wtorek, 24 listopada 2015

Jesienny spacer po Parku Ojcowskim






Ojcowski Park Narodowy jest dla mnie jednym z tych  miejsc, do których zawsze bardzo chętnie wracam... W drugą sobotę listopada pojechałam po raz kolejny... Zapowiadała się świetna, słoneczna pogoda... Miałam nadzieję zobaczyć zapierający dech w piersiach kolorowy, jesienny spektakl, że i tym razem nasycę oczy niecodzienną, jesienną scenerią... Spóźniłam się... Drzewa były gołe... Brakowało jesiennych, różnokolorowych, listnych pióropuszy...

W Parku wiał porywisty, niemal lodowaty wiatr...  Po niebie przewalały się szarobure chmury i sprawiały niepokój, że będzie padał deszcz... Po chwili nie było po nich  żadnego śladu... Pojawiło się słońce na błękitnym niebie... Pogoda była nieprzewidywalna... Zmieniała się co dziesięć, piętnaście minut...

Zamek w Pieskowej Skale jeden z symboli Ojcowskiego Parku w dalszym ciągu jest zamknięty... Jednak jego elewacja  już pięknie odnowiona... Zamek z zewnątrz,  swym  wyglądem  przypomina prawdziwą perłę renesansu... Jeszcze tylko  spacer ścieżką do Maczugi Herkulesa i powrót do samochodu... Jedziemy w kierunku Ojcowa...






Zatrzymujemy się na niewielkim parkingu... Idziemy do miejsca rzadko odwiedzanego być może nawet mało znanego ale niezwykle uroczego... Czerwony szlak prowadzi na dosyć strome wapienne skały... Od strony zachodniej i północnej zbocze porośnięte jest wysokimi drzewami i krzewami... Wśród gołych gałązek dostrzegam czerwone owoce... Na tle szarości  wyglądają cudownie ... Jest i szczyt skałek... Znajduje się tutaj maleńki, barokowy kościółek p.w. Wniebowzięcia NMP i bł. Salomei... Teren przykościelny jest ogrodzony kamiennym, wysokim murem...




Wchodzę przez główną bramę... Na murze umieszczono pięć posągów; Bolesława Wstydliwego, Henryka Brodatego, Kunegundę, Kolomana Węgierskiego i Jadwigę Trzebnicką.... Na kolumnie, figura świętej Klary... Jestem zaskoczona... Maleńka świątynia jest po renowacji... Obchodzę  ją dookoła... Tutaj, na szczycie wieje lodowaty wiatr... Jest strasznie zimno i marzną nam ręce... Krótkie spojrzenie na malowniczo wyglądającą Dolinę Prądnika...  Na zboczu, pustelnia bł. Salomei... Jest zamknięta... Uwagę moją przykuwa wysoki, granitowy obelisk... Ustawiony  na grzbiecie słonia... Bardzo stary, pochodzi z 1686 roku... Postawiono go trzy lata po zwycięstwie Jana III Sobieskiego pod Wiedniem... Obelisk wzorowany na rzymskim, stojącym przed Santa Maria Sopra Minerwa... Będę szczera... Nasz jest piękniejszy...







Jeszcze  spojrzenie  na  wnętrze  kościółka... Na  szczęście  jest  otwarty... Wnętrze  skromne,  jasne... Ołtarz  główny  wykonany  z  marmuru,  wypełnia  całą  ścianę  prezbiterium... W  centralnej  części  obraz  Matki  Bożej  z  Dzieciątkiem... Po  lewej  i  prawej  stronie  niewielkie  ołtarze  z  białego  marmuru...


Obowiązkowy  przystanek  to  "Kaplica  na  wodzie"...  Cudowna,  unikatowa, piękna... A może jedyna taka w świecie?  Zachwyca już sama budowla w stylu alpejsko- ojcowskim...



Mieliśmy dużą ochotę wybrać się w tutejsze dolinki...  Niestety, zrezygnowaliśmy gdy po wkroczeniu na szlaki, ścieżki okazały się zbyt podmokłe, grząskie... Zostawiamy samochód i wzdłuż drogi idziemy do Ojcowa...  Mimo, że jest sobota pobocza są puste, nie ma samochodów, ludzi...

Z przyjemnością wędrujemy wzdłuż doliny, podziwiając malownicze widoki... Brakuje jednak pełnego słońca... Przekonałam się, że Park Ojcowski najlepiej podziwiać w słoneczne dni... Spacerujemy po Parku Zamkowym... Na moment zatrzymujemy się przy kapliczce z figurą św. Jana Kantego, która stoi u stóp ojcowskiego zamku...

