piątek, 31 maja 2013

Ogród w odcieniu różu i fioletu...

               






   Gdybyśmy tak każdego dnia na drogę naszego bliźniego rzucali jeden kwiatek,
   to drogi ziemi byłyby pełne radości...





Ktoś mnie dzisiaj zapytał: nie żałujesz, że skończył się okres kwitnienia pięknych lilaków? Ich zapach był cudowny, zniewalający, tak bardzo je lubiłaś...Tak, pamiętam jak pachniały. Gdy przyniosłam gałązki do domu było od nich duszno...Wszędzie było czuć ich upojny zapach...
Ja nie żałuję... Dlaczego?  W moim ogrodzie od dwóch dni kwitną kolejne lilaki... Tym razem, są to lilaki Meyera... To późna odmiana zwie się Syringa meyeri Palibin... Kwiaty zebrane w luźne wiechy... Są różowego koloru a ich zapach ? Ten lilak to dopiero mocno pachnie. Jego woń dosłownie oszałamia... Jest połączeniem zapachu akacji i azalii...  W całym domu unosi się jego słodka woń...




Po południu poszłam w kierunku Małego Lasku... Na łące już czwarty rok zakwita niebieski, dziki łubin... Nie wiem kto go tutaj zasiał... Przypuszczam, że rośnie dzięki ptakom... Pamiętam, że takie łubiny zawsze rosły u Babci w ogródku... Bardzo go lubię, może to wspomnienie dawnych lat... Zawsze czekam i zastanawiam się czy tym razem znowu zakwitnie...




W jagodniku, pojawiły się pierwsze owoce jagody kamczackiej... Och, jakie są pyszne... Wybornie smakują i są bardzo atrakcyjne ponieważ dojrzewają przed truskawkami i malinami... Między liśćmi zwisają dorodne, podłużne fioletowe  jagody... Zbieram je etapowo... Jagody są źródłem niezwykle cennych substancji, witamin, żelaza, jodu, miedzi...






Na łące przed  Małym Laskiem oprócz niebieskiego łubinu  kwitną irysy syberyjskie... Są to kwiaty o długich, trawiastych liściach... Smukłe łodygi zakończone są delikatnymi, fioletowymi kwiatami... Jest wiele odmian i kolorów. U mnie rosną jedynie  te w kolorze fioletowym...








    Dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
    Życzę miłego, słonecznego weekendu...
    Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie...


czwartek, 30 maja 2013

Jest takie miejsce...


 



                    



     Zapominamy, że życie jest kruche, delikatne, że nie trwa wiecznie...
     Zachowujemy się wszyscy, jakbyśmy byli nieśmiertelni...
     Eric-Emanuel Schmitt






Dzisiaj jest uroczystość Najświętszego Bożego Ciała i Krwi Pańskiej... To jedno z najważniejszych świąt obchodzonych przez Kościół rzymskokatolicki... Dlatego pragnę pokazać niezwykłe miejsce we włoskim regionie  w Abruzji...  Starożytne  Anxanum,  zwane dzisiaj Lanciano... To miasteczko zostało wzniesione przez italskie plemię... Lanciano usadowiło się u podnóża pasma górskiego Maiella w Apeninach... Położone tylko 15 km od brzegów Adriatyku...  Spacerując rozgrzanymi uliczkami,  czułam się dolatujący, orzeźwiający powiew morza... To  właśnie tutaj około dwanaście wieków temu dokonało się nadprzyrodzone wydarzenie...Przypuszczam, że już mnie znacie. Kiedy dowiedziałam się o tym miejscu, bardzo pragnęłam je zobaczyć.. Jednak do Cudu  Eucharystycznego nie jest tak łatwo trafić...Już na opłotkach miasta miałam wrażenie, że czas się tutaj zatrzymał...Wystarczyło gdy zobaczyłam tutejszą architekturę, to wiedziałam, że sama mówi o dawnej,  swojej historii...


