czwartek, 4 sierpnia 2016

Poranny spacer po Gatteo a Mare








Słońce wolno wychyla się zza światów
pełną porannych pomysłów głowę.
Młodym promieniem dotyka kwiatów,
torując motylom nektarową drogę.

Wszędzie się nagle rozdzwoniło,
w kielichach kwiatów zabzykało.
Gwarem wesołym życie roztętniło
w listkach klonowych zafiglowało.

Wstań już i wejdź w ten piękny dzień,
wytrzep spod powiek senne mary.
Przegoń zdumiony brzaskiem cień,
Spójrz jakie dzień wyprawia czary.

(AnnaG)







Było już ciemno gdy dotarliśmy do Gatteo a Mare... Słabo oświetlone ulice były przyczyną  małego  problemu  z  odszukaniem  hotelu...  Odbieramy  klucze...   Od  razu  idziemy  do  pokoju... Zmęczeni, szybko zasypiamy...  Przyzwyczajeni  do  wczesnego  wstawania,  budzimy  się  skoro  świt...   Zabieramy  stroje  kąpielowe  i idziemy na  poszukiwanie  morza...  Wszyscy  wokół  śpią,  i puste  są ulice... Docieramy  na  bardzo  długą,  pustą  plażę...  Prawdopodobnie  najdłuższą   w   Europie...  Zażywamy morskiej, relaksującej kąpieli w cudownej wodzie... Po jakimś czasie pojawiają się panowie z obsługi,  sprzątający  poszczególne plaże... 











Jesteśmy  ciekawi  Gatteo  a  Mare,  miasta  położonego  na  wybrzeżu  Adriatyku, u ujścia rzeki Rubikon, w środkowej części Włoch... Ma ono długą historię sięgającą czasów starożytnych...  Niestety, nie mamy czasu na głębsze jego poznanie... Zauważamy, że  jest to  typowa, włoska miejscowość nadmorska...










 Kurort dosłownie naszpikowany hotelami, pensjonatami, kawiarniami, restauracjami... Jest niczym rajski ogród mieniący się  ogromną ilością kwiatów i kwitnących krzewów...  I wszędzie są przepięknie kwitnące róże... Mimo ogromnej ilości hoteli Gatteo  a  Mare  zachwyciło  mnie  czystością,  rozmachem,  dbałością  o  zieleń  i  szczegóły...  Czas wracać do hotelu... Czeka na nas śniadanie a potem dalsza podróż...








Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...


poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Pływałam wśród lotosów






Trwają  jeszcze  wakacje...  Jest  to  świetny  czas  podróżowania,  zwiedzania         i oczywiście relaksowania się...  Ja jestem z tych, którzy lubią i zawsze wybierają aktywny wypoczynek...  Tym razem postawiłam na jednodniowe leniuchowanie... Podobno  jednym z największych marzeń ludzkości było zawsze bezczynne spędzanie czasu... Podobno... Nie dla mnie jednak  jest  taka bezczynność ... Po pięciu godzinach ruszyliśmy w dalszą podróż...





A teraz od początku... Przyjechaliśmy do Hévíz, węgierskiego,  niewielkiego, urokliwego,  miasteczka uzdrowiskowego... Hévíz, można przetłumaczyć jako "gorąca woda", "źródło termalne".   Jest tutaj, drugie pod względem wielkości termiczne jezioro świata... Jego powierzchnia 4,4 ha... Zostało ukształtowane przez siły wulkaniczne... Ich wpływ chociaż złagodniały, odczuwalny jest również po 2,5 milionach lat od wygaśnięcia wulkanów... Dno jeziora pokryte jest wielometrową warstwą torfu... Koszt trzygodzinnego pobytu nad jeziorkiem to 2500 Ft... Tego dnia temperatura wody wynosiła 34° C (91,4 F)...  Po wejściu do jeziora okazało się, że nie można pływać jedynie dryfować...




Jezioro przez cały czas uzupełniane jest świeżą wodą z gorących źródeł zlokalizowanych  kilometr pod ziemią... Wypływ jest tak silny, że całkowita wymiana następuje co 28 godzin... Nadmiar wody odpływa kanałem do Balatonu... Wody jeziora są bogate w liczne pierwiastki mineralne, takie jak: potas, brom, sód, wapń, magnez, żelazo... Są tutaj dobroczynne minerały ale i potężne promieniowanie... Kąpieli nie zaleca się kobietom w ciąży i osobom chorym na raka...  Bogata w siarkę i kwas węglowy tafla jeziora w bardzo wielu miejscach pokryta jest liśćmi i fioletowymi lotosami... Przyznaję, że dryfowanie wśród lotosów to niesamowite przeżycie... Nigdy nie doznałam czegoś podobnego, tak bardzo pięknego... Co mnie w nich zaskoczyło? Nie sądziłam, że lotosy wydzielają taki cudowny zapach... Zapach jest delikatny, ożywczy, słodki, taki pudrowy ale zarazem lekki...  Jest to jedyne miejsce w Europie, w którym te kwiaty rosną na wolnym powietrzu...






Jezioro jest głębokie... Od razu wchodzi się na głębokość prawie 2  metrów... W wielu miejscach od powierzchni wody do dna jest odległość około 30 - 38 metrów... Na dnie jeziora znajduje się torf i borowiny wydobywane do celów leczniczych... Miasteczko Hévíz jest prześliczne i niezwykle ukwiecone, posiada mnóstwo zieleni i pięknych parków z licznymi pomnikami... Hévíz można nazwać, miastem hibiskusów, te krzewy rosną wszędzie i zachwycają pięknymi kwiatami...






Pierwsze wzmianki o Hévíz pojawiły się w 1328 roku... Uzdrowisko rozwinęło się w XVIII wieku za sprawą rodziny Festetics... W bardzo bliskiej odległości od kąpieliska znajdują się dwa, niedrogie parkingi... Nie ma problemu z zaparkowaniem...


Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę miłego, szczęśliwego tygodnia...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...