środa, 28 października 2015

Alpejskie panoramy widziane z Aiguille du Midi







To nic, że nie widziałaś  wszystkich cudów świata
i czasami pragniesz stanąć na szczycie góry marzeń
jakież małe są cuda świata
wobec cudu każdego dnia
w którym ranek wita cię
dotykiem budzącego się słońca
i promykiem w zaspanych oczach
gdy wiatr jesienny przynosi echo ciepłych słów
a w powietrzu krążą zmiany
unoszone głosem południowego dzwonu
oznajmiane śmiechem dziecka
i wieczornym szeptem wiernego serca
uświęcone maleńkimi czynnościami
ofiarowanymi bliskim i najbliższym
w zamian
za radość dawania siebie w drobiazgach
................................................................
nie byłoby cudów świata
gdyby nie było cudu twojego dnia

Barbara Wójcik    





Wielu turystów górskich marzy o zdobyciu Mont Blanc, najwyższej góry Europy... Inni, marzą by zobaczyć go z niezbyt dalekiej odległości... Byłam w tej drugiej grupie... Wysokie góry a więc i Alpy są dosyć kapryśne pogodowo... Oj, jak ja skrycie marzyłam i wierzyłam, że w terminie wyjazdu na Aiguille du Midi dopisze pogoda... Tego dnia w Chamonix świeciło słońce na niebie unosiły się niewielkie chmurki, było ciepło chociaż  powietrze było bardzo rześkie... Pogoda była świetna więc z każdą chwilą na stację kolejki przybywali alpiniści, turyści, wycieczki zorganizowane... Wsiadamy do drugiej  kolejki linowej.... Z poziomu 1000 m.n.p. m. wyjedziemy na wysokość 3842 m n.p.m.










Po chwili docieramy do pierwszej stacji  Plan de l'Aiguille... Wysiadamy. Znajdujemy się na wysokości 2310 m, by z tarasów  popatrzeć na malownicze szlaki, spektakularne alpejskie widoki, fascynującą roślinność i dwa przemiłe osiołki... Po kilkunastu minutach wsiadamy do  wagonika...  Jedziemy do góry niemal pionowo by znaleźć się na kolejnej stacji na Aiguille du Midi na wysokości 3802 m n.p.m. ... Szczyt tworzą dwie iglice, rozdzielone przepaścią... Łączy je metalowy most zawieszony nad przepaścią...








Aiguille du Midi czyli Południowa Iglica uważana jest za najbardziej charakterystyczny i  jeden z najpiękniejszych szczytów w Alpach Francuskich... Zbudowana z granitów... Położona jest w masywie Mont Blanc... Jej zachwycająca forma wznosi się nad okolicznymi szczytami... Na dole, w Chamonix chodziliśmy w samych T-shirtach... Tutaj mieliśmy ubrane ciepłe swetry i skafandry... Słońce, wiatr i temperatura - 1 st.C... Jest zimno... Wchodzimy na poszczególne tarasy widokowe... Zachwyceni, nie możemy oderwać wzroku od Mont Blanc... Cały czas towarzyszą na wieszczki, ptaki podobne do kosów... Aż trudno uwierzyć, że dotarły na taką wysokość... Przechodzimy z jednej iglicy do drugiej... Są tutaj kawiarnie, restauracja, sklep z pamiątkami, ekspozycje historyczno-muzealne, tunele, toalety, przeróżne przejścia, schody... Prawdziwy labirynt...






To jeszcze nie koniec wrażeń... Aby dostać się do najwyższego punktu Aiguille du Midi, należy skierować się do windy, która umieszczona jest we wnętrzu granitowej skały... Wyjeżdżamy o 40 metrów wyżej, na kolejne platformy widokowe... Jesteśmy na wysokości 3842 m n.p.m.


Posłużyłam się zdjęciem z Internetu by mój tekst był bardziej obrazowy...






Jestem zaskoczona rozmachem stacji na Aiguille du Midi...  Widoki są tutaj zachwycające i jedyne w swoim rodzaju... Z panoramicznego tarasu jak na dłoni widoczny jest Mont Blanc i rozległa dolina Chamonix... Wiele uroku północnym, francuskim zboczom masywu Mont Blanc nadają skalne iglice... Zbocza masywu są pokryte około 50 lodowcami i dużymi połaciami wiecznych pól lodowo-śniegowych... A na nich, maleńkie punkciki. To alpiniści zmierzają na Mont Blanc... Ze względu na swoje zdrowie po wszystkich tarasach, balkonikach, schodach należy chodzić powoli... Dlaczego? zmniejszona ilość tlenu w powietrzu może  da znać o sobie... 