W tym miasteczku czas się zatrzymał przed ...wiekami. Uwielbiam takie miejsca... Rozkoszuję się widokami... Zachwycam się typową, włoską  architekturą... Podziwiam stare romańskie i gotyckie budowle, resztki murów obronnych... Jest i most pamiętający czasy rzymskie... Uliczki są bardzo wąskie, kręte ale o niebywałym uroku... Wydaje mi się, że Stare Miasto jest uśpione... Jest prawie południe... Tylko nieliczne mieszkanki idą z zakupami...  Niosą soczyste pomidory, bazylię, oliwę i bochny pszenicznego chleba...  Jedynie na chodniku kot leniwie wyciągnięty wygrzewa się w słońcu... Wg mnie, to miasteczko jest bardzo malownicze, ale i tajemnicze...
Już go widzę... Ten kościół,  który pierwotnie był romański, jest z elementami gotyku... Przebudowany w barokowy w XVIII wieku... Jego surowa fasada jest ozdobiona gotyckim portalem i spiżowymi drzwiami... To tutaj znajduje się Sanktuarium Cudu Eucharystycznego... Znajduję się na dziedzińcu przy starej studni...  Stąd dyskretne wejście prowadzi mnie do środka...





Przyznaję, że nie spodziewałam się tylu pielgrzymów wewnątrz kościoła. Patrząc na tych wszystkich  tutaj zgromadzonych wiem, że przyciąga ich, tak jak mnie tajemnica cudu... Jest odprawiana msza. Przysiadam w kąciku. Wpatruję się w ołtarz Cudu Eucharystycznego. Jest umieszczony w prezbiterium za ołtarzem głównym...Cudowna Hostia  znajduje się w srebrnej monstrancji a Krew w kielichu z kwarcu...





Wszystko zaczęło się w VIII wieku w kościółku p.w. św. Longina... Zakonnik zgromadzenia św. Bazylego odprawiał Mszę Świętą... Podczas sprawowania liturgii, w momencie podniesienia w głębi serca zwątpił w prawdziwą obecność Pana Jezusa w Eucharystii... I kiedy tylko wypowiedział słowa konsekracji, stał się wielki cud... Hostia przemieniła się w skrwawiony kawałek Ciała, a wino w kielichu zamieniło się w Krew... Zakonnik na własne oczy przekonał się, że jego wątpliwości są nieuzasadnione... Wiem, że Eucharystia to jedna z największych i najtrudniejszych tajemnic chrześcijaństwa... Teraz w XXI wieku trudna do  zaakceptowania nawet dla katolików... A dwanaście wieków temu?
Krew spoczywa w kielichu...  Po wielu wiekach, przekształciła się w pięć małych skrzepów... Po zbadaniu przez naukowców okazała się krwią ludzką z grupy AB...  Ciało zaś, pojawiło się w kształcie pierścienia wokół  Hostii... Badania wykazały, że Ciało to mięsień serca... Przez setki lat Święte Relikwie są otaczane wielką czcią... Od wielu wieków Lanciano jest tłumnie odwiedzane...bo cud z Lanciano jest odpowiedzią dla wszystkich na wszystkie czasy...





Bazyliką w Lanciano opiekują się o.o. Franciszkanie... To oni na miejscu pierwszej świątyni w XIII wieku zbudowali obecny kościół... W wielu miejscach zauważam ikony i obrazy świętej Klary i św. Franciszka...  Sumienie nie pozwalało mi robić zdjęć... Nie mogłam przeszkadzać modlącym się pielgrzymom...
Opuszczamy Bazylikę... Na ulicach zauważa się ożywienie... Wszyscy na siebie trąbią, gestykulują, a nawet krzyczą... Minął czas sjesty... Idziemy na przedmieścia Lanciano... Z przydomowych ogródków wydostają się zapachy liści laurowych, mięty, bazylii... Tu i ówdzie widzę krzaki z pomidorami i kaskady jaśminowca wonnego oraz fioletowo-białe, oryginalne kwiaty akantu... To był dzień pełen wrażeń, teraz ma się ku końcowi...







    Dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
    Życzę miłego i słonecznego weekendu...
    Pozostawiam serdeczne pozdrowienia...