czwartek, 22 maja 2014

Telč, bajeczne miasteczko...


     







                    






Bardzo chętnie odwiedzam Czechy, kraj naszych południowych sąsiadów... Ten piękny, niewielki  kraj ma tak wiele nam turystom  do zaoferowania... Staram się tam być każdego roku... 

Tym razem pragnę pokazać Telč wspaniały przykład włoskiego renesansu... Miasteczko położone jest na południowo-zachodnich krańcach Moraw... Wtłoczone w przesmyk między trzema jeziorami i dlatego nosi przydomek Morawskiej Wenecji... Patrząc na miasteczko z wieży kościelnej, wygląda jakby zostało zbudowane na niewielkiej wyspie otoczonej wodą...  Do Starego Miasta wchodzi się przez jedną z dwóch bram... Telč to stara królewska twierdza wodna założona w XII wieku na skrzyżowaniu ruchliwych szlaków handlowych...






Telč przywitał nas piękną słoneczną pogodą, jednak z każdą godziną na niebie zaczęły pojawiać się czarne chmury... W sercu Starego Miasta znajduje się duży, trójkątny Rynek a przy nim przepiękne mieszczańskie renesansowe i barokowe kamienice ... Patrząc na te urocze budynki zauważa się, że są uosobieniem czystego renesansu weneckiego... Zachwycają kolorowe elewacje... Każda z kamieniczek ma podcienia a ich szczyty urzekają wykończeniami... Po obiedzie ponownie wracamy na malowniczy Rynek, długości  około 300 metrów i szerokości około 50 metrów... Pogoda zmienia się... Nadciągają chmury burzowe...





 Na wielu budynkach znajdują się religijne malowidła... Są sceny ze Starego Testamentu, Ukrzyżowanie, elfy, i postaci historyczne... Patrząc na  Ryneczek miałam wrażenie, że czas się tutaj zatrzymał... A wszystko co nas otacza wygląda bardzo uroczo i jak z kolorowej bajki... Jestem zaskoczona jak na taką uroczą perełkę, brakiem turystów... A przecież jeszcze kilka wieków temu to miejsce tętniło życiem... Teraz jest tutaj cisza, spokój...






Na Rynku mogłam podziwiać wspaniałą Kolumnę Morową poświęconą Maryi Pannie oraz dwie bardzo piękne renesansowe fontanny... Wokół Rynku stoi 71 zabytkowych kamieniczek... Wśród nich są kawiarenki, restauracje, ciastkarnie... Krótka przerwa na  obowiązkowe ciastko i czeskie piwo oczywiście z pianką... 

Przypuszczam, że każdego ciekawi kto stał się "budowniczym malowniczego Telča"... Najważniejszą postacią miasta był Zachariasz z Hradca... Ten młody arystokrata wielokrotnie podróżował do Włoch... Był oczarowany Italią i  rezydencjami tamtejszej arystokracji... A kiedy w miasteczku spłonęły drewniane domy, postanowił odbudować je w stylu  renesansowym... To one miały duży wpływ, że miasteczko zostało w 1992 roku wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.







Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...




niedziela, 18 maja 2014

Radosne chwile - podpatrywanie ptaków...

          

                        


Kos lubi - wzorem słynnych śpiewaków -
występy w czarnym, błyszczącym fraku.
Głos kosa - dźwięczny, piękny, donośny -
jest u nas pierwszym odgłosem wiosny.



Tydzień ulewnych deszczów, skojarzył mi się z biblijnym potopem... Padało nieprzerwanie... Wczoraj, w pewnym momencie na chwilę przestało padać... Wyszłam na zewnątrz do ogrodu aby zobaczyć jak wygląda po ulewnych deszczach...Oniemiałam bo zewsząd dolatywał śpiew kosów... Siedziały na eksponowanych stanowiskach i prześcigały się w śpiewie... Jeden na wysokim słupie, drugi na świerku, kolejne na brzozach... Kwiaty i rośliny po deszczach straciły swą urodę i nie wyglądały dobrze...





Dzisiaj rano zeszłam do "świetlicy". Zaskoczyły mnie ciepłe promienie słońca... Były jeszcze nieśmiałe ale zaraziły mnie niepohamowanym optymizmem... Wody w ogrodzie opadły... Boczną bramką wyszłam do Małego Lasku... Na świerku znowu radośnie gwizdał kos... Idąc dalej zobaczyłam kolejne ptaki...






Poszłam na łąkę sprawdzić czy kwiaty głogu nadają się na nalewkę... Niestety, zniszczyły je deszcze... Mam nadzieję, że zrobię ją później z owoców głogu ... Po deszczach drzewa i trawa nabrały soczystej zieleni...



Wróciłam do domu... Patrząc przez okno, zauważyłam  na końcu ogrodzenia bażanta a potem kilka wróbelków. Ucieszyłam się z ich widoku... Populacja tych czupurnych, małych okruszków wyraźnie spadła... Teraz już nie widzę ich rywalizujących ze sobą ani głośno ćwierkających... Dobrze, że mają w moim ogrodzie swoje gniazdo a może gniazda?



Patrząc przez okno, uświadomiłam sobie, że to ostatni moment na zrobienie syropu z młodych pędów sosny... Syrop jest świetny... Ma działanie wykrztuśne, wspomaga leczenie przeziębień,  niszczy drobnoustroje w jamie ustnej i gardle... Pamiętam, że Babcia i Mamusia zawsze go miały w spiżarce... Ja też robię go tradycyjne... Lubimy domowe wyroby i mikstury... Pędy włożyłam do dwóch słoików... Może jutro uda mi się  zrobić kolejne dwa...




Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę miłego, słonecznego tygodnia...
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...