Pobyt na  Aiguille du Midi dostarczył mi niezapomnianych wrażeń... Cieszę się, że mogłam tutaj być i podziwiać Alpy... To była wspaniała przygoda... Wiem, że widoki, emocje, wrażenia pozostaną na zawsze w mojej pamięci... Czy jestem zadowolona? Oczywiście,  nasyciłam się pięknem i potęgą gór...  Najwyższa pora wracać kolejką do Chamonix...


Dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Pozdrawiam wszystkich serdecznie...


poniedziałek, 26 października 2015

Ech, ta jesień








Ech, chciałoby się gdzieś odlecieć
z tym szalonym wiatrem jesiennym...
Zatańczyć z barwnymi liśćmi fokstrota,
uwierzyć w magię słonecznych promieni,
i babim latem szczelnie się omotać.

Jesienną szarugą nie smucić się wcale,
tylko wsłuchać się w symfonię deszczową.
Bez parasola spacerować starym parkiem,
uśmiechać się do siebie i pisać wiersze,
a w nich na radosną jesień rzucać dobre słowo.

Wskoczyć z impetem do takiego świata,
gdzie nie ma miejsca na chłód, czarne myśli,
jesienną melancholię i smutki dręczące,
gdzie słoneczna radość we włosy się wplata...

Oto moje marzenia, marzenia jesienią pachnące.

(Barbara Leszczyńska)





"Ech,  chciałoby  się  gdzieś  odlecieć"  bo  od  dwóch  tygodni  panuje  szara  i  deszczowa  pogoda... Bardzo  liczyłam,  że   jesień  pokaże  swoje  barwne,  różnokolorowe  oblicze jak  w  poprzednich  latach... Nie tracę nadziei...  W  tym  roku  coś  słabo  z  tymi  przebarwieniami...  Niektóre  drzewa  tylko  trochę  zażółciły  się ... Codziennie,  spadają  kolejne  liście...   W większości  są  szare  jak  tegoroczna  jesień...





Nie zaskoczył mnie chłodny niedzielny poranek... Zabrałam aparat i przez warzywnik poszłam do Małego Lasku...  Jesienna pora roku, nigdy  nie wywoływała u mnie uczucia radości bo jej po prostu nie lubię... Nawet o tym nie myślę, marzę by zaszyć się gdzieś w ciepłym miejscu, z miękkim kocem z wełny wielbłądziej, filiżanką gorącej czekolady lub herbaty i dobrą książce w ręku... Zbyt szybko robi się ciemno... A ja? zanurzam się w swoich czynnościach i nie widzę jak jest za oknem...






Przestało padać... Dosłownie na moment wyszło słońce... Dzień dalej jest pochmurny... Zrywam do koszyka trochę  mokrych jabłek i wracam do domu... Podchodzę do okna i widzę baraszkujące sikorki i dzwońce... Są szczęśliwe bo od pewnego czasu regularnie je dokarmiamy... Przechodzę do kolejnego okna...  Na łące leży samotne sarnie źrebiątko... Przez ostatnie dwa tygodnie nie widziałam sarniej rodziny... Przypuszczałam, że podobnie jak w ubiegłym roku przeniosły się w wysokie trzciny...  Niechcący kilka dni temu, podsłuchałam jakieś plotki, gdy jedna pani do drugiej mówiła, że  ktoś strzelał do saren... Nie uwierzyłam... Polowania można urządzać w lesie... Czy ktoś jest aż tak głupi by  strzelać do bezbronnych saren, którym udało się przeżyć w niewielkim lasku lub w trzcinach? Dla mięsa, dla sportu? Kłusownictwo? Trochę trudno mi w to uwierzyć by ludzie byli tak okrutni... Teraz ten brak saren troszeczkę  mnie to niepokoi...Jednak wierzę, że się zjawią moje ukochane zwierzęta...







Zapada zmrok,  zapalam pachnące świece...  Dom lśni  blaskiem i przepełnia się ich zapachem... Robi się bardzo przytulnie a na dodatek pachnie cynamonem, wanilią, pomarańczą... Podchodzę do okna i patrzę na zachodzące słońce...  Niebo przybrało  kolor zachwycającego różu, przechodzącego w pomarańcz aż do czerwieni...  Niesamowite, będzie zmiana pogody... Jestem pewna, że jednak  będzie  kilka dni złotej, polskiej jesieni...