sobota, 5 kwietnia 2014

Maleńkie Bödingen...








 Jestem zakochana w niemieckich miasteczkach... Są bardzo piękne... Odnoszę wrażenie, że im mniejsze tym ładniejsze... Lubię ten kraj, bo jest nie tylko zachwycający ale i bardzo ciekawy i najważniejsze, że doskonale się tutaj czuję... Podczas ostatniego urlopu niespodziewanie zawędrowałam do niewielkiej wioski Bödingen...  Położona jest w Nadrenii Północnej w pobliżu miasta Hennef... Bödingen to znane miejsce pielgrzymkowe, poświęcone Matce Boskiej Bolesnej...








Lubię Nadrenię... Tutaj niemal na każdym kroku spotyka się sielankowe wioski i urokliwe, małe miasteczka... Bödingen ukryte jest wśród lasów i malowniczych wzgórz średniogórza... Droga wśród lasu powoli pnie się w górę... Przejeżdżam w pobliżu zalewu wodnego... Jest kilka serpentyn i w końcu pojawia się cicha, bajkowa wioska... Domyślacie się o co mi chodzi... Widzę zabytkowe, domy szachulcowe... Rozkoszuję się tym widokiem... Spaceruję powoli, od jednego domu do drugiego...  W wielu niemieckich miejscowościach taki styl architektury jest głęboko zakorzeniony, szczególnie w okolicach o dużych walorach krajobrazowych...

          




Do tutejszej Mater Dolorosa od wieków przybywają pielgrzymi z Niemiec i krajów ościennych...  Maryja trzymającą zastygłe ciało Jezusa na kolanach to częsty temat moich fotografii... Nie mogłam przejść obojętnie widząc tę wzruszającą scenę...  Jej widok przypominał wydarzenie, tak dokładnie zostało opisane przez Ewangelistów... Matka Boska zastygła w bólu, to Matka Boska  Bolesna tzw. Pieta...   Marzeniem moim było  podążyć śladami pielgrzymów i zobaczyć Tę,  u której stóp  składane są modlitwy... Nie sądziłam, że w Bödingen zatrzymam się  dłużej... To miejsce jednak przykuło moją uwagę...To co zobaczyłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania... To była oaza  soczystej zieleni, pięknych kwiatów, błogiej ciszy i wspaniałego sanktuarium  pośród lasów... I było to również wspaniałe miejsce relaksu z daleka od miejskiego zgiełku... 







W pewnym momencie wśród zieleni i kwiatów dostrzegam rzeźbę Piety... Nie potrafię przejść obok niej obojętnie... Zatrzymuję się... Wzrusza mnie Jej zapłakana twarz... Boleję w sercu... gdy tak trzyma w ramionach  ciało swego Syna... Sztuka sakralna ma swój  wyjątkowy klimat... Przedstawiana jest w rzeźbie, reliefie, w obrazie... Odnajdywanie i poznawanie Piet to moja pasja ale i wielka miłość...  Z daleka widzę wieżę kościoła.






Teren kościelno-klasztorny otoczony jest wysokim, kamiennym murem... Na dziedziniec prowadzi niewielka bama... Zwieńczona jest kamienną kapliczką z repliką cudownej rzeźby Matki Bożej Bolesnej z 1756 roku... W końcu dostrzegam kolejną, trzecią Pietę...
Pierwsze zapiski historyczne o Bödingen pochodzą z 1190 roku... W XIV wieku pewnemu osadnikowi w tutejszym lesie ukazała się Matka Boża.... W miejscu objawienia wybudował kapliczkę i umieścił w niej wyrzeźbioną figurę Piety... Niestety, z niewyjaśnionych przyczyn  zawaliła się... Osadnikowi kolejny raz ukazała się Maryja i poleciła załadować rzeźbę na muła... W miejscu gdzie zatrzyma się zwierzę, należy wybudować nową kapliczkę... Padło na Bödingen... Do Matki Bożej zaczęły przybywać rzesze pielgrzymów... Na jej miejscu, wybudowano obecny kościół...





Kościół pielgrzymkowy zbudowany został w 1408 roku w stylu późnogotyckim... Rzeźba Matki Boskiej Bolesnej pochodzi z z 1350 roku... Bödingen było świadkiem niezwykłych łask, które działy się za wstawiennictwem Matki Boskiej Bolesnej... Przez długi czas byłam pod wrażeniem Piet, które tutaj zobaczyłam oraz tego niezwykłego miejsca...





Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie...


piątek, 4 kwietnia 2014

Pocztówka z Tatr...

          


                      




Tam, w moim kącie ziemi, kwitną teraz kwiaty,
kwitną kwiaty wiosenne, młode bujne, świeże,
las jasne słońce z nieba w głębię swoją bierze
i szumi- szumem pieśni jak anioł skrzydlaty !
Las drogi, święty, ciemny... Gdy się dźwiga z rana
nad polaną mgła wschodnia śnieżysto-różana...

(Kazimierz Przerwa- Tetmajer)




Kocham góry... Majestatyczne, czasem groźne i niedostępne... Zawsze zachwycająco piękne i zawsze przyciągające jak magnes... Jeszcze sześć lat temu sądziłam, że nie można żyć bez gór...  Życie czasem jest okrutne i płata figle... Chodzenie po górach w mojej obecnej sytuacji jest jedynie marzeniem... Marzeniem, które nie zostanie zrealizowane... Pozostały mi jedynie wędrówki po dolinach... Korzystając z pięknej pogody pojechałam do Doliny Chochołowskiej... M. Świerz pisał o niej: "Uderza przede wszystkim ogromem, powagą i właściwym Tatrom Zachodnim melancholijnym zamyśleniom".






Mogłam rozkoszować się pięknym widokiem  Mnichów Chochołowskich, Wołowca, Grzesia, Trzydniowiańskiego Wierchu, Jarząbczego Wierchu... Przymykałam oczy i wracałam do niezapomnianych wspomnień... Dolina Chochołowska jest największą i najdłuższą doliną w polskich górach... Jej długość to około 10 km... Zachwyca swoim górskim klimatem... Jest wąska by potem przejść w rozległą Polanę Chochołowską...







W Tatrach Zachodnich, polana należy do niezwykle malowniczych. W kwietniu tutaj zaczyna się fioletowe widowisko... Łany krokusów tworzą na tle ciemnej zieleni lasów niezapomniany widok... Na polanie stoją liczne szałasy góralskie, pozostałość dawnej gospodarki pasterskiej... Krokusy, szałasy wymagają osobnego postu...



Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę pięknego, słonecznego weekendu...
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie...


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...