niedziela, 26 czerwca 2016

Końcówka czerwca i początek lata w moim ogrodzie









Miłość to jedyny skarb, który rozmraża się przez dzielenie:
to jedyny dar rosnący tym bardziej, im więcej się z niego czerpie.
To jedyne przedsięwzięcie, w którym tym więcej się zarabia,
im więcej się wydaje; podaruj ją, rzuć daleko od siebie,
rozprosz ją na cztery wiatry, opróżnij z niej kieszenie,
wysyp ją z koszyka, a nazajutrz będziesz mieć jej więcej  niż dotychczas.

( Bruno Ferrero )







Mamy końcówkę czerwca i początek lata... Jest ciepło... W ogrodzie istne szaleństwo... Prawie wszystko kwitnie i rośnie jak na drożdżach... Po porannym  ciepłym deszczu wyszło słońce... Promienie szybko spijały z liści krople deszczu...  Przez chwilę zastanawiałam się czy jest coś bardziej przyjemnego jak leniwy, sobotni poranek? 

Pora  wyjść do ogrodu... Warzywa po takiej dawce deszczu rosną jak oszalałe...  Jeszcze tylko spojrzenie w okno i... to niesamowite, trudne do uwierzenia.  "Basia"  przyprowadziła jedno ze  swoich dzieci... Jakie ono  śliczne a jakie ciekawskie, coś przykuło jego uwagę... W ogrodzie wśród ptaków większe ożywienie; jedne donośnie śpiewają inne szukają pożywienia...







Wiosna tak szybko przeleciała a i lato też zaczyna galopować... Nie zdążyłam zrobić wiosennych zdjęć... Teraz staram się to nadrobić bo wszystko tak szybko rośnie, pojawiają się nowe kolory, są już maliny, truskawki, czereśnie... Ścieżką przez warzywnik, idę na łąkę przy  Małym Lasku... To ostatni moment na fotografowanie polnych maków...







W Małym Lasku jest spokojnie, jedynie ptaki głośno śpiewają... Może pragną  oznajmić  mi,  że  lato  to  pora  piękna  i  radosna...   Odnoszę  wrażenie,  że  każdy  z  nich   chce  zaznaczyć  teren i  wypłoszyć konkurenta... Widzę, że "Basia " w  Lasku robi małe spustoszenie... Obgryza gałązki jodły koreańskiej, świerków, pędy sosny... Rozumiem, że czyni to zimą ale teraz? kiedy ma pod dostatkiem pożywienia...  Przysiadam na jednej z leśnych ławeczek... Tylko na moment robi się cicho, jakby makiem zasiał..  Ptaki na krótko przestały śpiewać, czyżby je coś przestraszyło? O, przy cisie zakwitła samosiejka naparstnicy... Przypomniał mi się wiersz Osieckiej:

O Boże święty, jak tu cicho...
Krążymy po łąkach, błądzimy, łazimy,
aż uśnie we mnie tamto licho. Patrz, miły: kwitnie naparstnica.
Mówią: na serce dobry lek.
Zabijać umie bezwstydnica
i koić umie.
Licz do trzech.








Przez ostatnie trzy lata, ta część łąki trochę  później była koszona... Dzięki temu  wysiewały się nasiona i teraz mogę oglądać kwitnące maki, wśród nich rosnące goryczki i ostróżeczki polne i inne dzikie kwiaty... Stałam oszołomiona wśród czerwonego kwiecia... Patrzyłam  z zachwytem jak chwieją się te polne, pospolite, bardzo piękne maki...

Chwieją się maki... Wiatr rytmiczną falą
Czerwone kwiaty ich lekko kołysze...
(Szalone usta drugie usta palą,
Upajające w nie sącząc haszysze...)

Chwieja się maki promienne w rozkwicie,
W słonecznym blasku południa mdlejące...
(O upojenia miłosne! O życie!
O czarodziejskie i wszechmocne słońce!...)

(Zbigniew Dębski)









Wiedziałam, że kosy i szpaki lubią mój ogród i przychodzą  na czereśnie, jagody kamczackie, truskawki, borówki amerykańskie...  Aż do wczoraj nie miałam pojęcia, że i kwiczoły są tutaj częstymi gośćmi...




Muszę się do czegoś przyznać... Ja, tradycjonalistka poszłam na żywioł... Pod wpływem  pobytu  w Grecji,  jeden zakątek  ogrodu,  tam  gdzie  jest  wędzarnia  z grillem zapanowały niebieskości... Dobrze, że w tę część ogrodu, rzadko ktoś zagląda... Może faktycznie przesadziłam z tym kolorem?











Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę szczęśliwego tygodnia...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...