeziora to prawdziwy raj dla ptactwa wodnego...  Płytka woda, nanoszone przez Dunajec osady i bujna roślinność tworzą idealne warunki do żerowania i odpoczynku dla setek ptaków... Stada łabędzi niemych tworzą  spektakularny, wręcz bajkowy widok i mogłabym oglądać je godzinami... 


Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę pięknego, słonecznego weekendu...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...