niedziela, 3 kwietnia 2016

Dzika łąka gdzieś niedaleko Ringebu... Norwegia







Ciągle wędruję
między niebem a ziemią
niezmiennie przemierzam
krainę uśmiechu i łez
mieszam moje szczęście z niepokojem
dotykam traw i obłoków
pragnę tego co niedosięgłe
bo inaczej nie umiałabym żyć
szukam ciszy pośród burz
i tęczy na pajęczej nici
ciągle niepoprawna
zapatrzona w gwiazdy
choć pod stopami mam  ten sam piasek
zrywam kolejne płatki życia
z ogrodu który otrzymałam w darze
więc wędruję
między wierszem a prozą
szczęśliwa że mogę wędrować















Naręcze  dzikich  kwiatów  pragnę  ofiarować  pewnej,  niezwykłej  dziewczynie, 
która prowadzi świetnego bloga i  zwie  się   MARCHEVKA
Domyślam się, że wielu Ją zna.

Bardzo żałuję, że nie mogę  zerwać kwiatów na łące... Marchevko, mogłabyś  poczuć ich rozkoszny zapach i ująć do rąk bukiet z polnych kwiatów, które mają niesamowity urok... Te naturalne, łąkowe piękności są tylko wirtualne, ale ofiarowane bardzo szczerze, od serca...



Norwegia to kraj niemal idealnie przystosowany do podróżowania... Jest tutaj wiele przydrożnych parkingów...  Są to też świetne miejsca piknikowe, osłonięte od wiatru... Najczęściej położone wśród ukwieconych łąk, nad jeziorami, przy wodospadach, strumieniach... Na wielu parkingach jest miejsce do gotowania, zmywania, toaleta, prysznic... Jednym słowem pełny komfort... Trochę zmęczeni i spragnieni kawy, oczywiście swojej, zatrzymujemy się na jednym z nich... Robimy kanapki, sałatkę z pomidorów, papryki, cebulki, przygotowujemy kawę... Po pysznym polskim posiłku idziemy na spacer po tutejszych łąkach...






Oczom moim ukazuje się przepiękna łąka kwietna... Nie mogłam uwierzyć w jej różnorodność i łany kwiatów... Zachwyciłam się zielenią  świeżą i soczystą ... To co rośnie w moim ogrodzie,  tutaj rosło wśród traw...  We wcześniejszych postach pokazywałam ogromne ilości różnokolorowych łubinów... Teraz też je podziwiałam a dodatkowo kwitły liliowce, kosaćce żółte, naparstnice... Stojąc na łące podziwiałam oddalone, ośnieżone  szczyty górskie górujące nad okolicą... Ciszę przerywały prawie grzmiące, górskie strumienie zasilane topniejącym śniegiem... Gdzieś w oddali, dostrzegłam pojedyncze gospodarstwa...






To miejsce czarowało pięknymi widokami...Kilkunastominutowa przerwa zamieniła się w godzinę a może i dłużej... Żal było mi opuszczać  miejsce pełne przyrodniczej magii, rozbudzające wyobraźnię... Odchodziłam i wracałam... Pragnęłam spokojnie delektować się widokami i nacieszyć się  pięknem tego miejsca... Stąpałam ostrożnie po łanach bodziszka, rumianku, niezapominajek... Niestety, przyszedł czas powrotu do samochodu...  Przyszedł moment na pożegnanie się z norweską, ukwieconą łąką...






Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę miłego tygodnia...
Serdecznie pozdrawiam..


piątek, 1 kwietnia 2016

Spacer po półwyspie Bygdøy w Oslo









Była  pierwsza   połowa   lipca...  Aura   zamiast   upalnego  lata  bardziej  przypominała  późną, rozkapryszoną   wiosnę   z  burzami  i  pogodą  w  kratkę...
A może  w tym  czasie w Oslo  jeszcze panowała  wiosna?  Wszędzie ogrodach, parkach kwitły jaśminowce, lilaki Meyera,  krzewuszki,  rododendrony, azalie, róże...  Było pięknie, tak jak majową porą...

W  czasie  naszego  urlopu  niemal  każda  minuta  jest  przeznaczona  na  zwiedzanie i  poznawanie  nowych  miejsc  i  nie  możemy  żadnej  zmarnować  na  siedzenie w hotelu... Mimo mżawki i ciemnych chmur na niebie pojechaliśmy na półwysep  Bygdøy... To zaledwie  kilka  minut  od  Centrum  Oslo...  Jest  tutaj  ekskluzywna  dzielnica   mieszkalna  i aż pięć muzeów...

- Muzeum Łodzi Wikingów,
- Muzeum Kon - Tiki,
- Muzeum Fram,
- Norweskie Muzeum Ludowe,
- Norweskie Muzeum Morskie...







Mając  w zapasie trochę czasu przed pójściem do  muzeów, poszliśmy na krótki spacer po półwyspie Bygdøy... Położony  nad zatoką, w północno - zachodniej  części  Oslofjord...  Ten  piąty  co  do  wielkości  fiord  Norwegii  jest  bardzo  malowniczy...  Powoli odkrywamy uroki tego nieznanego miejsca, nieograniczonego przestrzenią...  Mimo braku słońca, jest tak pięknie, że przysiadam na jednej z ławeczek i patrzę w dal, na zatokę... Panuje tu cisza i spokój, którą tylko od czasu do czasu przerywają krzyki mew... 

Zero  spacerujących...  I  dobrze,  że  z   dala  od  tłumów,  mogę   relaksować  się  w  otoczeniu  zieleni,  pięknych  widoków...  Deszcz przestał padać... Czarne chmury w dalszym ciągu przetaczały się po niebie...








Mój wzrok przykuwa coś, co przypomina biały kiosk...  Na brzegu stoi stara, maleńka latarnia morska...  Siedząc  na ławeczce,  patrzyłam jak fale leniwie dobijają do brzegu... Zastanawiałam się w którym miejscu stał Edvard Munch nad niebiesko-czarnym fiordem...  Gdzie przyszedł mu pomysł namalowania słynnego obrazu "Krzyk".

W "Dzienniku"  pisał: "Pewnego razu spacerowałem ścieżką.  Z jednej strony widziałem miasto, pode mną widniał fiord...  Byłem zmęczony i chory; przystanąłem i spojrzałem wzdłuż fiordu - słońce zachodziło, zabarwiając chmury krwistą czerwienią... Poczułem krzyk, który przeszywał naturę".






Przy brzegu przycumowano wiele łódek... Norwegowie jak  na "wikingów" przystało, uwielbiają swój wolny czas spędzać również na wodzie... Jest tutaj pomnik poświęcony marynarzom floty handlowej, którzy stawiali opór Niemcom w czasie II wojny światowej...

Trochę dalej zauważam Inuksuk, ten rodzaj znaku lub rzeźby to dar od narodu kanadyjskiego... Co znaczy? Można tłumaczyć: "Ktoś tu był", "Jesteś na właściwej drodze". Tajemnicze kamienne figury wyszły z rąk Inuitów... Te formy powstawały około 2500 r p.n.e. 

Przypuszczam, że fani narciarstwa pamiętają Inuksuk, symbol Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Vancouver  w 2010 roku... Inuksuki  będę  spotykać w wielu miejscach Norwegii... Spacer dobiega końca...  Teraz już idziemy do Muzeum Kon - Tiki...






Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...