Średniowieczna ruina wspaniale wpisuje się w skalisty, wapienny krajobraz... Uważam, że wszędzie można znaleźć piękno a tutaj jest go mnóstwo...  Trzeba tylko znaleźć ułamki sekund by je dostrzec...














"DOM  TO  NAJCUDOWNIEJSZE  MIEJSCE NA  ŚWIECIE,  CIĄGNIEMY  DO  NIEGO  JAK  DO  MIODU...  BO  KTOŚ  NA  NAS  CZEKA,  BO  KOMUŚ  NA  NAS  ZALEŻY... NIE  DO  ŚCIAN  CZY  MEBLI  CIĄGNIEMY,  ALE  DO  TYCH,  KTÓRZY  NAS  KOCHAJĄ... NIE  WSZYSCY  MAJĄ  WŁASNY  DOM... TO  WŁAŚNIE  DLA  TYCH,  KTÓRZY  GO  NIE  MAJĄ,  JEST  NASZA  ROBÓTKA..."

JEST  TAKIE  SZCZEGÓLNE MIEJSCE
Dom  Pomocy Społecznej Dla Dzieci w Niegowie
Rodzinka...
dla...

ul. Wierzbowa  4
07 -  230 Zabrodzie

z dopiskiem dla każdego 

środa, 18 listopada 2015

Jesień na Wzgórzu Lipowieckim










Jesieni, jesteś najbarwniejszą królową na tej ziemi -
twoja metamorfoza od lat mnie zachwyca...
Najpierw grę w zielone przegrywają drzewa i krzewy -
z wolna żółkną, czerwienieją i brązowieją im lica...

W twoim finale wszystkimi kolorami płoną ogrody, parki i lasy -
tylko świerki i sosny pozostają zieloną barwą niewzruszone...
Czaruje jarzębina, promienie słońca prześwietlają liście,
a z drzew spadają żołędzie i kasztany rubinowoczerwone...

Jeszcze nie zdążysz się na dobre rozgościć - a już odchodzisz
i zabierasz ze sobą swoje karnawałowe, barwne piękno...
Zostawiasz listopadową nostalgię, zgniłe i przydeptane liście,
zabłocone brązy i deszczowe łzy - smutną, szarą codzienność...

(Barbara Leszczyńska)


 Jesieni- królewno w złotogłowiach
w koralach czerwonych słońcem przetykanych
Pani jak łany złotem obwieszona
z rudą burzą loków na głowie
czarujesz moje serce dojrzałe
gdy kasztany z ziemi nabożnie podnoszę
i rozgarniam płomienie twej gwałtownej miłości...
BASIA WÓJCIK  






Zastanawiałam się czy w dalszym ciągu kontynuować temat jesiennych postów... Mimo wszystko zdecydowałam się to zrobić, ponieważ na takie piękne, jesienne obrazy musimy czekać cały rok a czasem dwa lub trzy ponieważ padające deszcze nie pozwalają na oglądanie tego cudownego zjawiska...  Ostatniego października wybrałam się na Wzgórze Lipowieckie... Znam go i byłam pewna, że to miejsce zachwyci mnie... A może i Wam się spodoba jesienny spektakl?






Patrzyłam z zachwytem na las bukowy... Słońce wydobywało to, co najpiękniejsze z obsypanych kolorami drzew... Liście mieniły się złotem, pomarańczą i czerwienią... Wśród  rudości widać gdzieniegdzie niewielkie plamy zieleni... Muszę przyznać, że rzadko spotyka się takie widoki... Nie mogłam napatrzeć się na te cudowne obrazy... Miałam wrażenie, że jesień na Wzgórzu Lipowieckim jest zbyt wyidealizowana... Ona taka była... Bardzo kolorowa, radosna a liście wspaniale lśniły w promieniach słońca... Co krok, tutejszy las w porze jesieni, wyglądał jak obrazy... Zaciekawiał i zatrzymywał wzrok na każdym miejscu...  Szłam powoli w kierunku szczytu wzgórza...






Między drzewami prześwituje zamek z kamienia, który zaczęto wznosić w drugiej połowie XIII wieku...  Warownia posiada cylindryczną, wysoką wieżę... Zależnie od potrzeb i przeznaczenia zamek był kilkakrotnie przebudowywany... W końcu pełnił funkcję więzienia dla duchownych... Wiele pomieszczeń zostało zaadaptowane na więzienne cele... Więziono tutaj nie tylko innowierców, ale także duchownych, za przestępstwa pospolite i wykroczenia przeciw kościołowi... Od XIX wieku zamek zaczął popadać w ruinę... W latach 50 -tych XX wieku zaczęto go odbudowywać i obecnie należy do najlepiej zabezpieczonych ruin w Polsce...
ZAMEK ODWIEDZIŁAM    DWUKROTNIE







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...