Ciągle wędruję
między niebem a ziemią
niezmiennie przemierzam
krainę uśmiechu i łez
mieszam moje szczęście z niepokojem
dotykam traw i obłoków
pragnę tego co niedosięgłe
bo inaczej nie umiałabym żyć
szukam ciszy pośród burz
i tęczy na pajęczej nici
ciągle niepoprawna
zapatrzona w gwiazdy
choć pod stopami mam ten sam piasek
zrywam kolejne płatki życia
z ogrodu który otrzymałam w darze
więc wędruję
między wierszem a prozą
szczęśliwa że mogę wędrować
Naręcze dzikich kwiatów pragnę ofiarować pewnej, niezwykłej dziewczynie,
która prowadzi świetnego bloga i zwie się MARCHEVKA
Domyślam się, że wielu Ją zna.
Bardzo żałuję, że nie mogę zerwać kwiatów na łące... Marchevko, mogłabyś poczuć ich rozkoszny zapach i ująć do rąk bukiet z polnych kwiatów, które mają niesamowity urok... Te naturalne, łąkowe piękności są tylko wirtualne, ale ofiarowane bardzo szczerze, od serca...
Norwegia to kraj niemal idealnie przystosowany do podróżowania... Jest tutaj wiele przydrożnych parkingów... Są to też świetne miejsca piknikowe, osłonięte od wiatru... Najczęściej położone wśród ukwieconych łąk, nad jeziorami, przy wodospadach, strumieniach... Na wielu parkingach jest miejsce do gotowania, zmywania, toaleta, prysznic... Jednym słowem pełny komfort... Trochę zmęczeni i spragnieni kawy, oczywiście swojej, zatrzymujemy się na jednym z nich... Robimy kanapki, sałatkę z pomidorów, papryki, cebulki, przygotowujemy kawę... Po pysznym polskim posiłku idziemy na spacer po tutejszych łąkach...
Oczom moim ukazuje się przepiękna łąka kwietna... Nie mogłam uwierzyć w jej różnorodność i łany kwiatów... Zachwyciłam się zielenią świeżą i soczystą ... To co rośnie w moim ogrodzie, tutaj rosło wśród traw... We wcześniejszych postach pokazywałam ogromne ilości różnokolorowych łubinów... Teraz też je podziwiałam a dodatkowo kwitły liliowce, kosaćce żółte, naparstnice... Stojąc na łące podziwiałam oddalone, ośnieżone szczyty górskie górujące nad okolicą... Ciszę przerywały prawie grzmiące, górskie strumienie zasilane topniejącym śniegiem... Gdzieś w oddali, dostrzegłam pojedyncze gospodarstwa...
To miejsce czarowało pięknymi widokami...Kilkunastominutowa przerwa zamieniła się w godzinę a może i dłużej... Żal było mi opuszczać miejsce pełne przyrodniczej magii, rozbudzające wyobraźnię... Odchodziłam i wracałam... Pragnęłam spokojnie delektować się widokami i nacieszyć się pięknem tego miejsca... Stąpałam ostrożnie po łanach bodziszka, rumianku, niezapominajek... Niestety, przyszedł czas powrotu do samochodu... Przyszedł moment na pożegnanie się z norweską, ukwieconą łąką...
Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę miłego tygodnia...
Serdecznie pozdrawiam..